Meleksy – sprawa niezałatwiona
W październiku stało się jasne, że urzędnicy nie chcą meleksów w centrum i ograniczą ich liczbę do maksymalnie 65. Będą one mogły wjeżdżać w obręb I obwodnicy w ciągu doby. Właściciele pojazdów nie rozumieją tej decyzji, zwłaszcza, że sami dążyli do kompromisu. Ich postulatów wysłuchali radni z komisji infrastruktury i zaproponowali zmiany, które pogodzą wszystkie strony.
Sprawa meleksów toczy się nieprzerwanie od 2010 roku. „Wózki” – jak nazywają pojazdy elektryczne ich właściciele – są wypychane z centrum. Ostatnią decyzją prezydenta, nie mogą już ani parkować, ani jeździć po płycie Rynku Głównego. Zdaniem urzędników wciąż jest ich za dużo. Dlatego prezydent rozporządzeniem chciał znacząco obniżyć liczbę meleksów w obrębie Starego Miasta. Jedynie 130 pojazdów miało dostać pozwolenie na poruszanie się po strefach A i B - z tego miał obowiązywać podział na dni parzyste i nieparzyste.
Przedsiębiorcy mieli czas do końca października na złożenie wszystkich wymaganych dokumentów. Do ZIKiT-u trafiło nieco ponad 300 wniosków od 101 podmiotów. – Obecnie trwa ich weryfikacja. Do końca tygodnia będziemy wiedzieć, ile już poprawnie złożono. Opracowujemy wówczas system przyznawania identyfikatorów, choć przychylamy się do propozycji przedsiębiorców, aby dzielić je proporcjonalnie – mówi wicedyrektor Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu, Iwona Król.
Zbyt szybka redukcja
Po Krakowie jeździ około 240 pojazdów elektrycznych, które wożą turystów. Upowszechniła się opinia, że prowadzący nie znają przepisów ruchu drogowego i stwarzają tym samym zagrożenie na drodze. Poza tym są głośni, nagabują. Urzędnicy magistraccy dodają, że meleksy kłócą się z kulturowym charakterem Śródmieścia.
Mimo wszystko, radni miejscy nie są tak ostrzy w osądach. Aleksander Miszalski (klub PO) stwierdził, że lepiej byłoby, gdyby zmiany wchodziły w życie stopniowo. – Ludzie zwolnieni zdążą się przebranżowić – argumentuje. – W zasadzie to zainwestowali w ten biznes, podatki płacą w Krakowie… – wtórował mu Edward Porębski, przewodniczący komisji infrastruktury (PiS).
Tak nie wygląda ekomiasto
Grzegorz Kompa, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenie Pojazdów Ekologicznych, wytknął urzędnikom kilka błędów, w tym obecnie koronny – że chcą pozbyć się pojazdów ekologicznych z centrum miasta, a zostawiają samochody.
– W całym mieście porusza się 240 pojazdów. Nie wszystkie są w strefach A i B. Ale nawet jeśli tak by było, to dziennie przez pierwszą obwodnicę przejeżdża 18 tysięcy samochodów ze silnikiem spalinowym. Chciałbym zapytać, jak ten niecały procent wózków utrudnia życie mieszkańcom? – stwierdził Kompa. Szef stowarzyszenia zaznaczył też, że nie rozumie, dlaczego taksówki mogą wjeżdżać i przejeżdżać przez strefę.
Inny z przedsiębiorców wyliczył, że przez zmiany w prawie, pracę może stracić nawet 1000 osób, zwłaszcza młodych. – Aby ograniczać działalność gospodarczą, musi być ważny interes społeczny. Takim jest np. bezpieczeństwo ruchu drogowego. Czy macie statystyki dotyczące wypadków z udziałem meleksów? W ciągu ostatnich dwóch lat doszło do dwóch, trzech. Faktycznie to takie niebezpieczeństwo? – zastanawiał się.
Miał być „inny” kompromis
Biorący udział w pracach zespołu konsultacyjnego Wojciech Wójcik, zdradził nieco kulisy tego, jak zdobywa się identyfikatory. – Przedsiębiorcy, by zdobyć identyfikator, dokładają do swojej floty pojazdy, których fizycznie nie mają. Dzierżawią np. z Gdańska, mają na to papiery, ale wózków już nie – tłumaczy. Przedsiębiorcy już w marcu postulowali o to, by urzędnicy mogli sprawdzić, czy faktycznie właściciel posiada zdeklarowane meleksy.
Oprócz tego przedsiębiorcy są rozczarowani tym, w jaki sposób się ich traktuje. – Mamy świadomość, że branżę trzeba regulować. I pewnie nam to wyjdzie na dobre. Ale nie może być tak, że w ciągu dwóch miesięcy zatrudnienie zostanie obcięte o 75%! Przecież rozmawiamy od 2010 roku. Dlaczego nie wprowadzi się okresu przejściowego, np. dwuletniego, skoro zainwestowaliśmy około 10 mln złotych i zatrudniamy ponad 300 pracowników? – pytał Wójcik.
Jego zdaniem ten czas jest potrzebny na to, by stopniowo ograniczyć zatrudnienie, móc spłacić zaciągnięte kredyty oraz dać czas na możliwość przebranżowienia się obecnym pracownikom.
Przychylni
Radni przyjęli argumenty meleksiarzy i zgodzili się na część ich postulatów. Zostanie ustalona nowa data wprowadzenia zmian oraz określony czas przejściowy, by mogli się do nich dostosować.