Miała być kopią, okazała się oryginałem. Niezwykła historia obrazu królowej Anny Jagiellonki

Portret Anny Jagiellonki z wawelskiej katedry uznawany przez lata za XIX-wieczną kopię okazał się autentycznym dziełem z XVI wieku. Jego konserwacja dobiega końca.

Portret królowej Anny Jagiellonki, przez dziesięciolecia uznawany za XIX-wieczną kopię zaginionego oryginału, okazał się jednym z najcenniejszych odkryć konserwatorskich ostatnich lat. Trwające od dwóch lat prace ujawniły, że pod późniejszymi przemalowaniami zachowały się fragmenty XVI-wiecznego malowidła.

Obraz był w takim stanie, że baliśmy się go dotknąć przy pobieraniu wymiarów – wspomina w rozmowie z LoveKraków.pl dr Angelika Bogdanowicz-Prus, starsza konserwatorka dzieł sztuki i kierowniczka zespołu prowadzącego prace. 

Jak podkreśla, powierzchnia obrazu wyglądała tak, jakby warstwy malarskie odrywały się od podłoża na całej powierzchni. Istniało realne ryzyko utraty kolejnych fragmentów dzieła.

Portret Anny Jagiellonki
Portret Anny Jagiellonki
Kinga Poniewozik/LoveKraków.pl

Początkowo zakładano, że konserwacji poddawana jest nieudana XIX-wieczna kopia nieistniejącego już obrazu. Wyniki badań chemicznych i fizykochemicznych całkowicie zmieniły jednak ten obraz sytuacji. Pod widoczną warstwą malarską odkryto kolejną, znacznie starszą.

Odkrycie pod warstwami farby

– Okazało się, że nie jest XIX-wieczną kopią – mówi konserwatorka. Jak wyjaśnia, dzieło zostało w XVIII wieku przemalowane, a późniejsze warstwy przykryły zachowane fragmenty oryginalnego przedstawienia królowej. Choć autentyczne malowidło przetrwało jedynie w około 50 procentach, badania potwierdziły jego historyczną wartość.

Zdaniem specjalistów rozległe ubytki mogły być skutkiem długotrwałego działania wilgoci. Ślady wskazują, że uszkodzenia mogły powstać jeszcze w XVIII wieku.

Prace konserwatorskie wymagały wyjątkowej precyzji. Zespół musiał jednocześnie zabezpieczać osypujące się warstwy malarskie i oddzielać późniejsze przemalowania od XVI-wiecznego oryginału.

To było pasjonujące, ale z drugiej strony odpowiedzialność faktycznie wiązała nam gardła
dr Bogdanowicz-Prus

Szczególnie wymagająca okazała się rekonstrukcja licznych ubytków oraz przywracanie faktury obrazu. Konserwatorzy starali się zachować charakter dzieła i nie zatrzeć śladów jego historii. – Obraz ma mieć swoje ciało, swoją fakturę – podkreśla kierowniczka zespołu.

Ubytki malarskie w portrecie Anny Jagiellonki
Ubytki malarskie w portrecie Anny Jagiellonki
Kinga Poniewozik/LoveKraków.pl

Obecnie scalone zostały już najważniejsze elementy kompozycji: postać Anny Jagiellonki, jej strój, twarz, dłonie, korona, herb oraz architektura w tle. Do rozstrzygnięcia pozostają jeszcze kwestie rekonstrukcji dwóch mocno zniszczonych tkanin stanowiących ważny element kompozycji. W tym celu przygotowano zarówno tradycyjne szkice, jak i wizualizacje cyfrowe, które stały się przedmiotem dyskusji komisji konserwatorskiej.

Dwie dumy projektu 

Jeśli prace zakończą się zgodnie z planem, obraz powinien być gotowy do końca czerwca. Niewykluczone, że zanim wróci do katedry, zostanie zaprezentowany na wystawie organizowanej jesienią przez zamek.

Dla dr Angeliki Bogdanowicz-Prus największą wartością całego przedsięwzięcia pozostaje odzyskanie wizerunku królowej Anny Jagiellonki, z nieistnienia, z niebytu, ale równocześnie współpraca zespołowa. – To jest tak kapitalnie współpracować z młodymi ludźmi, którzy mają taką wyobraźnię i z którymi bez słów się rozumiemy. Chyba to jest największa radość – podsumowuje.