Małe kino, wielka historia. Donkiszoci z Krowoderskiej

Nie miało być biznesem, lecz pasją. Dziś przyciąga tłumy i buduje wspólnotę. Kino Agrafka udowadnia, że magia kina wciąż działa, mimo Netflixa.

Agrafka: Między buntem a tradycją

Na pierwszym piętrze niepozornego budynku przy ul. Krowoderskiej w Krakowie kryje się miejsce, które wymyka się prostym definicjom. Kino Agrafka nie jest ani tylko kinem studyjnym, ani zwykłą instytucją kultury. To raczej opowieść o uporze, pasji i… lekkiej donkiszoterii.

– Nigdy nie traktowaliśmy tego kina jako biznes – mówi Robert Skrzydlewski, współzałożyciel Agrafki. – Gramy to, co chcielibyśmy sami zobaczyć.

I właśnie w tej prostocie kryje się sekret.

Kino Agrafka
Kino Agrafka
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Zucha pamięć, Agrafki energia

Historia miejsca sięga znacznie dalej niż 17 lat istnienia Agrafki. Już w 1959 roku działało tu kino Zuch, później przekształcone w Szkolne Kino Studyjne, a następnie Paradox. Gdy w 2009 roku sala opustoszała, Fundacja Wspierania Kultury Filmowej Cyrk Edison tchnęła w nią nowe życie.

Po generalnym remoncie, 10 września 2009 roku, Agrafka przyjęła pierwszych widzów. Z jednej strony – kontynuacja tradycji, z drugiej – zupełnie nowy rozdział.

Nazwa z szuflady i z ducha buntu

Skąd „Agrafka”? Historia jest równie nieoczywista, jak samo kino.

– To był pomysł, który leżał w szufladzie jeszcze zanim pojawiło się to miejsce – wspomina Skrzydlewski. – Trochę zazdrościłem Łodzi kina Cytryna. Chciałem nazwę, która się wyróżnia.

Ale jest też druga warstwa.

– Moja dusza jest trochę punkowa i ta agrafka kojarzy się z buntem.

Z buntu powstała marka. A z marki – rozpoznawalność.

Kino Agrafka
Kino Agrafka
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Kino, które wychowuje widza

Fenomen Agrafki nie polega wyłącznie na repertuarze. To raczej konsekwentne budowanie relacji z widzem, od najmłodszych lat.

Niedzielne poranki z czytaniem i warsztatami, edukacyjne projekcje dla szkół, Dyskusyjny Klub Filmowy „Rozpięci” – to tylko część oferty.

Cieszy mnie, gdy po seansie ludzie zostają i chcą rozmawiać. Kiedyś wszyscy uciekali, dziś to się zmienia
Robert Skrzydlewski

To właśnie rozmowa – nie tylko film – staje się tu doświadczeniem.

Kino Agrafka
Kino Agrafka
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Młodzi na Wajdzie

Wbrew obawom o przyszłość kin studyjnych, Agrafka przyciąga młodych widzów.

Na „Popiele i diamencie” 70–80 proc. widowni to byli młodzi ludzie – mówi z wyraźną satysfakcją właściciel. – To mnie naprawdę ucieszyło.

W czasach platform streamingowych to sygnał, że kino jako miejsce spotkania wciąż ma sens.

Małe sale, duża walka

Agrafka działa w wymagającym środowisku. W Krakowie funkcjonuje aż siedem kin studyjnych i kilka multipleksów. Każdy film to walka o widza.

– Trzeba powalczyć o kawałek tortu  – przyznaje Skrzydlewski. 

Paradoksalnie, to właśnie kameralność okazuje się siłą. Współczesny Kraków to miasto małych sal – i to one przetrwały.

Kino Agrafka
Kino Agrafka
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Donkiszoteria jako strategia

Prowadzenie kina studyjnego to niełatwa droga. Streaming, pandemia, zmieniające się nawyki widzów – wyzwań nie brakuje.

– To trochę donkiszoteria – przyznaje bez wahania Skrzydlewski.

Ale może właśnie dlatego Agrafka działa. Bo zamiast kalkulacji jest pasja, zamiast strategii – intuicja.

Kino Agrafka
Kino Agrafka
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Przyszłość? Niepewna, ale potrzebna

Jak będzie wyglądać Agrafka za 17 lat?

– W obecnych czasach wszystko może się zmienić bardzo szybko – odpowiada właściciel.

A jednak kino trwa. I przyciąga kolejne pokolenia.