Miasto pilnuje, żeby artyści nie zamieniali się w przedsiębiorców

Na Rynku Głównym możemy spotkać różnorakich artystów: od muzyków przez mimów do malarzy. Trafią się również osoby grające na pile, kryształach czy tańczące breakdance. Obecnie zgodę na występy na płycie rynku mają 63 osoby. A jest o co walczyć. Dziennie można zarobić kilkaset złotych.

Aby móc legalnie występować na Rynku Głównym trzeba zrobić dwie rzeczy: dostać zgodę na zajęcie pasa drogowego od zarządcy drogi i wystąpić przed komisją, która zweryfikuje umiejętności kandydata. W tym roku odbyły się 63 weryfikacje, z czego trzy zakończyły się negatywnie. – Ta komisja to tylko takie narzędzie dodatkowe – tłumaczy Filip Szatanik z Urzędu Miasta Krakowa.

Artyści, a nie przedsiębiorcy

Miasto nie chce krępować artystów, ale kłopoty zaczynają się wtedy, gdy działalności artystycznej zaczyna towarzyszyć regularna sprzedaż: płyt, obrazów i różnego rodzaju pamiątek. – Jeśli taki muzyk stoi sobie na Rynku Głównym i gra jest okej. Płaci on za zajęcie miejsca niską stawkę. Ale kiedy zaczyna wciskać ludziom jakieś rzeczy, pojawia się problem. Bo obok niego jest osoba sprzedająca kwiaty bądź obwarzanki, która płaci dużo wyższe stawki komercyjne – mówi Szatanik.

Dlatego komisja ma za zadanie oddzielać artystów od przedsiębiorców.  – A my pilnujemy. Jeśli ktoś sobie działa w taki sposób, że położy pudełeczko i ludzie wrzucają wolne datki, to nie ma problemu. Gorzej z nagabywaniem – dodaje urzędnik.

Dodatkowo nie wszyscy mogą występować, bo rynek pełni również funkcję komunikacyjną. – Nie może być tak, że na każdym rogu jest po 15 osób: jedna gra na gitarze, druga zaklina węże, a trzecia połyka ogień. Zrobiłby nam się cyrk – twierdzi Szatanik. Jeśli więc ktoś występuje nielegalnie, na pewno dostanie mandat i zostanie poproszony o opuszczenie rynku. Na taryfę ulgową nie mogą również liczyć obcokrajowcy.

Jest o co walczyć

W czwartek odbędzie się kolejna weryfikacja. Jak twierdzi Szatanik, ludzie walczą o to, by móc występować na płycie rynku. Zwłaszcza w sezonie. – Myślę, że dziennie można zarobić kilkaset złotych – ocenia Filip Szatanik. Jak wiadomo, przez rynek przechodzą tłumy turystów, dlatego euro często wpada do kapelusza czy pokrowca od gitary.

Zapytaliśmy więc jednego z artystów występujących przy ul. Floriańskiej (prosi o anonimowość) o zarobki. – Najlepiej jest w weekendy w sezonie, wtedy może wpaść nawet do 200 złotych w godzinę, ale to nie zawsze – mówi. – W najlepsze miesiące można zebrać nawet 3 tysiące, choć ja tyle nigdy nie zarobiłem – dodaje.