„Moskiewskie gierki” w PO? [Komentarz]
„To są moskiewskie metody, panowie rozgrywają między sobą jak na Kremlu” – tak jeden z członków klubu radnych Platformy Obywatelskiej określił gierki w sprawie rezolucji „ukraińskiej”. Może to nie kremlowskie rozgrywki, ale na pewno chluby krakowskim radnym, zwłaszcza tym z PO, nie przyniosą.
Jacek Majchrowski jasno dał wyraz swym odczuciom w sprawie wydarzeń na Ukrainie, wcześniej Sejmik Województwa Małopolskiego (głosami PO i PiS-u) przyjął apel, w którym czytamy, że regionalni politycy popierają dążenia protestujących do wolności i zbliżenia do UE. „Jesteśmy z Wami”, napisali radni wojewódzcy.
Jedynie miejscy radni byli dość bierni w tej kwestii. Do czasu. Bogusław Kośmider, przewodniczący rady miasta zapowiedział w poniedziałek, że już jest szykowana rezolucja, która realnie wesprze ludzi z Majdanu. Dzień później projekt był gotowy. Autorka mocno podkreślała, że nie jest zadaniem i intencją samorządu wtrącanie się w sprawy innego narodu, czy kraju.
Dlatego projekt rezolucji miał namawiać nas – mieszkańców do solidarności z protestującymi oraz w miarę możliwości pomocy materialnej. Jak twierdzi jego autorka, to był wyraz troski i sympatii, bowiem Kraków jest miastem partnerskim i Kijowa, i Lwowa. Wielokrotnie do naszego miasta przyjeżdżała młodzież z Ukrainy, a i nasza równie często odwiedzała ten kraj.
Kilkadziesiąt minut po naszej rozmowie, kiedy w tekście przytoczyłem fragmenty projektu rezolucji, dostałem telefon, że wszystko jest nieaktualne. Następnie w środę okazało się, że swój projekt zgłosiło Prawo i Sprawiedliwość, nie szczędząc, w ocenie niektórych, zbyt dużych – jak na radnych miejskich, którzy powinni przede wszystkim zajmować się sprawami miasta – słów. I ten projekt również przepadł. Zostało jednozdaniowe wyrażenie poparcia.
Dlaczego projekt radnej Jantos nie przeszedł „konsultacji” klubowych? Racjonalnych wytłumaczeń jest niewiele. A te nieracjonalne są zbyt surrealistyczne, aby brać je pod uwagę. Wczoraj na sesji rady miasta usłyszeliśmy o „gierkach kremlowskich” między radnymi. To chyba jednak przesada. A niemożność dogadania się w sprawie dużej (dużo większej niż konflikty personalne), ale nie wymagającej ogromnego wysiłku, nie jest powodem do dumy. Na szczęście, Ukraińcy poradzą sobie bez naszych krakowskich radnych i ich rezolucji.