Miejskość utracona. Czy Kraków jest prawdziwym miastem?

Stara kamienica, klimatyczne i nieco zagracone wnętrza pokryte patyną, widok na wąską zabytkową uliczkę. Taki obraz krakowskiego mieszkania obecny jest nie tylko w przesłodzonych telenowelach, ale także naszych wyobrażeniach. Tylko że prawda jest zupełnie inna. Jak mieszkają krakowianie i czy mieszkają w prawdziwym mieście? Pisze Kacper Kępiński.

Jak mieszkają dzisiejsi krakowianie? Podobnie jak mieszkańcy całej Polski. Fragmentaryzacja przestrzeni, ogrodzenia, zanik więzi sąsiedzkich i niski standard architektoniczny znają też wrocławianie czy poznaniacy. Próbę diagnozy sytuacji mieszkaniowej w ogólnokrajowym zasięgu podjęli w tamtym roku twórcy wystawy "Za-mieszkanie 2012. Miasto ogrodów. Miasto ogrodzeń." zorganizowanej przez Fundację Instytut Architektury w Muzeum Narodowym w Krakowie. Odbyła się ona w setną rocznicę innego wydarzenia o podobnej tematyce – "Wystawy Architektury i Wnętrz w Otoczeniu Ogrodowym". – Kraków potraktowaliśmy jako model większego polskiego miasta i zajęliśmy się zmianami, które zaszły w architekturze mieszkaniowej w ostatnim dwudziestoleciu – mówi Dorota Leśniak-Rychlak, jedna z kuratorów wystawy. – Wystawę z 1912 roku potraktowaliśmy nieco pretekstowo. Wykorzystaliśmy wątek proponowania różnych modeli zamieszkiwania w zależności od klas społecznych – dodaje.

Przydomowy ogród szczytem marzeń?

W 1912 roku obok nieistniejącego wówczas jeszcze gmachu Muzeum Narodowego wystawiono modele architektoniczne w skali 1:1, wraz z kompletnym wyposażeniem. Każdy z prezentowanych typów zabudowy był przeznaczony dla innego odbiorcy, z innej klasy społecznej. Zaprezentowane zostały podmiejski dworek dla klasy średniej, domek dla dwóch rodzin robotniczych, dom rękodzielnika oraz zagroda włościańska wraz z oborą i stodołą. Pomimo upływu stulecia, zmian ustrojowych, które na celu miały egalitaryzację społeczeństwa, dziś po dwudziestu latach kapitalizmu w Polsce znów obserwujemy silny podział oferty mieszkaniowej skierowanej do konkretnych grup społecznych.

W 1912 roku takie ujęcie było naturalne, a podział na klasy oczywisty. W świetle teorii miasta-ogrodu Ebenezeta Howarda proponowano mieszkanie w domu z ogrodem stosownie do statusu mieszkańca. Przygotowując wystawę postawiliśmy hipotezę, że w Polsce – także w Krakowie – realizacja marzenia o zamieszkaniu we własnym domu z ogrodem również zawiera w sobie mocny element statusowy – mówi nam Dorota Leśniak-Rychlak. – Stąd nasza teza, że miasto się przestrzennie rozwarstwia. Tworzą się enklawy ludzi o podobnym materialnym statusie i stylu spędzania wolnego czasu, a zanika mozaika społeczna, z którą mieliśmy do czynienia wcześniej – przyznaje.

Wyspy dla wybranych

Dlatego w Krakowie znajdziemy mieszkania socjalne w zaniedbanych kamienicach (centrum), mieszkania w blokach z wielkiej płyty, gdzie mozaika społeczna jest jeszcze szczątkowo widoczna (np. Czyżyny), podmiejskie osiedla domków  (np. Zielonki), grodzone osiedla dla klasy średniej (np. Ruczaj) i luksusowe apartamentowce w centrum, znajdujące się poza mocno wyludnionym Starym Miastem. – Wystawa pokazuje charakterystyczne typy architektury mieszkalnej po 1989 roku. Stąd na przykład gentryfikowana kamienica i kontener socjalny,  jako elementy tego samego zjawiska, czyli tworzenia z miejskich centrów parków tematycznych przeznaczonych dla klasy średniej. Mamy osiedla zamknięte, które poprzez realizację potrzeby bezpieczeństwa i porządku tworzą wycięte z miejskiej tkanki wyspy dla bardziej lub mniej wybranych – dodaje Leśniak-Rychlak.

Blokowiska ukazane zaś zostały jako miejsca podlegające szczególnym procesom z jednej strony termomodernizacji, poprawy standardu, ale także znaczącej wymiany tkanki społecznej i degradacji przestrzeni wspólnych. Organizatorzy zwracają też uwagę na suburbanizację obrazowaną domem szeregowym na przedmieściu i podmiejską rezydencją. Ich mieszkańcy najwięcej czasu spędzają w samochodach dojeżdżając do miasta. Nie mają czasu cieszyć się, często jedynie pozornymi, urokami życia na wsi.

Bułki, lumpy i spacer z psem

Wszystkie te tendencje składają się na niepokojący trend. Miasto nie jest już tętniącą życiem przestrzenią, a zbiorem różnych, monofunkcjonalnych obszarów, pomiędzy którymi nie zachodzą wspólne relacje i działania, a jedynie przemieszczanie z punktu zamieszkania do punktu pracy, nauki, zakupów...

Świetnym komentarzem do tęsknoty za utraconą miejskością jest umieszczona na wystawie wypowiedź byłej szefowej krakowskiego Biura Planowania Przestrzennego, Małgorzaty Jaśkiewicz. – Dla mnie miasto jest wtedy prawdziwe, kiedy są takie sklepy, do których schodzi się rano po bułki; kiedy wychodzą panie z psami i gawędzą z sąsiadkami i kiedy pod drzewem przesiadują miejscowe lumpy. I to nie oznacza wcale, że jest niebezpiecznie. Mówię o typowej strukturze miasta, w której społeczeństwo było przemieszane. Mieszkali państwo profesorowe, mieszkał urzędnik i mieszkał facet, który zbierał butelki i złom.

Jak odwrócić niepokojący trend? Po pierwsze, należy zmienić prawo dotyczące planowania przestrzennego. Ono musi zapewniać większy wpływ urbanistom na kształtowanie miasta. Potrzebne są także uchwały planów zagospodarowania. Ale najważniejsze to zmienić nasze myślenie. Miasta nie tworzą budynki, a ludzie, którzy w nich mieszkają.

Kraków potrzebuje świadomych wyborów. Po to, by stworzyć warunki do rozwoju różnorodnej wspólnoty sąsiedzkiej, co wymusi powstawanie przyjaznej przestrzeni miejskiej. Tylko żeby tak się stało, na współpracę ze sobą muszą zdobyć się wszystkie krakowskie środowiska. Także politycy.

Fot. Jarosław Matla