Monika Piątkowska: „Nie jestem kandydatką z teczki z Warszawy”

Ogłoszenie w Warszawie to nie dyspozycja z centrali, lecz efekt pracy senator wybranej przez Krakowian – przekonuje Monika Piątkowska, kandydatka PO-PSL na prezydentkę Krakowa.

Patryk Salamon, LoveKraków.pl: Została Pani ogłoszona kandydatką na prezydenta Krakowa w… Warszawie. Serio? Krakowianom trzeba było o tym powiedzieć spod Sejmu?

Senator Monika Piątkowska, kandydatka KO-PSL na prezydenta Krakowa: Serio. I uważam, że to było uczciwe. W dniu ogłoszenia mojej kandydatury obradował parlament, a ja jestem senatorką reprezentującą Kraków i moim obowiązkiem jest być w tym dniu w Warszawie – na głosowaniach, w pracy parlamentarnej, na którą wybrali mnie mieszkańcy Krakowa. W przeciwieństwie do innej kandydatki, która jest posłanką i również powinna być w Sejmie, ja tego dnia po prostu byłam na swoim miejscu dbając o moje miasto.

Ale obrazek jest taki: stolica decyduje, kogo Kraków ma sobie wybrać.

Proszę się nie obrażać, ale to trochę tani zarzut. Ogłoszenie kandydatury nastąpiło tam, gdzie tego dnia wykonywałam swoją pracę jako senator. To Krakowianie wysłali mnie w tym dniu do Warszawy wybierając mnie do Senatu. A ja nie zamierzam udawać, że nie jestem parlamentarzystką – jeszcze przez wiele miesięcy moim obowiązkiem będzie obecność w Warszawie na posiedzeniach Senatu. To uczciwe postawienie sprawy.

Drugi zarzut: „Piątkowska = postmajchrowski Kraków”. Panią to boli?

Nie. I nie będę udawać, że Jacka Majchrowskiego nie znam albo że niczego się od niego nie nauczyłam. Nawet w trakcie kampanii referendalnej największy krytycy prezydenta Majchrowskiego potrafili powiedzieć: „Był dobrym prezydentem”. I ja się pod tym podpisuję.

Konferencja prasowa w ogrodach Kancelarii Premiera: Władysław Kosiniak-Kamysz, Monika Piątkowska, Donald Tusk
Konferencja prasowa w ogrodach Kancelarii Premiera: Władysław Kosiniak-Kamysz, Monika Piątkowska, Donald Tusk
KPRM

To znaczy, że będzie Pani kontynuować jego politykę?

Nie. Będę kontynuować coś zupełnie innego – styl. Szacunek do ludzi, słuchanie wszystkich stron, rozmowa ponad podziałami. To było jego najmocniejsze DNA i to warto ocalić. Natomiast decyzje inwestycyjne, podejście do finansów, transportu, relacji z mieszkańcami – tu potrzebny jest reset, nie autopilot. Ja jestem osobą, która widzi co doprowadziło do odwołania Aleksandra Miszalskiego w referendum.

Mówi Pani, że Jacek Majchrowski miał jedną świętość: Kraków. Pani też?

Tak. To jest coś, co zdecydowanie warto przenieść w przyszłość. Dla niego nie było nic ważniejszego niż Kraków. I dla mnie nie będzie. Jeśli ktoś szuka we mnie „czystej kontynuacji” – zawiedzie się.

Urząd Miasta Krakowa od lat słyszy zarzut: „synekury, kolesiostwo, stołki dla swoich”. Pani idzie z poparciem KO. Ile osób już Pani dzwoniło w sprawie „pracy po wyborach”?

Nikt, bo ci co mnie znają wiedzą, że z takim podejściem nie ma u mnie pola do rozmowy. Mówię wprost, że Urząd Miasta Krakowa nie będzie Grodzkim Urzędem Pracy dla działaczy jakiejkolwiek partii. Ani tej, która mnie popiera, ani żadnej innej.

Poważnie? Polityczka z poparciem partii mówi, że nie będzie rozdawać posad?

Powiem coś niewygodnego dla części polityków: jestem w Koalicji Obywatelskiej krótko, nie mam wobec nikogo „długu wdzięczności” za dekady obecności w strukturach. Nie ciągnie się za mną ogon zobowiązań wobec konkretnych środowisk. I to jest mój realny atut w walce z kolesiostwem. Kto liczy na to, że „załatwi” coś po znajomości, bardzo się rozczaruje. Chcę, żeby miasto zatrudniało najlepszych, a nie „naszych”. I to będzie pierwszy poważny test mojej wiarygodności – kogo powołam na najważniejsze stanowiska i jak te konkursy będą wyglądały.

No to konkrety, bo mieszkańcy słyszeli już wszystkie obietnice świata.

Konkretnie: spowoduję, że parlament w końcu dokona zmian dotyczących opłaty turystycznej. To chyba konkret – te pieniądze się po prostu Krakowowi się należą, cytując klasyka. 

Brzmi ładnie, ale tyle lat nie dało się tego zrobić, dlaczego nagle teraz. 

Są rozmowy, które trzeba poprowadzić twardo. Chcę jasno powiedzieć mieszkańcom, że ogłoszenie mojej kandydatury przez dwóch premierów to swoista obietnica, że Kraków tym razem nie zostanie sam. Zamierzam dopilnować tego, by w końcu usłyszano głos Krakowa w Warszawie w ważnych dla nas sprawach. Zniosę ten hejt i jad który na mnie płynie, dla dobra Krakowa, by w końcu nasze miasto zaczęło osiągać bezpośrednie dochody od zatrzymujących się tutaj turystów.

Konferencja prasowa w ogrodach Kancelarii Premiera: Monika Piątkowska, Donald Tusk
Konferencja prasowa w ogrodach Kancelarii Premiera: Monika Piątkowska, Donald Tusk
KPRM

Droga S7, południe Krakowa, protesty, emocje. Będzie Pani „prezydentką blokującą inwestycje krajowe”?

Jako senator wybrana także z południa Krakowa znam skalę tego problemu i obawy mieszkańców. Sama stałam z nimi na protestach. Ta droga jest potrzebna – ale nie kosztem mieszkańców południa Krakowa. Musi ominąć miasto. Nie pozwolę na nic co zagrozi uzdrowisku w Swoszowicach i południowym dzielnicom Krakowa. Zresztą w nowoczesnych koncepcjach planistycznych takie drogi omijają wielkie ośrodki miejskie. Planowanie, które usiłuje nam tu wcisnąć GDDKiA to koncepcje początku XX wieku, przypominam, że mamy lata dwudzieste XXI wieku.

Jednym zdaniem: czym Pani różni się od swoich konkurentów?

Odpowiem jednym słowem. Sprawczością. 

Dlaczego krakowianie mieliby zaufać, że dotrzyma Pani słowa?

Proszę sobie przypomnieć sprawę S7. Gdy ogłaszano warianty, które miały zniszczyć południe Krakowa publicznie potargałam je w programie telewizji regionalnej siedząc koło Dyrektora GDDKiA. Kto wtedy wierzył, że wszystkie one zostaną wyrzucone do kosza? Czy dotrzymałam słowa – każdy może sobie odpowiedzieć na to pytanie.