Meleksy – największe zło w Krakowie? Statystyka jest bezwzględna

Grzegorz Kompa, który walczy o prawa meleksiarzy w Krakowie, twierdzi, że dostał wyniki audytu bezpieczeństwa zleconego przez ZIKiT. Kompa jest oburzony tym, co znalazło się w opracowaniu. Chodzi m.in. o stwierdzenia, że to przez pojazdy wolnobieżne dochodzi do wypadków drogowych. Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu nie chce na razie komentować dokumentu. Statystyki mówią jasno: meleksy nie są niebezpieczne.

– EKKOM stwierdziło, że to pojazdy wolnobieżne są winne wypadkom drogowym, których dopuszczają się użytkownicy innych pojazdów. Jeżeli takie niepoważne stanowisko zostanie utrzymane, pociągnę osobiście do odpowiedzialności prawnej osoby winne za wprowadzanie w błąd urzędników – zapowiada Grzegorz Kompa.

Jak opowiada przedstawiciel krakowskich meleksiarzy, „analiza bezpieczeństwa została przeprowadzona w marcu b.r. i zdaniem EKKOM przedstawia wyniki całego roku. Konsultowałem się z innymi audytorami, którzy określili, że żaden poważny audytor nie podejmie się dokonania tak istotnej analizy w tak krótkim czasie i wyrywkowo w jednym miesiącu roku, aby określić pozostałe 11 miesięcy”.

Kompa twierdzi również, że firma przeprowadzająca audyt „ma problemy z odróżnieniem pojęcia wykroczenie a wypadek, co więcej EKKOM nie była uprzejma posiłkować się statystykami policji, a bazowała jedynie na oświadczeniach ZIKiT-u”.

Faktycznie w Systemie Ewidencji Wypadków i Kolizji pojazdy wolnobieżne (do tej grupy są zaliczane m.in. walce drogowe, koparki i kombajny) uczestniczyły przez osiem lat w 101 zdarzeniach, w wyniku których lekko ranne zostały dwie osoby.

Nawet gdyby przypisać wszystkie zdarzenie meleksom, co jest oczywiście niemożliwe, lista wykroczeń raczej nie szokuje. Mamy 26 zdarzeń przy nieprawidłowym cofaniu, 20 z powodu niezachowania bezpiecznej odległości między pojazdami, 17 z powodu nieprawidłowego omijania, 11 przez wymuszenie pierwszeństwa czy 7 z powodu nieprawidłowej zmiany pasa ruchu.

Jednak jak mówi Kompa, EKKOM stwierdziło, że to przez pojazdy wolnobieżne zdarzają się wypadki drogowe, których dopuszczają się użytkownicy innych pojazdów.

Co innego wykroczenia 

Jeśli chodzi o wykroczenia, tutaj sprawa przedstawia się inaczej. – W pierwszym kwartale 2016 roku strażnicy miejscy podjęli 51 interwencji wobec osób kierujących meleksami. Nałożyli 23 mandaty karne, pouczyli 15 kierujących, sporządzili 13 notatek pod wniosek o ukaranie do sądu – wylicza Marek Anioł, rzecznik prasowy krakowskiej straży miejskiej.

W ubiegłym miesiącu strażnicy miejscy ujawnili 32 wykroczenia. Nałożyli 18 mandatów karnych, pouczyli 10 kierujących, sporządzili cztery notatki pod wniosek o ukaranie do sądu – Interwencje podejmowane przez strażników miejskich wobec kierujących meleksami związane były z wykroczeniami polegającymi na niestosowaniu się do znaków drogowych lub przepisów ruchu drogowego o zatrzymaniu i postoju pojazdów – tłumaczy Anioł.

Przedstawiciel straży miejskiej dodaje również, że zgłoszenia kierowane do straży miejskiej dotyczą najczęściej: zakłócania spokoju publicznego (głośna muzyka), utrudniania ruchu innym pojazdom, niestosowania się do znaku B-1 ,niestosowania się do znaku zakaz postoju i  zakaz zatrzymywania się, parkowania meleksów na miejscach postojowych zastrzeżonych dla innych pojazdów lub z tabliczką postoju meleksów na miejscach zastrzeżonych dla pojazdów osób niepełnosprawnych i postoju meleksów w miejscach zabronionych przepisami ruchu drogowego.

Rozważą zmiany

– Raport udostępnimy, gdy zakończą się nad nim prace – mówi Michał Pyclik, rzecznik prasowy Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. Na razie pracują nad nim urzędnicy. – Dokument będzie teraz oceniany, zbierzemy uwagi i prześlemy do EKKOMU. Po odniesieniu się do uwag, będziemy go publikowali – dodaje Pyclik.

Jak mówi przedstawiciel miejskiej jednostki, urzędnicy spotkali się w poniedziałek z przedstawicielami branży. Ci 16 maja mają przedstawić swoje uwagi. –  30 maja odbędzie się kolejne spotkanie. Już wtedy będziemy mieli stanowisko autora co do ich uwag. I dopiero po tym spotkaniu rozważymy ewentualne zmiany – tłumaczy Michał Pyclik.