Marszałek Małopolski: To rekordowy program budowy dróg [Rozmowa]

Marszałek Małopolski przedstawił rekordowy budżet województwa na 2017 rok. Najwięcej środków będzie przeznaczone na transport zbiorowy oraz remonty dróg. Jacek Krupa w rozmowie z LoveKraków.pl krytykuje również rząd, że nie daje pieniędzy na zadania zlecone.

Patryk Salamon, LoveKraków.pl: Panie marszałku, wskaźniki wyjątkowo dobrze wyglądają: zadłużenie spada o 65,5%, dochody wzrastają o 42,5%. Czy to nie jest zbyt pozytywny projekt budżetu?

Jacek Krupa, Marszałek Województwa Małopolskiego: To jest budżet jak każdy. Wynika on z realiów. To są fakty, a nie powieść. Możliwości są ściśle wyliczone – zarówno wydatki jak i dochody, cała polityka związana z kredytowaniem czy emisją obligacji. To wszystko jest przemyślane i dobrze obliczone. To nie tylko moja opinia, ale również Regionalnej Izby Obrachunkowej, agencji ratingowej Fitch, która ocenia naszą kondycję ekonomiczną i to, czy ta polityka inwestycyjna jest dobrze prowadzona.

Musimy też trzymać się jednej podstawowej zasady: bieżące wydatki nie mogą przekraczać bieżących dochodów. Wszystko jest ujęte w pewnych ramach, choć jest niemałą  sztuką układać budżet, aby ze sobą zgrać wszystkie elementy.

Największe środki pójdą na infrastrukturę i będzie to miliard złotych. Dużo zostanie przeznaczone na tabor. Dlaczego tak mocno państwo inwestujecie w kolej, bo w ostatnim roku widać zmianę samorządu w tej sprawie?

To ma wiele aspektów. Bardzo często mówi się o tym ekologicznym, który nie jest bez znaczenia. W ramach dwóch istniejących linii kolejowych przewieziemy do końca roku sześć milionów osób. To oznacza, że kilkanaście tysięcy samochodów dziennie przestaje wjeżdżać do Krakowa. Nie dotyczy to tylko samego miasta, ale również tras dojazdowych i mniejszych miejscowości.

Niezmiennie istotny jest aspekt gospodarczy. Komunikacja i transport to krwioobieg gospodarki. Szybka kolej aglomeracyjna podnosi jakość podróżowania, udostępnia codzienny dojazd do pracy czy uczelni. Oczywiście jest również dedykowana turystom. Dla nas jednak priorytetem jest, aby transport kolejowy został zintegrowany z komunikacją miejską i tak ten system budujemy.

Już w tej chwili w miejscowości niedaleko Wieliczki można kupić bilet, wysiąść do pociągu i dzięki temu samemu biletowi dojechać do Krakowa, a później poruszać się w samym mieści autobusem czy tramwajem. Jest to więc obsługa kompleksowa, która kosztuje samorząd. Mnóstwo pieniędzy podatników na to wydajemy. Do tej części transportu w 2017 roku dodamy 20 mln złotych.

Na rozwój infrastruktury drogowej też jest duża kwota, około 600 mln złotych. Jakie będą największe zadania inwestycyjne?

Głównie to są obwodnice miasta. W tej chwili w trakcie realizacji jest olbrzymie zadanie – budowa zachodniej obwodnicy Oświęcimia za ponad 110 mln złotych. Rozpoczęliśmy obwodnicę Miechowa, Skały, w przyszłym roku fizycznie zaczynamy drugi etap budowy obwodnicy Skawiny, wczoraj wbiliśmy symboliczną łopatę w miejscu budowy węzła Poronin. W 2017 roku ruszy też budowa obwodnicy Ostrowska, Waksmundu i Łopusznej. Możemy tak wymieniać bez końca.

Oprócz tego, mamy modernizacje i przebudowy dróg wojewódzkich. Jak to wszystko zbierzemy razem, to mamy największy w historii program modernizacji i budowy dróg wojewódzkich. Nie wszystkim to musi się podobać, ale ludzie generalnie oceniają te działania dobrze i widzą, jak możliwości przemieszczania się w Małopolsce, polepszają się. W tej chwili 2/3 mieszkańców ma szansę odjechać do Krakowa krócej niż w godzinę. Chcemy, aby ten procent wciąż rósł.

W projekcie mamy takie pozycje, jak przebudowę budynku Filharmonii Krakowskiej i Muzeum Tatrzańskiego. Te projekty są naprawdę ważne, że znalazły się w budżecie?

To są inwestycje finansowane w dużej części z Unii Europejskiej. Jeśli chodzi o filharmonię, to są to pieniądze z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Muzeum Tatrzańskie finansowane jest głównie ze środków UE. One są potrzebne, bo podnoszą naszą konkurencyjność w obszarze kultury. Przypomnę, że do Małopolski przyjeżdża ok. 14 mln turystów. W zależności od roku to ok. 1/10 naszych wszystkich dochodów i trzeba inwestować w obszary, które się z tym łączą, aby oferta, którą dostaje turysta, była jak najbardziej kompleksowa.

Mówił pan, że samorząd nie dostaje pieniędzy na obsługę rządowego programu 500+. Czy w przyszłym roku zmieni się to, ponieważ udało się dogadać z Warszawą, czy nadal rząd uznaje, że to zadanie musi wykonywać województwo z własnych środków?

Tutaj mamy olbrzymi problem natury zarówno finansowej jak i prawnej. Przypomnę, że świadczenia rodzinne, program 500+ czy cały pakiet związany z adopcją dzieci realizujemy w imieniu rządu, ale to zadanie, która wykonujemy zgodnie z ustawą. Ale ta ustawa mówi, że jeśli jest to zadanie państwa, a wykonuje je samorząd, to powinny być na to zapewnione środki.

I mamy problem. Ja tego zadania nie mogę nie wykonać, bo ustawa nakazuje, a z drugiej strony nie mogę dać własnych pieniędzy, bo ustawa zabrania. Rząd pieniędzy nie daje, a jeśli daje - to mniej niż potrzeba. W przyszłym roku ma to kosztować ponad cztery mln złotych. Wojewoda przekazał nam decyzję o dofinansowaniu w kwocie niecałych 600 tysięcy. Mam dylemat, co robić. W świetlne prawa muszę łamać to prawo. Założyliśmy własne środki na realizację tych zadań i wiem, że robiąc to, Regionalna Izba Obrachunkowa „zausterkuje” budżet z tej strony.

Nie wiem, co się stanie. Z taką sytuacją mamy do czynienia od początku roku. Wojewoda zalega nam z kwotą dwóch milionów złotych. Pewnie tak się skończy, że pójdziemy ze sprawą do sądu.

Nie uda się porozumieć z wojewodą? Są jakieś rozmowy prowadzone?

Trudno rozmawiać w sytuacji takiej. Po części rozumiem wojewodę, że nie może przeznaczyć większych pieniędzy, bo nie otrzymał ich z rządu. Jednak Józef Pilch nie powinien komentować sprawy w sposób, że mam ograniczyć zatrudnienie, bo z programu 500+. pracownicy mają do rozpatrzenia 12 tysięcy wniosków. Tutaj muszą się kontaktować z innymi krajami i to jest ogromna praca do wykonania, a pieniędzy na to nie ma.