Mężczyzna z podejrzeniem koronawirusa uciekł ze szpitala. Do mieszkania pojechał taksówką

Mieszkaniec podsądeckiej miejscowości z podejrzeniem koronawirusa uciekł, gdy dowiedział się, że będzie hospitalizowany.

Do zdarzenia doszło pod koniec marca. Mieszkaniec podsądeckiej miejscowości miał zostać przyjęty na szpitalny oddział. Jednak gdy dowiedział się, że będzie hospitalizowany, uciekł i wrócił do miejsca zamieszkania. Skorzystał z taksówki, po drodze zatrzymał się przy stacji paliw, aby zrobić zakupy. Wychodząc z pojazdu obwieścił kierowcy, że jest zakażony koronawirusem.

– Ludzka nieodpowiedzialność nie zna granic – komentuje Sebastian Gleń, rzecznik prasowy małopolskiej policji. – Mężczyzna kontaktował się z wieloma osobami, nie zważając na ich zdrowie i bezpieczeństwo. Za nic miał także przedstawicieli służb: stosował wobec nich przemoc, znieważał i grożąc im. W efekcie, po usłyszeniu licznych zarzutów, trafił do aresztu.

Akcja policji

Policjanci i ratownicy medyczni – przy zachowaniu środków ostrożności – weszli do jego mieszkania. Niestety mężczyzna nie miał zamiaru wykonywać poleceń, zachowywał się wulgarnie i agresywnie, groził zarażeniem, pluł na policjantów i ratowników.

Po interwencji został przewieziony do szpitala, trafił na oddział zakaźny. Gdy 5 kwietnia uniemożliwiono mu wyjście z oddziału zakaźnego, wywiązała się awantura. Na miejsce wezwano policję, wówczas pacjent znieważył interweniujących mundurowych, kierował wobec nich groźby i zachowywał się agresywnie.

– Jeszcze tego samego dnia okazało się, że ma negatywny wynik badania, jednak finał tej historii to liczne zarzuty i tymczasowe aresztowanie – zaznacza Gleń.

Za popełnione przestępstwa mężczyźnie grozi do 5 lat więzienia. Na wyrok poczeka jednak w areszcie, ponieważ sąd przychylił się do wniosku prokuratora i 8 kwietnia zastosował wobec mężczyzny środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 2 miesięcy.