Miasto nie biło na alarm, bo nie było potrzeby [Rozmowa]
Pierwszy tydzień listopada minął pod znakiem ogromnego smogu. Władze miasta dość późno obudziły się z letargu. Jak wynika z naszych informacji, które zostały przekazane od jednego z wyższych pracowników krakowskiego magistratu. Próbowano sprawę zamieść pod dywan i liczyć na lepszą pogodę. Pierwsze ruchy wykonano dopiero w środę. Prezydent Majchrowski zabrał głos we czwartek. Dlaczego?
Dawid Kuciński, LoveKraków.pl: Doszły do nas słuchy, że w poniedziałek spotkał się pan z doradcą prezydenta ds. powietrza w sprawie wybuchającego kryzysu smogowego. Dlaczego nie zostały podjęte wtedy żadne kroki w tej sprawie?
Filip Szatanik, zastępca dyrektora biura prasowego UMK: Staramy się na bieżąco reagować. Postanowiliśmy podjąć radykalne działania. Informacje też się pojawiają cały czas na tablicach od kilku miesięcy. Nie jest tak, że dziś zaczynamy informować o smogu.
Nie zaprzeczam. Tylko chodzi o to, dlaczego w tym tygodniu miasto tak późno zareagowało, skoro problem ten kotłował się od początku tygodnia.
Nie zrzucamy odpowiedzialności na nikogo, ale za powietrze odpowiada Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Nie biliśmy na alarm, bo do tego nic nas nie zmusza. Fakt, że mogliśmy przeprowadzić działania informacyjne wcześniej…
O to mi właśnie chodzi. Tego zabrakło.
Ale my informujemy. Jest na stronie internetowej, na tablicach. Czasami jednak są to zaskakujące sprawy. Zbieg różnych okoliczności klimatyczno-pogodowych spowodował, że stężenia osiągnęły taki stan, że dobiegały do alarmowego. Trudno takie rzeczy przewidzieć. Nie jesteśmy specjalistami od przepowiedni.
A już w poniedziałek nie było dostępnych prognoz zanieczyszczeń?
Opieramy się nie tylko na prognozach, ale też na informacjach z instytucji wojewódzkich. Sami nie decydujemy o tym. Nie było takich, które powodowałoby bicie na alarm i nerwowe zachowania.
Jest to nauka na przyszłość, że nie należy czekać na innych, tylko zacząć informować, słać komunikaty?
Będę się upierał, że informujemy. Niczego nie ukrywamy. Te informacje mogłyby być bardziej widoczne informacje, ale są przecież na tych tablicach na przystankach, w tramwajach i autobusach.
Zgadzam się, ale wychodzi na to, że tablicach informacyjnych jest pięć razy dziennie, przez pół godziny.
No, zgadzam się. Ale proszę spojrzeć na naszą stronę, że MPK zdecydowało o tym, że komunikaty będą pojawiać się częściej.
A wiemy już ostatecznie, czy te informacje mogą być podawane na tablicach? Bo swoje zastrzeżenia, zgodnie ze słowami Witolda Śmiałka, zgłosiła Komisja Europejska.
Jeszcze nie jest to rozstrzygnięte. Niewykluczone jest, że przez to możemy być ukarani, a tego chcielibyśmy uniknąć. Na razie jednak informacje są wyświetlane. Czekamy na odpowiedź z Centrum Unijnych Projektów Transportowych.
Apel prezydenta do mieszkańców Krakowa i przesiadka ze służbowej limuzyny na tramwaje, to nie jedyny ruch, jaki wykonały władze miasta. Wczoraj straż miejską zaskoczyła ustawka z dziennikarzami, którzy mieli przyjrzeć się pracy strażników, którzy zostali oddelegowani do kontrolowania palenisk.
Mimo wszystko zobaczyliśmy, jakie są procedury i w jaki sposób do ludzi podchodzą funkcjonariusze. Marek Anioł podkreśla, że kontrole ruszyły w październiku, a do tego zadania komendant wyznaczył 126 swoich ludzi. Do tej pory sprawdzono ponad 230 posesji, w ponad 60 przypadkach strażnicy odkryli, że spalane było odpadki.
– Jesteśmy na razie na starcie sezonu grzewczego. Gdy będzie prawdziwa zima, piece ruszają. Naszym zadaniem jest kontrolowanie, co tam jest wrzucane. Ludzie teraz się nie dziwią, są przyzwyczajeni, że strażnicy mogą do nich się zwrócić z zapytaniem, czym się pali w ich piecach – mówi Marek Anioł.
Jak dodaje przedstawiciel krakowskiej straży miejskiej, z roku na rok maleje liczba gospodarstw, w których spalane są śmieci. – Ale to nie nasza zasługa. Działania władz miasta powodują coraz większą świadomość u ludzi i wiedzę, że takie postępowanie szkodzi przede wszystkim im samym – tłumaczy Anioł.
Kontroli można się spodziewać od godz. 6 do 22.