Marina ma nadzieję na unijne pieniądze

Sprawa krakowskiej mariny wypływa co jakiś czas. Teraz pojawiła się szansa, aby miasto pozyskało fundusze na jej budowę. Tak się złożyło, że tereny, na których miałby powstać port jachtowy, znalazły się w programie rewitalizacyjnym. Oznacza to, że gmina może się ubiegać o pieniądze Unii Europejskiej. Cały projekt miałby kosztować ok. 50 mln złotych.

Marina lub, jak kto woli, mały czy średni port jachtowy na Wiśle miałby powstać w okolicach Bulwaru Podolskiego, niedaleko mostu Kotlarskiego. Plany od dłuższego czasu pojawiają się w dyskusjach, jednak do realizacji inwestycji jest daleka droga. Wszystko rozbija się o pieniądze.

Jeśli uda się zakwalifikować projekt do naboru, który ruszył 30 marca, to jest szansa, iż gmina dostanie nawet 75% dofinansowania na budowę portu. – Zarząd Infrastruktury Sportowej złożył kompletny wniosek aplikacyjny – informuje dyrektor ZIS Krzysztof Kowal.

Kilka argumentów

Urzędnicy wraz z projektantami oraz armatorami wodnymi wspólnie wybrali okolice mostu Kotlarskiego. Powodów jest kilka. Przede wszystkim miasto chce inwestować w tereny, które należą do niego. Po drugie, niedalekie sąsiedztwo stopnia wodnego gwarantuje bezpieczeństwo podczas ewentualnej powodzi, poprzez możliwość uspokajania zwierciadła wody.

Również powierzchnia jest ważna. W tej okolicy bulwary są niezagospodarowane. A trzeba wiedzieć, że całość ma mieć około kilometra długości. Przy takiej inwestycji muszą powstać pirsy, sam basen jachtowy o powierzchni ok. 8 tys. mkw., gdzie pomieścić ma się 80-90 mniejszych jednostek pływających czy całe zaplecze techniczne. Oprócz tego w projekcie przewidziana jest strefa rekreacyjna z hotelem, placem zabaw, ścieżką rowerową. Oczywistością jest również rozbudowa drogi dojazdowej oraz parkingu.

Jak mówią projektanci, potrzebne będzie również stworzenie tam posterunku policji oraz straży pożarnej. Dla bezpieczeństwa niezbędne są również falochrony, oświetlenie i same pomosty. Co ciekawe, wszystkie – nazwijmy je – budynki, będą unosić się na wodzie.

– A to ze względu na to, że nie ma tam za wiele miejsca. Obiekty pływające również wolniej ulegają korozji, a do tego nie są zalewane – argumentuje jeden z autorów projektu. Inne brane pod uwagę miejsca, znajdowały się na wysokości Salwatora i Mogiły.

Jeśli nie UE, to co?

Wszystko to ładnie wygląda na papierze. Może się jednak okazać, że nie dostaniemy żadnych pieniędzy z unii. Co wtedy? – Prace będą prowadzone etapami, co znacznie wydłuży budowę – odpowiada dyrektor Kowal. – Mamy jednak nadzieję, że załapiemy się na te pieniądze – stwierdza szef ZIS-u.