Małe kino, wielka historia. Donkiszoci z Krowoderskiej
Agrafka: Między buntem a tradycją
Na pierwszym piętrze niepozornego budynku przy ul. Krowoderskiej w Krakowie kryje się miejsce, które wymyka się prostym definicjom. Kino Agrafka nie jest ani tylko kinem studyjnym, ani zwykłą instytucją kultury. To raczej opowieść o uporze, pasji i… lekkiej donkiszoterii.
– Nigdy nie traktowaliśmy tego kina jako biznes – mówi Robert Skrzydlewski, współzałożyciel Agrafki. – Gramy to, co chcielibyśmy sami zobaczyć.
I właśnie w tej prostocie kryje się sekret.
Zucha pamięć, Agrafki energia
Historia miejsca sięga znacznie dalej niż 17 lat istnienia Agrafki. Już w 1959 roku działało tu kino Zuch, później przekształcone w Szkolne Kino Studyjne, a następnie Paradox. Gdy w 2009 roku sala opustoszała, Fundacja Wspierania Kultury Filmowej Cyrk Edison tchnęła w nią nowe życie.
Po generalnym remoncie, 10 września 2009 roku, Agrafka przyjęła pierwszych widzów. Z jednej strony – kontynuacja tradycji, z drugiej – zupełnie nowy rozdział.
Nazwa z szuflady i z ducha buntu
Skąd „Agrafka”? Historia jest równie nieoczywista, jak samo kino.
– To był pomysł, który leżał w szufladzie jeszcze zanim pojawiło się to miejsce – wspomina Skrzydlewski. – Trochę zazdrościłem Łodzi kina Cytryna. Chciałem nazwę, która się wyróżnia.
Ale jest też druga warstwa.
– Moja dusza jest trochę punkowa i ta agrafka kojarzy się z buntem.
Z buntu powstała marka. A z marki – rozpoznawalność.
Kino, które wychowuje widza
Fenomen Agrafki nie polega wyłącznie na repertuarze. To raczej konsekwentne budowanie relacji z widzem, od najmłodszych lat.
Niedzielne poranki z czytaniem i warsztatami, edukacyjne projekcje dla szkół, Dyskusyjny Klub Filmowy „Rozpięci” – to tylko część oferty.
To właśnie rozmowa – nie tylko film – staje się tu doświadczeniem.
Młodzi na Wajdzie
Wbrew obawom o przyszłość kin studyjnych, Agrafka przyciąga młodych widzów.
– Na „Popiele i diamencie” 70–80 proc. widowni to byli młodzi ludzie – mówi z wyraźną satysfakcją właściciel. – To mnie naprawdę ucieszyło.
W czasach platform streamingowych to sygnał, że kino jako miejsce spotkania wciąż ma sens.
Małe sale, duża walka
Agrafka działa w wymagającym środowisku. W Krakowie funkcjonuje aż siedem kin studyjnych i kilka multipleksów. Każdy film to walka o widza.
– Trzeba powalczyć o kawałek tortu – przyznaje Skrzydlewski.
Paradoksalnie, to właśnie kameralność okazuje się siłą. Współczesny Kraków to miasto małych sal – i to one przetrwały.
Donkiszoteria jako strategia
Prowadzenie kina studyjnego to niełatwa droga. Streaming, pandemia, zmieniające się nawyki widzów – wyzwań nie brakuje.
– To trochę donkiszoteria – przyznaje bez wahania Skrzydlewski.
Ale może właśnie dlatego Agrafka działa. Bo zamiast kalkulacji jest pasja, zamiast strategii – intuicja.
Przyszłość? Niepewna, ale potrzebna
Jak będzie wyglądać Agrafka za 17 lat?
– W obecnych czasach wszystko może się zmienić bardzo szybko – odpowiada właściciel.
A jednak kino trwa. I przyciąga kolejne pokolenia.