Matura 2014. „Kraków powinien być liderem”

Media, pisząc o tegorocznych wynikach matury, używają takich słów jak "katastrofa". Przypomnijmy, że w skali kraju nie zdało około 29% uczniów przystępujących do egzaminu maturalnego. Podobne wyniki są w Krakowie. 1/3 zdających nie poradziła sobie z zadaniami.

208 tysięcy maturzystów może się pochwalić zdaną maturą. 19% z tych, którzy oblali, będzie mogło poprawić się już w sierpniu. Reszta za rok. – Za granicą nie zdaje większy odsetek i nikt nie robi z tego tragedii – komentuje Anna Rappe z Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Krakowie.

W skali kraju najwięcej problemów maturzystom przysporzyła matematyka ze 75-procentową zdawalnością, przy czym jej średnia to 48%. Język polski okazał się za trudny jedynie dla 6% zdających. W Małopolsce egzaminy kończące szkołę średnią zdało 20 637 uczniów (72%).

Jak poszło uczniom z Krakowa?

– Bałam się matematyki, bo z nią miałam zawsze najwięcej problemów. Łatwo nie było, pamiętam miny innych po wyjściu z sali. Byli załamani, a część już godziła się z myślą o sierpniowych poprawkach – opowiada Patrycja Gubała, absolwentka XXVI LO w Krakowie. Co więcej, była uczennica określa matury mianem "dziwnych". – Nawet polski rozszerzony wydawał się prostszy od podstawy, co potem miało swoje potwierdzenie w wynikach (98% z rozszerzonego, 53% z podstawowego) – mówi Patrycja.

– Mam wrażenie, że trochę byliśmy ofiarami tego, że jesteśmy ostatnim rocznikiem starej podstawy programowej. Od przyszłego roku cała formuła matury ma być jeszcze cięższa, więc przepaść miedzy wynikami z tego roku i przyszłego nie może być zbyt duża... – komentuje

W tym roku maturę w Krakowie pisało ponad 11,8 tysiąca osób, zdało około 8 tysięcy (co daje ok. 70%). Średnia z języka polskiego wyniosła 55,8%, z angielskiego 75,6%, a matematyki 53,3%. Jak informuje Anna Rappe z Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Krakowie, uczniowie z naszego miasta nie poradzili sobie głównie z matematyką. Z 1334 osób, które nie zdało jednego przedmiotu i mogą poprawiać maturę w sierpniu, przeważająca większość miała problem właśnie z liczeniem – około 1100 osób. Niektórzy nie poradzili sobie z językiem polskim oraz obcym. – Był problem z matematyką, bo pytania zostały zadane w sposób niestandardowy. Ile osób podejdzie do egzaminu? Tego nie wiemy – komentuje Rappe z OKE.

– W mojej ocenie Kraków stać na więcej. Nie jesteśmy na końcu i to powinno cieszyć, ale ja bym widział nasze miasto jako wyraźnego lidera i tu mam niedosyt. Chodzi zwłaszcza o te licea z dalszymi numerami, które winny się nieco postarać. Powinna być systematyczność w nauce, czyli praca i wymagania, a nie akcyjne kartkówki i branie do odpowiedzi, bo wtedy uczniowie kombinują i to się zazwyczaj źle kończy – komentuje wiceprezydent ds. edukacji Tadeusz Matusz.

Bez szoku

Były nauczyciel matematyki w V LO w Krakowie uważa, że wyniki z „królowej nauk” nie są szokujące. –  Jeśli chodzi o matematykę, to ciężko porównywać poziom wymagań z latami poprzednimi. Porównując tylko wyniki dla mnie to nie jest szokujące. Widać, że potrzebne jest inne podejście: tak uczniów, jak i nauczycieli – mówi Matusz.

Czy 30% niezdanych w skali całego kraju i w Krakowie to zły wynik? Czy może zmobilizuje następne roczniki do przyłożenia się do nauki? – Podaje się też przykład Proszowic, gdzie matura poszła fatalnie i tam tłumaczyli się, że mają słabszych uczniów. Lecz to sygnał dla nauczycieli, że ci ambitniejsi szukają szansy gdzie indziej, a przecież mamy szereg liceów na peryferiach miasta, które mają świetne wyniki – odpowiada wiceprezydent. – Matura nie może być zdana z automatu. Kiedyś rozłożenie młodzieży między liceami a technikami było 50 na 50, teraz to około 80 do 20. Matura musi być drugim, po skończeniu szkoły, „wrogiem” na ścieżce edukacji – dodaje.

Komentarz

Cała afera związana z maturą 2014 jest dla mnie sztuczna. Płaczliwy ton artykułów o tym, że AŻ 30% uczniów nie zdało jest mocno przesadzony. Po pierwsze, 2/3 z nich może poprawić swoje wyniki w sierpniu, a pozostali muszą jeszcze popracować nad sobą lub wybrać inną drogę życia, co w wielu przypadkach wyjdzie im na dobre.

Po drugie, narzekamy na poziom studentów. Nie bierze się to znikąd. Tak jak powiedział wiceprezydent Matusz – matura ma być wrogiem, a nie spacerkiem po parku, bo później jest tylko gorzej, ponieważ albo się trafia na studia techniczne, gdzie połowa przyjętych odpada po pierwszym półroczu („To powinniście znać z liceum/techników”, znamy?), albo się idzie na kierunki humanistyczne (bo się matmy nie lubi), które w większości nie gwarantują nic poza zniżkami na komunikację miejską przez pięć lat.

I ostatnia sprawa, którą lansuje mój znajomy. Twierdzi on, że – jak wynika z rozmów przeprowadzonych z tegorocznymi maturzystami –  „celowo w tym roku arkusze były trudniejsze, aby w przyszłym roku lepszym współczynnikiem zdawalności można było udowodnić skuteczną reformę programów nauczania”.