Na starych śmieciach [Komentarz]
W ostatnim tekście dotyczącym nowych zasad wywozu i zagospodarowania odpadami, pytałem, czy my jako usługobiorcy możemy żądać od MPO, czyli spółki nadzorującej konsorcjum, które wygrało przetarg w Krakowie, obniżenia rachunku za wywóz śmieci. Oczywiście, możemy. Jednak po rozmowie z przedstawicielką MPO, już nie mam rozszczeniowej postawy. Jak powiedział mój znajomy, nic nie jest biało-czarne.
Należy zacząć od wyznania win: wszyscy są winni. Politycy, urzędnicy, firmy z konsorcjum (PUL VAN GANSEWINKEL, ASA Eko-Polska, MPGO Kraków i SITA Małopolska) oraz mieszkańcy.
Jedni (PO) postanowili zmienić panujące od lat zasady (po co?), drudzy (MPO) zaproponowali kosmiczne stawki i niesprawiedliwe rozliczenia (na co nie zgodziła się Rada Miasta), w konsekwencji zbyt późno został ogłoszony przetarg. A wiadome było, że firmy w nim startujące, mogą się odwołać od jego wyniku. I, oczywiście, tak się stało. W końcu my sami – mieszkańcy jesteśmy sobie winni – oszukujemy (a przynajmniej tak twierdzą niektórzy politycy!). – Ze złożonych deklaracji wynika, że w domach jednorodzinnych mieszka mniej osób niż szacowano. Te różnice sięgają nawet 25% – mówił w rozmowie z nami jeden z radnych. A później łatwo narzekać.
Rozmawiając z Krystyną Paluchowską, rzecznikiem prasowym Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania, dowiedziałem się o kilku historiach, które osłabiły moje zacietrzeźwienie. Otóż do MPO zadzwoniła pewna pani, która, jak relacjonuje Paluchowska, „krzyczała” przez telefon, domagając się realizacji usługi. Okazało się, że pani ta w ogóle nie złożyła deklaracji. Dlatego łatwo nam jest krytykować i być po stronie ludzi w walce z tymi „okropnymi” urzędnikami.
Również niektórzy zarządcy nieruchomości najnormalniej w świecie nie zaznaczyli w deklaracjach, że chcą wynajmować pojemniki na odpady. Więc jeśli w dalszym ciągu nie mamy pojemników, najprawdopodobniejszą przyczyną jest źle wypelniona i niedostarczona w terminie deklaracja.
Nie sposób nie wspomnieć też o magicznych 20%, które MPO przywołuje, tłumacząc się z opóźnionych odbiorów. – Należy podkreślić, iż wszystkie odpady odbierane są od mieszkańców, również te, które gromadzone były znacznie wcześniej na nieruchomościach, a których właściciele/zarządcy nieruchomości wyzbywają się obecnie, średnio odpadów odbieranych jest o 20% więcej. W ramach miesięcznej opłaty, wynikającej ze złożonych deklaracji, odbierane są w okresie przejściowym wszystkie odpady – mówi Krystyna Paluchowska. Choć trzeba również skontrować to tym, iż w Krakowie każdy musiał mieć w razie kontroli straży miejskiej umowę na wywóz śmieci.
W rozliczeniu zostały nam jeszcze firmy związane w konsorcjum. Nie wiedząc jaki będzie wynik przetargu (choć dopuszczę się nadużycia i napiszę, że wcale tak nie musiało być o czym świadczy cena zaproponowana za wywóz śmieci w stosunku do tej szacowanej - niższa o 28 mln zł), nie zaopatrzyły się w odpowiednią ilość pojemników. Przynajmniej tak twierdzi prezydent Majchrowski. – Trudno, żeby firma, która staje do przetargu kupiła z góry pojemniki – powiedział prezydent w rozmowie z Radiem Kraków.
Wróćmy teraz do skarg, zażaleń i reklamacji. Jak stwierdza rzecznik prasowy MPO, mamy pełne prawo złożyć reklamację za niewykonaną usługę. Jednak, czy zostanie pozytywnie rozpatrzona zależy od wielu czynników, dlatego przed tym pasuje sprawdzić poprawność deklaracji, czy została oddana w terminie (zgodnie z uchwałą RMK do 30 kwietnia, a po przedłużeniu terminu do 5 maja drogą elektroniczną i do 17 maja osobiście) oraz zapoznać się za harmonogramem wywozu śmieci firmy odpowiedzialnej za dany sektor.
– Wszelkie uwagi, problemy, oceny wykonywania obowiązków odbioru odpadów przez operatorów, należy zgłaszać do zarządcy systemu, czyli MPO – tłumaczy Krystyna Paluchowska.
I na koniec laurka dla PO za wprowadzenie tego całego zamieszania. Ujednolicenie systemu zagospodarowania odpadami było pomysłem o tyle głupim, co dobrze przemyślanym. Jedno i drugie się nie wyklucza. Akurat w Krakowie system działał bardzo dobrze, ceny nie były zbyt wysokie. Teraz płacimy więcej, czyli więcej pieniędzy leci w czarną dziurę budżetową. Nikt mnie nie przekona, że chodziło o ochronę przyrody, ponieważ i tak jak ktoś chce wywalić śmieci do lasu, tak zrobi.
Po fakcie można pytać: dlaczego nie zostały wprowadzone rozwiązania, które brałyby pod uwagę specyfikacje poszczególnych gmin? Przygotowanie ustawy powinno zacząć się od samorządów i skończyć na województwie. Korporacyjne, wręcz makdonaldyzacjne zasady co prawda sprzyjają wydajności, ale nie idzie za tym jakość.
Takim sztandarowym przykładem jest Czorsztyn, który jak informuje "DP", zainwestował fundusze pozyskane z UE w kupno specjalnego samochodu na odpady, ciągnika oraz 15 kontenerów na segregacje śmieci. Unia postawiła warunek, że zakupy te muszą być użytkowane przez pięć lat. Są od półtora. Jeśli gmina ogłosi przetarg, możliwe, że firma, która obecnie jest odpowiedzialna za wywóz i zagospodarowanie odpadów, przegra, a Czorsztyn będzie musiał oddać pieniądze Unii. Z odsetkami. Jeśli zaś nie ogłosi przetargu, dostanie karę od Wojewódzkiego Inspektoratu Środowiska w wysokości nawet 50 tys. zł. I tak do skutku. „Był żyło się lepiej. Wszystkim!”
P.S. W czasie, gdy pisałem ten tekst, zostały dostarczone do mojego domu brakujące kubły. Przypadek.