Mariusz Jop: Niedługo możemy mieć kilka dobrych informacji
Jest z wami kilku młodych zawodników. Można powiedzieć, że to już taka tradycja okresów przygotowawczych. Czy oni mają szansę zostać na dłużej w pierwszym zespole?
Mariusz Jop, trener Wisły Kraków: Oczywiście, że mają. Kilkukrotnie mieliśmy sytuację, że po okresie przygotowawczym młodzi piłkarze zostawali z nami na dłużej i mogli się pokazać szerszej publiczności w meczach mistrzowskich. Absolutnie na nikogo się nie zamykamy. Jest trzech piłkarzy z drugiego zespołu, będziemy się im przyglądali. Olivier Pławiński był z nami pierwszy dzień, to perspektywiczny chłopak z dużymi możliwościami.
Karol Tokarczyk miał dobrą końcówkę sezonu, przez cały rok był najlepszym strzelcem rezerw. Mówiło się o tym, że wzbudza zainteresowanie innych klubów. Jaka jego przyszłość w Wiśle się rysuje?
To, że jest z nami, to właśnie wynik jego bardzo dobrych występów w III lidze. Miał bardzo dobre statystyki, potwierdził tam swoje umiejętności. Oczywiście tutaj poziom jest zdecydowanie wyższy. Nikomu nie zamykamy drogi. Będą gry towarzyskie, piłkarze będą mieli możliwość pokazać się, grając z lepszymi zespołami, mając trochę obciążeń w nogach, i zobaczymy, jak będą się prezentowali. To samo dotyczy również Tokarczyka.
Angel Rodado wrócił uśmiechnięty, ożeniony, pełen zapału do pracy, ale na razie ćwiczy w odosobnieniu. Jakie są rokowania, kiedy może na dobre zacząć trenować z zespołem?
Angel jest ponad dwa miesiące po operacji – po poważnej operacji – więc nie chcemy przyspieszać tego procesu. Rehabilitacja przebiega bardzo dobrze, wszystko szybko się goi. Natomiast tutaj chcemy być cierpliwi, by nie zrobić jakiegoś błędu, który finalnie wydłuży ten proces.
Został Jordi Sanchez. Co zdecydowało, że jednak otrzymał nowy kontrakt?
To nigdy nie jest jeden element, a kompleks pewnych zachowań i umiejętności. Finalnie z działem sportu podjęliśmy decyzję, że Jordi jest w stanie pomóc zespołowi. Chcemy, żeby przepracował z nami normalnie cały okres przygotowawczy. Miał też trochę problemów, a mimo tego był pożytecznym piłkarzem i pomógł kilka razy zespołowi. Jest też świetną osobą w grupie – jego osobowość, sposób bycia i funkcjonowanie w zespole również miały dla nas znaczenie. Liczymy na niego tak jak na każdego innego piłkarza.
Ale to nie zamyka tematu potencjalnych wzmocnień do linii ataku?
Nie zamyka.
Blisko podpisania umowy jest francuski stoper Maxence Maisonneuve. Padają także nazwiska bramkarzy: Marcel Łubik i Rumun Mihai Popa.
Nie chciałbym mówić o piłkarzach, którzy jeszcze nie podpisali umów. Różne rzeczy przeżyłem w piłce i wiem, że czasami coś, co wydaje się bardzo blisko, okazuje się bardzo daleko i odwrotnie. Na razie poczekajmy na oficjalne ogłoszenia, ale na pewno w tym temacie się dużo dzieje i myślę, że niedługo możemy mieć kilka dobrych informacji.
Kibice się już trochę niepokoją, choć inne drużyny ekstraklasy też nie szaleją na rynku transferowym. Poprzedni sezon pokazał, że warto było poczekać na niektórych zawodników. Zaleca pan cierpliwość?
Nie możemy robić nerwowych ruchów. Musimy być cierpliwi, bo rynek też się zmienia i z biegiem czasu pojawia się coraz więcej opcji. Oczywiście niektóre się zamykają, ale mam pełne zaufanie do dyrektora sportowego i do całego sztabu ludzi, którzy nad tym pracują. Codziennie w dużym wymiarze godzin analizujemy opcje, bo chcemy podejmować mądre, przemyślane decyzje, a nie kierować się emocjami. Czasami warto poczekać trochę dłużej po to, żeby to był piłkarz, który będzie pasował pod wieloma względami do naszego zespołu.
Poprzedni sezon rozpoczęliście „wejściem smoka”, bo wygrywaliście w efektownym stylu i wysoko. Teraz poprzeczka będzie zawieszona wyżej, ale też chcecie rozpocząć od mocnego uderzenia?
Na pewno taki początek to marzenie – żeby zacząć grać tak efektownie i przede wszystkim efektywnie. Natomiast wiemy, że poprzeczka jest zdecydowanie wyżej. Praca, jaką zamierzamy wykonać, jest zaplanowana na jakieś 15–20 proc. więcej. Wiemy, że wymagania ekstraklasowe są wyższe i na pewno czeka zawodników dużo pracy. Przede wszystkim chcemy dbać też o to, żeby piłkarze byli zdrowi, bo wiemy, jak ważny to element. Czeka ich ciężka praca, mamy swoje doświadczenia, a chcielibyśmy bardzo być w takiej dyspozycji już na start rozgrywek, jak byliśmy rok temu. Będziemy robili wszystko, żeby do tego doprowadzić.
Prezes Jarosław Królewski po sezonie mówił, że być może wzmocni panu osobowo sztab, ponieważ pracy też jest więcej.
W szeroko rozumianym sztabie są korekty. Doszedł do nas jeden fizjoterapeuta, więc tu już jest lepiej. Natomiast co do tego bezpośredniego zaplecza pierwszego trenera, to jest kilka otwartych tematów – tutaj też trzeba być cierpliwym.
Niektóre drużyny latem jeżdżą za granicę, a wam od kilku lat pasuje Wola Chorzelowska. Możemy powiedzieć, że nie trzeba jeździć za granicę, żeby się dobrze przygotować?
Historia pokazuje, że nie trzeba. Mamy tam bardzo dobre warunki. Są świetne boiska, dobre jedzenie, dobre łóżko do spania. Na obozie nic więcej nie trzeba. Dobry trening plus dobre odżywianie i dobra regeneracja to są trzy elementy niezbędne do dobrej pracy i tam to wszystko jest. Wola Chorzelowska jest miejscem sprawdzonym, z którego byliśmy zadowoleni w zeszłym roku, dlatego ponawiamy to zgrupowanie.
Na start zmierzycie się z GKS-em Katowice. Cieszy pana rywal, który gra też w pucharach, czy to zupełnie bez znaczenia?
Przyjmuję to, co przyniósł los. Nie mieliśmy wpływu na rozstawienie zespołów – kto z kim gra i kiedy. Na pewno to jest zespół, który się bardzo dobrze rozwija i z każdym rokiem gra coraz lepiej. Mają stabilizację na stanowisku trenera, to zespół regularnie się wzmacniający. Wymagający rywal, który będzie grał w pucharach i reprezentował nasz kraj. Ale do tego meczu jest jeszcze dużo czasu. Oczywiście powoli o tym myślimy, natomiast wcześniej są jeszcze inne gry, do których też chcemy się dobrze przygotować, żeby zespół był w optymalnej dyspozycji właśnie na ten pierwszy mecz o punkty.
Kibice wykupili już wszystkie bilety na to spotkanie. Czuje pan już tę ciężką, ale i pozytywną presję?
Frekwencja w ubiegłym sezonie była fantastyczna, więc można się było spodziewać, że w ekstraklasie będzie podobnie. Wyprzedane bilety na pierwszy mecz to coś fantastycznego. Wiemy o tym, że społeczność jest głodna spotkań w ekstraklasie. Cieszę się, że gramy u siebie i z dobrym rywalem. Na pewno będziemy chcieli dać kibicom pozytywne emocje.
Trwa lifting w bazie w w Myślenicach. Natomiast jeżeli chodzi o pana filozofię, to dużego liftingu chyba nie będzie?
Będą delikatne korekty, bo wiemy, że ekstraklasa ma swoje wymagania. Natomiast co do ogólnego nurtu naszej filozofii, modelu i sposobu gry, to na pewno nie staniemy się za chwilę zespołem, który pójdzie w drugą stronę i będzie grał skrajnie inaczej. Myślę, że będzie jednak sporo podobieństw. A co do liftingu ośrodka – na pewno przyjemnie wejść na siłownię czy do odświeżonego ośrodka, wykonano tu świetną pracę. Gdybyśmy mieli to porównać do budowy zespołu, to w Myślenicach w ośrodku jest przebudowa i w naszym zespole również.
Wiktor Staszak wrócił z wypożyczenia do Włoch i powiedział, że najbardziej poprawił grę w obronie. Tego mu brakowało?
Wiktor przyszedł do nas z zespołu z niższej ligi [KKS 1925 Kalisz w 2025 roku] i tam były trochę inne wymagania. My zwracamy mocną uwagę na pojedynki i na grę obronną. Na pewno było to coś, co wymagało korekty. Jeżeli jest tak, jak mówi – a to sprawdzimy – to tym lepiej dla niego, bo zwiększa to jego szanse, żeby realnie zafunkcjonować w pierwszym zespole.
Jest szansa w jego przypadku na taki scenariusz, jak u Jakuba Krzyżanowskiego? Po roku w Torino wrócił już jako mężczyzna i w zeszłym sezonie był ważną postacią w drużynie.
Oczywiście, że jest. Taki wyjazd, poza innym treningiem, uczy samodzielności. To ważny element, pod względem mentalnym na pewno się wtedy dojrzewa. Chciałbym, żeby tak było – żeby Wiktor był na dobrym poziomie, lepszym niż przed odejściem. Taki był cel tego wypożyczenia. Natomiast to wszystko będziemy obserwować i weryfikować w trakcie treningów i sparingów.
Wiktor Biedrzycki powiedział, że tamten sezon można podsumować słowem „spokój”. Co będzie według trenera kluczem do tego, żeby nie myśleć o utrzymywaniu się za wszelką cenę do ostatniej kolejki, tylko walczyć w ekstraklasie o wyższe cele?
Tego nie da się stwierdzić jednym słowem i podać jednego elementu, który jest decydujący. Futbol jest dosyć skomplikowanym sportem mimo swojej prostoty. Myślę jednak, że mentalność to coś bardzo istotnego – właściwe przygotowanie do spotkania pod tym względem i radzenie sobie z presją, która na pewno będzie. Gdybym miał już to tak spłycić do jednego czynnika, to myślę, że właśnie przygotowanie mentalne będzie tutaj istotne.