Na „misjach w Krakowie”, czyli oszustwa „na policjanta”. Jest wyrok na dwóch Polaków i Ukraińca
Łukasz S. chciał dla siebie dwóch i pół roku odsiadki, a Ukrainiec dwóch lat. Obaj mają wyrównać straty finansowe pokrzywdzonych. Z ustaleń prokuratury wynika, że do przestępstw na szkodę mieszkańców Krakowa dochodziło w czerwcu i wrześniu 2020 roku.
Teraz w osobnym procesie zapadł teraz nieprawomocny wyrok czterech lat więzienia na ich wspólnika Patrycjusza W. Mężczyzna ma do zwrotu ponad 500 tys. zł korzyści, które osiągnął z oszustw. Kwota jest wyższa, bo miał więcej zarzutów. Część tej sumy musi oddać wspólnie z pozostałymi oskarżonymi.
Łukasz S. to z zawodu piekarz, na procesie przed krakowskim sądem opowiadał o kłopotach z zatrudnieniem i zarobkami. Z tego powodu zdecydował się na przyjęcie propozycji dodatkowego zarobku, którą złożył mu w Mławie mężczyzna przedstawiający się jako Fabian.
– Dostałem od niego telefon i miałem czekać na sygnał, od kogo odbierać paczki z pieniędzmi – nie krył oskarżony. Został zobowiązany do wyjazdów do Krakowa, by tutaj te paczki z gotówką brać od nieznanych mu ludzi.
– To były takie wyjazdy na kilkudniowe „misje”. Brałem udział w trzech takich „misjach” – nie krył. Potem wyrzucał telefony, z których korzystał w trakcie przestępczych wypadów, a pakunki z pieniędzmi zostawiał w umówionych miejscach organizatorom oszustw. Jak zapewniał, nigdy nie zaglądał do paczek i nie sprawdzał ile jest w nich gotówki. Pod Wawelem urzędował między czerwcem i wrześniem 2021 r. Przyjeżdżał tu z dziewczyną, ale ona nie wiedziała, że to przestępcze wyjazdy jej chłopaka. Poszkodowani stracili kwoty od 16 do 100 tys. zł.
Drugi z oskarżonych, Ukrainiec Oleksandr S., student prawa, także przyznał się do winy. Prokuratura zarzucała mężczyźnie, że na swoje rachunki bankowe przyjmował pieniądze z przestępstw. Były to kwoty rzędu 130 i 91 tys. zł. Potem je wypłacał i przekazywał wspólnikom. Z tego powodu odpowiada za pranie brudnych pieniędzy. Zgodził się na udział w przestępstwie po rozmowie z nieznanym mężczyzną, którego także poznał w Mławie. Za przysługę otrzymywał prowizję.
Proces trzeciego z mężczyzn - Patrycjusza W. toczył się odrębnym torem i on jako jedyny nie był gotowy dobrowolnie poddać się karze. Teraz usłyszał wyrok, który jeszcze nie jest prawomocny.