Maszynista uderzył w skład pociągu i zniszczył dowody

Krakowska Prokuratura Rejonowa oskarżyła Bartłomieja K., który 25 kwietnia ubiegłego roku uderzył lokomotywą w skład pociągu, na skutek czego ucierpiała część pasażerów. Następnie zniszczył taśmę prędkościomierza, która zarejestrowała zdarzenie. Teraz mężczyzna dobrowolnie poddał się karze.

Wszystko miało miejsce 25 kwietnia ubiegłego roku. W tym dniu Bartłomiej K. w czasie dojazdu lokomotywą do składu pociągu „Przemyślanin” na stacji Kraków Główny Osobowy, nie zatrzymał się przed stojącym składem i najechał na niego. Następnie maszynista wyluzował lokomotywę, która oddaliła się od składu pociągu. W wyniku zdarzenia część pasażerów została poszkodowana i na miejsce zostało wezwane pogotowie ratunkowe.

– W toku czynności wykonywanych przez komisję badania wypadków kolejowych PKP okazało się, że winę za całe zdarzenie ponosi maszynista Bartłomiej K., który z braku odpowiedniej obserwacji szlaku i oceny sytuacji, nie zatrzymał pojazdu 5 metrów przed składem, do czego zobowiązywały go przepisy i instrukcje – mówi Bogusława Marcinkowska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Taśma przecięta na cztery części

To jednak nie jedyny czyn, który zarzucono Bartłomiejowi K. Po zdarzeniu mężczyzna zdemontował taśmę prędkościomierza i przeciął ją na cztery kawałki. Według przepisów był zobowiązany do wstrzymania się od demontażu do czasu przybycia na miejsce komisji wypadkowej. Kontrola wykazała, że miejsca przerwania taśmy pokrywają się wzajemnie, ale odczytanie parametrów nie jest możliwe.

Taśma prędkościomierza jest podstawowym dokumentem, na którym automatycznie są rejestrowane parametry pracy lokomotywy, w tym reakcje maszynisty i jego zachowania w czasie sterowania lokomotywą. Taśma ta po zakończeniu pracy maszynisty jest ręcznie zdejmowana przez maszynistę, opisywana i archiwizowana w zakładzie kolejowym przez okres 2 lat. Wyjęcie taśmy było nieuzasadnione również dlatego, że do stacji docelowej pociąg miał do pokonania jeszcze 260km, a odcinek taśmy jaki pozostał wolny mógł zarejestrować jeszcze ponad 500 km.

Bartłomiej K. przyznał się do zniszczenia taśmy i dobrowolnie poddał się karze. Mężczyzna nie był dotychczas karany.