„Megafon wieszam na oparciu krzesła”. Głos mieszkańca ws. S7 Kraków-Myślenice

W liście do redakcji członek społecznego zespołu ds. S7 Kraków-Myślenice przekonuje, że sytuacja mieszkańców jest dziś dużo lepsza niż kilka miesięcy temu. Apeluje też o dalsze rozmowy zamiast bojkotu spotkań. „Zostaję przy stole” – pisze Marcin Bergchauzen.

3 listopada 2025 obudziłem się w całkowicie nowej, nieoczekiwanej rzeczywistości, gdzie instytucja Państwa Polskiego zaproponowała budowę drogi tuż za moim płotem. Brakowało odpowiedzi na pytanie, dlaczego i jakim prawem, bez wcześniejszych planów, ma powstać w tym miejscu całkowicie nowa, nieoczekiwana inwestycja. Sytuacja na pierwszy rzut oka wyglądała bardzo źle, generowała dużo stresu i potęgowała uczucie niesprawiedliwości.

Po kilku chwilach pojawili się sąsiedzi będący w takiej samej sytuacji, ludzie gotowi do reakcji, petycje i przygotowania do obrony. Już po kilku dniach zdeterminowani wyszliśmy na ulicę, gotowi walczyć o sprawiedliwość.

O co walczyli mieszkańcy

Walczyliśmy o poszerzenie obszaru poszukiwań, ponieważ argumentacja o potrzebie odrzucenia wariantów skrajnych okazała się niewystarczająca.

Walczyliśmy o realny wpływ i bycie przy stole przy poszukiwaniu nowych wariantów.

Walczyliśmy o wstrzymanie prac nad sześcioma wariantami.

Walczyliśmy o pogłębioną analizę potrzeby budowy łącznika drogi S7 z S52, który generował spory koszt społeczny i finansowy.

Walczyliśmy o ochronę stref uzdrowiska Swoszowic i naszej rezerwy wody pitnej w zbiorniku Dobczyckim.

Walczyliśmy o porzucenie systemu głosowania na sąsiada na rzecz argumentacji o potrzebie obrony poszczególnych obszarów.

O to właśnie walczyliśmy i opłacało się!

Byłem na każdym proteście na zakopiance, zagrzewając swoich sąsiadów w mroźne popołudnia przez megafon do walki. Byłem pod siedzibą GDDKiA w Krakowie na proteście i na happeningu w stroju grabarza, gdzie przynieśliśmy pod siedzibę Generalnej Dyrekcji trumnę. Współorganizowałem te protesty w czasie oficjalnych konsultacji, bo trzeba było dać jasny sygnał, że takie bezprawie nie przejdzie… i nie przeszło.

Protest pod siedzibą GDDKiA przeciwko budowie S7 na południu Krakowa
Protest pod siedzibą GDDKiA przeciwko budowie S7 na południu Krakowa
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

„Nasza sytuacja jest zupełnie inna”

Dziś, a piszę ten list w połowie maja 2026 roku, nasza obecna sytuacja jest zupełnie inna.

Warianty skrajne są ponownie rozważane. Wariant, o którym na tamten moment nawet nie marzyliśmy, z A4, jest ponownie na stole.

Mamy harmonogram konsultacji, gdzie pyta się nas o opinie, pozwala zgłaszać wnioski formalne, wygłaszać przemówienia i krótkie referaty. Siedzimy przy stole i możemy argumentować i przekonywać GDDKiA do naszych racji.

Prace nad sześcioma wariantami zostały wstrzymane, a same warianty utraciły rekomendację.

Potrzeba budowy łącznika ma wpływać na ocenę wariantu jako jego destymulant.

Wszystkie strefy uzdrowiska Swoszowice oraz obszar zbiornika Dobczyce zostały oznaczone do bezwzględnego ominięcia.

Nie głosujemy nad drogą u sąsiada, ale wskazujemy argumenty za ominięciem konkretnych obszarów w naszej miejscowości.

Mając to wszystko, niektórym komitetom i stowarzyszeniom wciąż jest mało i optymizm nie jest mile widziany. Bojkot części strony społecznej, która opuściła spotkanie, uważam za poważny błąd.

Nie powinniśmy odkładać naszych megafonów do szafy, ale mieć je zawieszone na oparciu krzesła i negocjować tak długo, jak się da. Był czas, kiedy protesty były masowe, bo skala niesprawiedliwości była ogromna. Czuliśmy wtedy wsparcie od kierowców i reszty społeczeństwa. Pokazaliśmy siłę społecznego sprzeciwu.

„Uważajmy jednak, aby nie przegiąć” i stracić sympatię wszystkich, stając się niezrozumiałą grupką uprzykrzającą życie kierowcom.

Protest w sprawie S7
Protest w sprawie S7

„Dajmy szansę temu procesowi”

Dziś nasza sytuacja jest zupełnie inna, a czas jest dla nas wyjątkowo dobry.

Idąc za harmonogramem spotkań, to w okolicach września możemy spodziewać się nowych wariantów. Będzie się to zbiegało z nadchodzącym rokiem przedwyborczym. Ucho polityków będzie w tym okresie bardzo czułe na głos mieszkańców.

Trudno mi sobie wyobrazić, że jakakolwiek partia marząca o przejęciu władzy lub utrzymaniu się przy niej będzie w tym okresie serwowała coś, co będzie skutkowało wielkimi społecznymi protestami. Z drugiej strony, zaraz po wyborach, jak uczy doświadczenie, władza jest mniej wrażliwa na głosy społeczeństwa.

Zdaję sobie sprawę, że argumenty te nie trafią do wszystkich moich znajomych, z którymi ramię w ramię protestowaliśmy z różnych, mniej lub bardziej szlachetnych powodów, o których nie chcę tutaj mówić.

Apeluję jednak do was, do mieszkańców tych obszarów Krakowa i gmin południa oraz zachodu. Mamy wpływ na naszych sąsiadów, którzy będą namawiali cię do bojkotu i kolejnego wyjścia na ulicę.

Weźmy głęboki oddech, naładujmy baterie w megafonie i poczekajmy. Dajmy szansę temu procesowi.

Jeśli obecna władza zdecyduje się na zignorowanie nas na początku nadchodzącego roku wyborczego, to będą wtedy mieli nas na ogonie do samego dnia wyborów.

„Bądźmy realistami”

Z obecną władzą nie jest mi w wielu miejscach po drodze, ale w przeciwieństwie do poprzedniej od tej otrzymaliśmy już bardzo dużo. Nie wchodźmy w wielką politykę i nie dajmy się też wielkiej polityce wykorzystać do opowiedzenia się po którejś ze stron.

Wykorzystajmy jednak ten dobry czas, który mamy na merytoryczną dyskusję, aby uczynić proces budowy tej drogi bardziej sprawiedliwym i transparentnym. Dla przykładu podam, że prawie wszystkie merytoryczne postulaty i kryteria zaproponowane GDDKIA na 120-stronicowej analizie przygotowanej przez nasz komitet „S7 dla mieszkańców” zostały uwzględnione lub poddane szerszej dyskusji.

Powinniśmy pozostać realistami, ale nie takimi w myśl Ernesta Guevary – argentyńskiego komunisty, który zasłynął hasłem „Bądźmy realistami, żądajmy tego, co niemożliwe”.

Bądźmy realistami. W Polsce jest wiele absurdów, których nie naprawimy tu i teraz, okopując się jak żołnierze w czasie pierwszej wojny światowej. Projektowanie drogi bez wykupowania zapasów i bez umieszczania inwestycji w miejscowych planach zagospodarowania to zaniedbanie.

Niewykupywanie domów w promieniu 200 czy 300 metrów od drogi przy tego typu inwestycjach i zostawianie obywateli bez żadnego odszkodowania przy pogorszeniu ich jakości życia to niesprawiedliwość. Układy, układziki i ukrywanie swoich błędów to skandal.

Nie są to natomiast rzeczy nowe, a zaniedbania i skandale dotyczą tak samo tego rządu, jak i poprzednich.

Nie rozwiążemy jednak wszystkich naszych problemów tu i teraz jakąś ideą fix.

To nasze ludzkie społeczne wady, nasze wybory polityczne, nasza narodowa skłonność do pięknych husarskich zrywów i umierania za miliony przy braku późniejszej systematycznej pracy doprowadziła nas do wspomnianych powyżej absurdów.

„Żądajmy tego, co realnie spełnione zostać może”, a wielkie zmiany musimy rozłożyć na lata systematycznej pracy. Ktokolwiek próbował coś w sobie zmienić wie, że złe nawyki bardzo łatwo jest wprowadzić, ale dobre wypracowuje się miesiącami i latami.

Nie blokujmy tej inwestycji na lata i nie grzęźnijmy z tym problemem, żądając co chwilę czegoś nowego do spełnienia tu i teraz.

Nie uciekajmy od problemu tej drogi i nie odkładajmy jej dla innych ekip. Nie mamy pojęcia, jaka ekipa przyjdzie za półtora roku.

„Bądźmy realistami i mimo wszystko rozmawiajmy.”

 

Marcin Bergchauzen

Komitet „S7 dla mieszkańców”

Członek Zespołu ds. S7 Kraków-Myślenice ze strony społecznej

 

Śródtytuły pochodzą od redakcji.