Na Grzegórzkach nie chcą lepszego dojazdu. Nie wierzą deweloperowi
Przy ulicy Wincentego Pola na Grzegórzkach mieszkańcy protestowali we wtorek przeciwko pomysłowi poszerzenia ulicy i likwidacji miejsc parkingowych. Są przekonani, że ten zabieg miałby na celu nie usprawnienie ruchu, lecz przygotowanie dojazdu do planowanego apartamentowca. Nie chcą kolejnego budynku i boją się, że stracą ponad 40 drzew.
Na wtorek zaplanowana była wizja lokalna z przedstawicielami m.in. Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu i inwestora – spółki Grzegórzecka 21. Ten ostatni zaproponował zmianę organizacji ruchu na ulicy Wincentego Pola.
– Do ZIKiT wpłynął do zaopiniowania wniosek o zmianę organizacji ruchu w postaci likwidacji części miejsc parkingowych. Chodzi o całkowity zakaz parkowania po jednej ze stron oraz o zmianę zasad parkowania na zatoce, ze skośnego na równoległe – mówi Piotr Hamarnik z biura prasowego miejskiej jednostki.
„Metoda małych kroków”
Przedstawicielka spółki Grzegórzecka 21 próbowała przekonywać mieszkańców, którzy przyszli na spotkanie, że chodzi o ułatwienie komunikacji na ulicy Wincentego Pola. I o to, by samochody nie parkowały na chodniku, blokując przejście pieszym, w tym. np. rodzicom z wózkami.
Mieszkańcy jednak nie dali wiary tym zapewnieniom. W ich ocenie koncepcja zmiany organizacji ruchu to w rzeczywistości przygotowanie do inwestycji. I to inwestycji, której się zdecydowanie sprzeciwiają. Spółka Grzegórzecka 21 chce wybudować apartamenty za budynkiem przy Daszyńskiego 16, w miejscu istniejącego parkingu. Właśnie kwestia obsługi komunikacyjnej była tam dotąd przyczyną dwukrotnego odrzucenia wniosku o warunki zabudowy. – To jest tylko i wyłącznie wstęp. Pierwszy krok do tego, by rozpocząć budowę, bo żeby budować, musi mieć wjazd – mówi Barbara Bełkowska-Kosycarz, prezes stowarzyszenia Stowarzyszenie Obrony Grzegórzek.
Bełkowska-Kosycarz zwraca uwagę, że gdyby ulica miała zostać poszerzona na potrzeby inwestycji, utraciłaby swój specyficzny charakter, zachowany jeszcze z początków PRL, bo to tutaj postawiono wtedy mieszkania dla budowniczych Nowej Huty. – Wszędzie są trawniki, a dopiero potem jest jezdnia. Taki był styl budownictwa w latach 50. I należy to zachować, bo teraz nikt już tak nie buduje. To jest ta cząsteczka, która odpowiada budownictwu Nowej Huty – tłumaczy.
„Poradzimy sobie sami”
Mieszkańcom – bardziej niż na ułatwieniu przejazdu – zależy na zachowaniu miejsc parkingowych. „Nie po to płacę abonament, by znów tracić czas na szukanie miejsca”. „Prezydencie, dbaj o mieszkańców nie o deweloperów” – można było przeczytać na przyniesionych planszach.
Kwestia budowy nowego bloku pozostaje otwarta. Natomiast jeśli chodzi o zaproponowaną zmianę organizacji ruchu, wiele wskazuje na to, że zostanie odrzucona. – Zdaniem ZIKiT tak radykalne kroki nie są potrzebne. Podobne efekty w postaci udrożnienia przejazdu można osiągnąć poprzez wprowadzenie tam ruchu jednokierunkowego. Dzięki temu nie trzeba byłoby rezygnować z dość dużej liczby miejsc parkingowych i prawdopodobnie takie właśnie stanowisko będziemy prezentować w tej sprawie – zapowiada Piotr Hamarnik.