Musielibyśmy zalesić wszystko, żeby dogonić Katowice [Rozmowa]
Dziś Kraków ma nieco ponad 4% powierzchni lasów i pozostaje daleko w tyle za większością dużych miast w Polsce. O tym, co może się w tej dziedzinie zmienić, rozmawiamy z Jakubem Łoginowem, pomysłodawcą inicjatywy „Lasy dla Krakowa”.
Jakub Drath, LoveKraków.pl: Co do tego, że parki w mieście są potrzebne, nikt nie ma raczej wątpliwości. Ale jaką rolę mają pełnić w Krakowie lasy?
Jakub Łoginow: Kraków jest obecnie jednym z najmniej lesistych miast w Polsce. Przydałoby się więcej tego typu miejsc, takich jak Las Wolski czy Skałki Twardowskiego. Tutaj chodzi o dwa aspekty: o przestrzeń dla rekreacji i osłonę przed zanieczyszczeniem powietrza. Takie lasy byłyby wskazane najbardziej zwłaszcza na północy miasta.
Kraków jest na szarym końcu, jeśli chodzi o powierzchnię lasów. Z czego to wynika? Czy inne miasta podejmują jakieś aktywne działania, czy po prostu mają w swoich granicach duże kompleksy leśne?
Myślę, że to wynika z historycznych czynników. Dla przykładu Gdynia w tym momencie nie musi sadzić lasów, bo po prostu już je miała, gdy była zakładana. Podobnie jest w Zielonej Górze czy Białymstoku. Innym przypadkiem jest Śląsk: tam lasy były sadzone w latach 60. i 70. sztucznie, właśnie z myślą o ochronie przed zanieczyszczeniami przemysłowymi. I teraz Śląsk jest jedną z najbardziej zalesionych aglomeracji. A Kraków, tak się historycznie złożyło, jest praktycznie bezleśny.
Jak władze Krakowa reagowały na propozycje programu zwiększania lesistości? Jak podchodzą do takich pomysłów okoliczne gminy?
Jeśli chodzi o Kraków, to dosyć pozytywnie. Praktycznie jednogłośnie przyjęto niedawno uchwałę kierunkową rady miasta w tej sprawie. Doszło do porozumienia pomiędzy inicjatorem tej uchwały radnym Dominikiem Jaśkowcem a prezydentem Jackiem Majchrowskim. Uwagi dotyczą szczegółów, np. czy to zalesienie ma przebiegać wolniej, czy szybciej, ale co do słuszności nie ma zastrzeżeń. Natomiast jeśli chodzi o okoliczne gminy, jest już dużo gorzej, raczej się do tego nie palą.
Z czego wynika ten opór? Z kwestii finansowych czy nie tylko?
Z finansowych też, ale mam wrażenie, że po prostu wójtom bardziej zależy na zabudowie. Atrakcyjne tereny, np. w Zielonkach czy Wielkiej Wsi, można łatwiej sprzedać deweloperowi, który wybuduje tam osiedle mieszkaniowe, niż pod zalesienie. A środki na samo zalesienie są, z różnych programów, trzeba tylko po to sięgnąć.
Jak to ma w praktyce wyglądać? Jakie grunty miałyby zostać przeznaczone na lasy? Z punktu widzenia finansowego to zawsze będzie gorsza opcja, niż sprzedanie ich pod zabudowę.
Tu chodzi głównie o grunty na obrzeżach miasta, czyli takie miejsca jak Górka Narodowa, Witkowice, czy wschodnie obrzeża Nowej Huty, za Kombinatem. Myślę, że tu nie ma większego konfliktu, nie ma aż tak silnej presji deweloperów na zabudowę tych obrzeży. Jest dużo miejsc bliżej centrum, gdzie można zagęszczać zabudowę, więc myślę, że to wszystko da się pogodzić.
Jak ma przebiegać realizacja tego planu?
Najpierw musi powstać kluczowy dokument – powiatowy program zwiększania lesistości dla miasta Krakowa. Podobny dokument już kilka lat temu opracował Wrocław, więc można się powoływać na ten przykład. W takim programie wskazuje się cel, czyli że do 2040 roku lesistość w Krakowie ma się zwiększyć z 4,38 do 8%. I mają tam zostać wskazane potencjalne tereny pod zalesienie. To nie musi oznaczać, że wszystkie te tereny trzeba będzie zalesić i kupić, ale że właśnie tam będzie to możliwe. Na tych obszarach będzie można łatwiej zmieniać plany zagospodarowania przestrzennego czy po prostu wykupywać grunty, bo na razie nie jest to możliwe, jeśli w planie zagospodarowania jest inne przeznaczenie. Radny Jaśkowiec zaproponował też takie rozwiązanie, by można było uznać te tereny za parki leśne. Wtedy można wykupić te grunty nawet w drodze wywłaszczenia, tak jak się to dzieje w przypadku dróg.
Czy to nie wzbudzi oporu ze strony mieszkańców?
Zawsze jest tutaj konflikt interesów, tego nie unikniemy. W przypadku budowy dróg czy tworzenia parków są identyczne sytuacje. Z drugiej strony, w sąsiedztwie Lasu Witkowickiego można spotkać wiele ogłoszeń „sprzedam działkę”, więc tu akurat właściciele mogą się tylko ucieszyć, że znajdzie się kupiec.
W jakim stopniu mieszkańcy będą mieli wpływ na wybór miejsc do zalesienia?
Uchwała przewiduje, że w pierwszej kolejności rozpoczyna się konsultacje społeczne dotyczące kształtu całego programu. Kluczowy głos będą miały rady dzielnic i lokalne stowarzyszenia czy grupy mieszkańców.
Czy myśli Pan, że realny jest termin, by w 2018 mogły już ruszyć działania w terenie?
Myślę, że tak. Radny Jaśkowiec proponował, żeby do tego pułapu 8% dochodzić w ciągu siedmiu lat. Obecna uchwała to jest kompromis z prezydentem Majchrowskim, z uwzględnieniem uwag Zarządu Zieleni Miejskiej. Myślę, że to ma solidne podstawy i jest merytorycznie uzasadnione.
Docelowo mamy osiągnąć 8% lesistości i to dopiero w 2040 roku. Nawet wtedy pozostaniemy w tyle za wieloma miastami. Czy w takim razie jest to realna zmiana?
Wiadomo, że chcielibyśmy więcej. Chcielibyśmy takiej lesistości jaką mają Katowice czy Gdynia, ale to jest nierealne. W Katowicach lasy stanowią ponad 40% powierzchni miasta, więc w Krakowie musielibyśmy chyba zalesić wszystko, żeby się zbliżyć do tego poziomu. To, o czym mówimy w tej uchwale, to podwojenie powierzchni lasów w Krakowie.