Nadzwyczajna sesja bez radnych KO i Lewicy. Opozycja: „Typowi tchórze”
– Klub radnych Nowej Lewicy nie weźmie udziału w nadzwyczajnej sesji rady miasta – poinformowała radna Małgorzata Potocka. Dodała, że klub nie uchyla się od debaty, bo to tematy ważne dla mieszkańców, jednak powinny być omówione w zwyczajnym trybie i bez nadmiernych emocji.
– Chcemy rozmawiać w oparciu o pełne dane i analizy – stwierdziła Potocka. Radna dodała, że część dokumentów jest opracowywana przez urzędników i „mieszkańcy mają prawo otrzymać rzetelną informację o rzeczywistym stanie tych prac”.
Według Małgorzaty Potockiej nadzwyczajne sesje powinny służyć do omawiania pilnych decyzji samorządu. – Tymczasem przedstawiony porządek ma charakter głównie rezolucyjny [forma apelu do prezydenta – przyp. red.] i deklaratywny, bez realnych skutków wykonawczych – stwierdziła.
K(t)O nie przyjdzie na sesję
Szef klubu Koalicji Obywatelskiej Grzegorz Stawowy stwierdził, że jego radni nie zjawią się o godzinie 18:00 w sali obrad. Dodał natomiast, że jest gotów rozmawiać na te same tematy, ale w środę, 27 maja, czyli po referendum. W tej sprawie został złożony stosowny wniosek.
– Tego typu problemy powinny być omawiane nie w gorączce referendalnej, a dokumenty przedstawiane wtedy, gdy są gotowe do prezentacji. Wtedy też dyskusja będzie dotyczyła problemów, a nie będzie to hucpa polityczna – uważa Stawowy.
Jak dodał, obecnie nie ma możliwości zaprezentowania projektu planu ogólnego, bo istnieje przynajmniej 20 rozbieżności między poszczególnymi wydziałami urzędu miasta dotyczących pomysłu, jak zagospodarować poszczególne tereny. – Są one na bieżąco wyjaśniane – deklaruje szef klubu KO.
Przypomniał, że 13 lat temu, podczas prac nad studium, radni miejscy przez miesiąc pracowali nad zapisami. Tym razem nie ma o tym mowy. Zdradził, że od stycznia jego klub nie brał udziału w tworzeniu dokumentów. – Nie chcemy więc prezentacji projektu, którego nie znamy – stwierdził.
Radny Stawowy zaznaczył, że miasto rozwiązuje problemy z budową tramwaju na Mistrzejowice. – Tak, są opóźnienia, ale też prezydent wynegocjował z wykonawcą, że będzie więcej pracowników. Miasto jak najszybciej chce zamknąć tę inwestycję.
Jeśli chodzi o kwestie potencjalnych uciążliwości związanych z torem samochodowym, radny uważa, że najpierw należy stworzyć projekt i zbadać, jakie będzie oddziaływanie inwestycji na środowisko i okolicę. – Gdy mieszkańcy nie będą chcieli tego toru, to miasto najpewniej go nie zbuduje – przyznał.
Grzegorz Stawowy mówi, że radni nie chcą uciekać od trudnych spraw, tylko dyskutować „na spokojnie”.
„Typowi tchórze”
Gorzkich słów radnym KO i Nowej Lewicy nie szczędził wiceprzewodniczący Rady Miasta Łukasz Maślona (Kraków dla Mieszkańców). Takie zachowanie uznał za pokaz niebywałej buty.
– Deklaruję, że my na tej sesji będziemy i ta dyskusja się odbędzie – czy się to komuś podoba, czy nie – powiedział.
Maślona przypomniał, że o tych tematach radni chcieli rozmawiać tydzień temu, ale głosami koalicji rządzącej zostały one usunięte z porządku obrad. – Mieszkańcy nas o to proszą, bo chcą się dowiedzieć, co jest w planie ogólnym. Jesteśmy jedynym miastem, które jeszcze go nie opublikowało – stwierdził.
Maciej Michałowski (klub PiS) mówi, że radni KO i Nowej Lewicy „zachowali się jak typowi tchórze”.
– Podstawowym obowiązkiem radnego jest udział w sesjach, także tych nadzwyczajnych. Oni się po prostu boją referendum. My od wielu miesięcy prosimy o przedstawienie tych dokumentów, które dotyczą wszystkich mieszkańców Krakowa. A to nie są błahe tematy – podkreślił radny.
Jak dodaje, nie wie, jak będzie wyglądał projekt planu ogólnego, gdy referendum nie pójdzie po myśli przeciwników prezydenta. – Bóg raczy wiedzieć, co tam będzie i kto się z tego ucieszy – podsumował.