Miasto pomaga przewodnikom miejskim
Od czasu deregulacji zawodu przewodnika trwa zimna wojna między tymi wykwalifikowanymi a osobami, które postanowiły na oprowadzaniu po Krakowie jedynie zarobić. Miasto nie chce bezczynnie się temu przyglądać i czekać, aż wolny rynek zweryfikuje pracujących.
Aleksander Miszalski, przewodniczący komisji turystki rady miasta, twierdzi, że oprócz problemów związanych z przekazywaniem informacji na temat Krakowa, przyjeżdżający z wycieczkami piloci czy przewodnicy zabierają lokalnym pracownikom pieniądze. – Problemem jest również rozrost szarej strefy – przypomina.
Poczta pantoflowa
Wojciech Huk, który jest licencjonowanym przewodnikiem, przypomina, że wiceprezydent Magdalena Sroka sama mówiła o tym, że jednym z zadań turystyki jest wzmacnianie marki Krakowa. Elementem tego procesu są przewodnicy. – To istotne, bo mamy kontakt z klientem zagranicznym - z organizatorami wycieczek oraz klientem docelowym, czyli turystą – mówi Huk.
Przewodnik twierdzi, że przedstawiciele jego zawodu są interpretatorami rzeczywistości i to od nich zależy, co zostanie w głowach wyjeżdżających z Krakowa. – Przekłada się to później na rekomendację naszego miasta. Poczta pantoflowa jest jednym z najskuteczniejszych kanałów informacyjnych – uważa Wojciech Huk. Do tego przewodnicy są swego rodzaju promotorami tego, co dzieje się w mieście – informują o koncertach i festiwalach.
Bezpieczeństwo intelektualne młodzieży
Barbara Bukowska, prezes Stowarzyszenia Przewodników Turystycznych w Krakowie, dodaje, że przewodnik miejski jest dla tych osób, które chcą poznać historię i kulturę danego miejsca. – Grupy przyjeżdżają nie tylko po to, by zwiedzać miasto, 60% to młodzi ludzie, uzupełniający wiedzę z lekcji w plenerze – uważa Bukowska. Przewodniczka pyta, co może o architekturze, historii i epokach opowiedzieć „pierwszy lepszy dyletant”.
Bukowska twierdzi, że poprzez deregulację zapomniało się o „bezpieczeństwie intelektualnym naszej młodzieży”. – Apeluję, aby mieć świadomość odpowiedzialności naszego miasta i obowiązku, aby dziedzictwo zachować i przekazywać dalej. Nie mogą tego robić dyletanci, którzy uważają, że chodzenie z grupą to opowiadanie kawałów. Ci, co chcą opowiadać byle co niech nie nazywają się przewodnikami. Niech założą działalność gospodarczą pod tytułem „rozrywka”– mówi.
Miasto i urząd marszałkowski zgodni
W Krakowie jest 1328 zarejestrowanych przewodników miejskich ze zdanym egzaminem państwowym. Urząd marszałkowski wraz z miastem oraz Krakowską Izbą Turystyczną prowadzą akcję mającą na celu zatrudnianie przez wszystkich krakowskich organizatorów turystyki przewodników z certyfikatem.
Urzędnicy nie muszą nikogo do takich działań przekonywać. – Organizatorzy mają duże wyczucie w tej sprawie. Chodzi im o jakość. Żaden przedsiębiorca nie dopuści do swojej grupy osoby, nie sprawdzając jej.
Katarzyna Gądek, wicedyrektor wydziału turystyki, przypomniała, że prezydent Jacek Majchrowski od początku aktywnie działał, aby nie dopuścić do deregulacji akurat tej grupy zawodowej. – W rozmowach z ministerstwami oraz Polską Organizacją Turystyczną miasto odnosiło się negatywnie do tego pomysłu.
Ostatecznie można tylko i wyłącznie wspierać system rekomendacji certyfikowanych przewodników, który sami stworzyli. – Jako miasto jesteśmy gotowi promować wszelkie dobre praktyki – zapewnia Gądek.