Miasto straci miliony. "Nie musimy likwidować ZIKiT-u" [Rozmowa]

Rokrocznie miasto odzyskiwało z podatku VAT nawet ponad 100 mln złotych. Jednak teraz musi zmienić sposób rozliczania się, co spowoduje znacznie mniejsze dochody z tego tytułu. O tym, co należy zrobić, żeby jak najwięcej pieniędzy wróciło z miejskiej kasy, mówi Bogusław Kośmider, przewodniczący rady miasta.

Dawid Kuciński, LoveKraków.pl: Zacznijmy od podstaw. Dlaczego miasta dostają zwroty VAT-u?

Bogusław Kośmider, przewodniczący Rady Miasta Krakowa: Rożne instytucje miejskie są płatnikami VAT-u tak jak instytucje prywatne i komercyjne, dlatego zgodnie z ustawą możemy rozliczać VAT. Płaciliśmy za dane rzeczy brutto, czyli ze stawkami procentowymi wynoszącymi 23% lub 7%, a później to szybko do nas wracało. Nie w całości oczywiście.

Z punktu widzenia budżetu to istotny przypływ gotówki?

Kilka lat temu, na początku zeszłej kadencji, przeprowadziliśmy optymalizację podatkową. Polegało to na tym, że udało nam się maksymalnie skrócić proces odzyskiwania pieniędzy oraz jak największej kwoty, które szły w setki milionów. W zależności do roku, na pewno powyżej 100-120 mln złotych..

Ile możemy stracić na planowanych zmianach?

Dobre pytanie. Opierając się się na zdaniu zastępcy pana skarbnika, można powiedzieć, że to ok. 60 mln złotych. My uważamy, że może to być więcej – nawet 100 mln złotych.

Skąd w ogóle te zmiany?

Większość miast inaczej rozliczała VAT. My w sposób zdecentralizowany, czyli rozliczają się poszczególne jednostki budżetowe – ZBK, ZIKiT czy Urząd Miasta –  które były indywidualnym płatnikami VAT-u. Wszystko było sprawnie zorganizowane i  przychody tak ustawione, w sensie formalnym, że maksymalizowało to zwrot. Nie musieliśmy czekać miesiącami na pieniądze i nie mieliśmy żadnych kłopotów z prawem, bo kontrola skarbowa nieraz nad tym pracowała.

Zmiana w sposobie rozliczania wynikła zaś z wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE. Wydał on wyrok mówiący, że w Polsce jednostki budżetowe powinny się rozliczać w sposób zcentralizowany, czyli, że nie każda jednostka jest osobnym płatnikiem, tylko miasto ma się rozliczać jako całość. Więc to nie jest widzimisię rządu czy trybunału. Po prostu jest tak, jak w większości miast UE.

Co można więc zrobić, żeby tych pieniędzy wracało do nas jak najwięcej?

Jest to głębszy problem. Potrzebne są trzy ruchy. Musimy nowe prawo wdrożyć – najlepiej jak najszybciej.  Wiemy, że to działa, bo przynajmniej dwa duże polskie miasta taki scentralizowany VAT mają. Po drugie, trzeba się mocno zastanowić. Bo to będzie naprawdę dużo pracy. Należy wykorzystać wzorce z Wrocławia i Poznania, żebyśmy się nie wpakowali przy okazji w kłopoty. Mamy wybraną już kancelarię, która się tym zajmie, współpracujemy z Urzędem Skarbowym – każdą wątpliwość konsultujemy, choć i tak na końcu różnie to może być... Po trzecie, ale tego się nie da szybko zrobić, trzeba zoptymalizować strukturę miasta pod kątem podatkowym.

I jak to ma wyglądać?

Na podstawie miasta, które to robiły, powołać Centra Usług Wspólnych. Polega to na mieszaniu jednostek, które mają duże przychody VAT-owskie z tymi, które mają duże rozchody VAT-owskie. Z drugiej strony, należy wyprowadzać do innych centrów te jednostki, które VAT-u nie prowadzą.

To wcale nie musi się wiązać ze sporą zmianą strukturalną typu likwidacja ZIKiT-u. Ale diabeł tkwi w szczegółach i na razie panu więcej nie powiem, bo musiałbym się głębiej zastanowić. Ważne jest to, aby uszczknąć z tych 60-70 mln złotych chociażby połowę z tego.

Czyli straty muszą być jak najniższe.

Jako jedno z pierwszych miasta stworzyliśmy tę optymalizację i mieliśmy jeden z najwyższych wskaźników odzysku, więc miasto pod względem inwestycji i innych działań, rozwinęło się. Nie chcemy tego stracić, więc musimy ruszyć szare komórki, aby faktycznie straty były jak najmniejsze.