Monika Piątkowska nie drenuje senackiej kasy. Bo ma bulionowe monety, dom i trzy auta
Generalnie chodzi o to, by dowiedzieć się, czy przez lata zapracowali jedynie na wrzody i długi, czy też osiągnęli sukces. A ten – bo takie jest życie – często mierzony jest w posiadanych dobrach materialnych.
Ciekawość pierwszy stopień do piekła?
Wszak tylko wyjątkowy fan albo idealista zagłosuje na kogoś, kto oprócz książeczki z programem po stronie „ma” posiada niespłacone kredyty. Bo jak ktoś taki będzie potrafił zadbać o dobro Krakowianina i Królewskiego Miasta Krakowa, skoro sam ma „pod górkę”?
Biedak spotka się z zarzutem, że do polityki idzie po to, żeby się nachapać.
Za dużo też pewnie też mieć nie wypada. Bo ludzki język jest jak sztylet. I często można usłyszeć opinię, że „Mało mu jeszcze?”. To w wersji light. Wszak wersja hard jest dużo bardziej przykra. To krótkie pytanie: „Mało się już nakradł?”.
W najbliższych dniach prześwietlimy zeznania majątkowe kandydatów. A jeśli nie pełnią funkcji publicznych, grzecznie zapytamy, jaki jest ich stan posiadania.
Z miłości do Krakowa.
Panie przodem
W przypadku Moniki Piątkowskiej pod lupę wzięliśmy jej ostatnie oświadczenie majątkowe składane do Kancelarii Senatu. Rzuciliśmy też okiem na to, jak ono wyglądało, gdy nasza bohaterka zaczęła podpisywać listy obecności przy Wiejskiej 4/6/8.
Ale nadarzyła się sposobność, by przypatrzeć się, jak kandydatka na prezydenta Krakowa gospodaruje publicznym groszem, który otrzymuje od pracodawcy na utrzymanie biura senatorskiego.
Patrząc na oświadczenia majątkowe Moniki Piątkowskiej można dojść do wniosku, że bez polityki mogłaby żyć. Pewnie jak większość Polaków. Na chleb zarabiała przecież w inny sposób.
Ale – jak mawiał nieżyjący marszałek sejmu Maciej Płażyński: „Polityka jest tak upojna, bo ona korumpuje psychicznie. Jak raz wejdziesz do środka, nigdy już nie będziesz kibicem w tej grze”.
Życie przed Senatem
W Sylwestra 2025 roku Monika Piątkowska miała na koncie 250 tys. zł, dwa tysiące dolarów amerykańskich i 2,5 tys. euro. Gdyby nastały jakieś chude lata albo przyszły niespodziewane wydatki, senatorka ma w zanadrzu dwie lokaty, które łącznie opiewały na 40 tys. zł.
Wydawać by się mogło, że na służbie publicznej straciła, skoro przed złożeniem ślubowania deklarowała 370 tys. zł. Ale cóż, kampania kosztuje.
Dodatkowo na IKZE UNIQUA miała zgromadzone około 21 tysięcy złotych.
Do tego dochodzą papiery wartościowe. Pakiet akcji różnych spółek notowanych na warszawskiej GPW, których wartość w momencie sporządzania wynosiła 26 tys. zł oraz pięć tysięcy mniej ulokowanych w funduszach inwestycyjnych.
Mieszka na 149 metrach kw. Jej dom, a właściwie segment stojący na działce o powierzchni 313 metrów kwadratowych, wart jest 1,6 miliona złotych.
Ziemia różnych klas, które posiada jest warta 150 tys. złotych. Znacznie więcej warta jest jedna działka budowlana o powierzchni 0,12 ha, którą wyceniła na 600 tys. zł oraz udział w dwóch innych działkach, które są warte w sumie 615 tys. zł.
Kandydatka na prezydenta Krakowa porusza się trzema samochodami. Może jest ich więcej, ale zarówno Peugeot 3008 z i Volkswagen Golf – obydwa z 2019 roku – a także młodszy od nich o dekadę Mini One są warte co najmniej 10 tysięcy złotych.
W trakcie kadencji do jej parku maszyn przybył pojazd produkcji niemieckiej.
Ma też w zasobach „złote bulionowe monety”. Całe 47 sztuk. Nie jest to jednak moneta używana jako pieniążek czy do celów kolekcjonerskich, ale bije się ją w celu inwestowania kapitału. Wartość monety bulionowej zależy od ceny złota w danym czasie.
W 2025 roku Monika Piątkowska pobierała pieniądze z trzech źródeł. To Izba Gospodarcza Handlowców Przetwórców Zbóż i Producentów Pasz, zwana także Izbą Zbożowo-Paszową, która w tamtym roku wypłaciła jej 391 339,19 zł oraz Kancelaria Senatu, która przelewała na konto 116 012 zł z tytułu uposażenia oraz 8773 złote jako dietę. Trzecim płatnikiem kandydatki do przejęcia schedy po Aleksandrze Miszalskim był ZUS, który pośpieszył z zasiłkiem chorobowym w wysokości 8641 zł.
Jak się rządzi publicznym groszem?
Na stronie internetowej Senatu można sprawdzić, jak kandydatka na prezydenta Krakowa dysponuje państwowym pieniądzem. Przynajmniej jak rządziła się nim między 26 marca a 31 grudnia ubiegłego roku.
Jako krakowska przedstawicielka w „Izbie Refleksji” na działalność biura przelano jej 209 013 zł. Mały plus na początek – pani senatorka nie wydała wszystkich pieniędzy. „Zachomikowała” dokładnie 83 217,17 zł. Znaczy to tyle, że jej praca dla Polski kosztowała podatnika 125 630,83 zł
.Nie mówimy o poborach, gdyż o pensji wypłacanej przez Kancelarię Senatu wspominaliśmy już wcześniej.
Etatowa pracownica zainkasowała 26 286,32 zł. Pięcioro społecznych ewidentnie pracowało „dla Polski”, gdyż w rubryce dotyczącej umów o dzieło czy zleceń widnieje okrągłe zero złotych.
Kolejny plusik dla Pani Senator, że dba o zdrowie pracowników, skoro za badania zapłaciła 744 zł. Fakt to godny odnotowania, bowiem posłowie z kasy biurowej nie są aż tak hojni w tym względzie. Idźmy dalej. Fajnie jest pracować dla Pani Senator, bo czasem wyśle gdzieś w Polskę na delegację. Nawet niech to będzie Warszawa. Na bilety i obiady poszło w ten sposób 1059,62 złote.
Wszelkie wynajmy lokali uszczupliły budżet o 18 634,63 złote. Mówimy o tych stacjonarnych. Czyli dwóch biurach, z których główne mieści się przy ul. Św. Anny 9, w tym samym budynku, w którym ma siedzibę redakcja naszego portalu. Ale także o filii tegoż, która znajduje się w Warszawie przy ul. Kopernika 34. Mało tego, teoretycznie doliczamy do tego sale wynajmowanych na spotkania z elektoratem. Celowo wspominamy o tych ewentualnych podnajęciach sal na spotkania, gdyż posłowie wpisują w tym przypadku kwoty w inną rubrykę.
Biuro trzeba posprzątać, kupić odświeżacze powietrza czy pastę BHP. W biurze wypada posiadać wachlarz prasy albo nawet zakupić książkę czy inne wydawnictwo. Choćby po to, by kolejka biegła szybciej. Na ten cel poszło 6476,99 złotych.
Na środki trwałe poszło 8 247,95 zł. Musiała to być jakaś drobnica, skoro nie ma specjalnego załącznika do oświadczenia. A szkoda, bo posłowie w tym miejscu nie znają umiaru. Kupują lodówki, ekspresy do kawy, fotele a nawet… dorabiają klucze.
Teraz to, co rozgrzewa do białości umysły wyborców, czyli kilometrówka. Bo co z tego, że parlamentarzyści mają za darmo pociągi – zawsze wybierają I klasę – do woli mogą latać po kraju a nawet nie muszą kasować biletów w tramwaju czy metrze.
Ale jednocześnie żyłują swoje lub podnajmowane maszyny. Rekordziści w jednej kadencji potrafią dla Polski kilkanaście razy objechać równik.
Monika Piątkowska wyjeździła 21 907,50 zł. Nie wiemy, do którego z czterech zadeklarowanych pojazdów wlała najwięcej paliwa.
Trudno powiedzieć, co autor kwestionariusza do rozliczania wydatków na biura miał na myśli, tworząc rubrykę: „Promocja Senatu i jego działalności”. Tak. „Senatu”, a nie „Senatora” czy „Senatorki”. Wiemy, że opowiadanie o dłubaniach w interpunkcji przesyłanych ustaw z sejmu zasługuje na uwagę. Wycenioną na 26 029,87 zł.
W tym miejscu, zaznaczmy, posłowie prześcigają się w fantazjowaniu, pisząc o zakupie chorągiewek, drobnych nagród, kwiecia i zniczy pod pomniki a nawet… filmowanie swoich spotkań z „Kochanym Wyborcą”.
W sumie jakaś to promocja demokracji jest…
Zostaje kolejna dająca do myślenia rubryka: „Pozostałe wydatki”. Pewnie chodzi o zakup kawy czy mineralnej do biura. Może też jakiegoś ciasteczka czy zwykłych paluszków czy precelków? Wszak „Wyborca w dom...”.
Z tego tytułu dałoby się zapłacić pewnie abonament RTV. A może też kartę parkingową? Nieważne. W każdym razie pani senator „w tym punkcie oświadczenia” wydała 11 991,85 gr.
No i jest wreszcie księgowy, który te wszystkie rachunki pozbiera, posegreguje i wpisze w odpowiednie rubryki. On swoje usługi wycenił na 4261,3 zł.