Najczarniejszy scenariusz dla regionu? Zarząd Grupy Azoty opuszcza Mościce
O problemach Grupy Azoty od dłuższego czasu jest bardzo głośno nie tylko w środowisku biznesowym. Przypomnijmy, spółka boryka się z długiem wynoszącym ponad 10 miliardów złotych. Kolejne zarządy próbują układać się z bankami, na stole jest pomysł przejęcia części grupy przez Orlen.
Wpływ na tę sytuację miała inwestycja zwana Polimery Police, która wygenerowała aż 6 miliardów długu. Do tego doszły wysokie koszty produkcji związane z cenami gazu czy energii oraz lawinowy i często niekontrolowany zalew polskiego rynku tanimi nawozami produkowanymi w Rosji czy na Białorusi.
W Grupie źle, w Tarnowie jeszcze gorzej?
Otwarty list, który niedawno opublikowali tarnowscy związkowcy jest z jednej strony krzykiem rozpaczy, a z drugiej pytaniem o miejsce Tarnowa w układance chemicznego giganta.
Drugie co do wielkości i znaczenia miasto w Małopolsce ma być dyskryminowane w strukturze Grupy Azoty.
– Spółka tarnowska była fundamentem i inicjatorem budowy Grupy Azoty. To z Tarnowa rozpoczęła się konsolidacja polskiego sektora chemicznego – czytamy w piśmie.
Przypomnijmy, że ojcem chrzestnym ulokowania w Tarnowie centrali skonsolidowanej Grupy Azoty był Aleksander Grad – minister skarbu w pierwszym rządzie Donalda Tuska. Za jego czasów, 30 czerwca 2008 roku, spółka zadebiutowała na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.
Centralizacyjna wokół Tarnowa decyzja Grada była nie w smak innym spółkom w nowej grupie. Szczególnie zaś fabryce w Puławach. Związkowcy tego przedsiębiorstwa kilka razy przyjeżdżali do Mościc na pikiety.
Aleksander Grad postawił twardo na swoim i centrala firmy została w Tarnowie.
Jak się okazuje, remont zabytkowego biurowca na siedzibę zarządu okazał się średnio trafioną inwestycją. Bowiem od dłuższego czasu władze spółki wolą rezydować na 31 piętrze biurowca Warsaw Trade Tower, który mieści się w centrum stolicy, przy ul. Chłodnej 51. A w Mościcach pojawiają się od wielkiego dzwonu.
Ubodzy krewni giganta
To jednak jest najmniejszy problem. Bo tarnowskie Azoty, jak twierdzi „Solidarność”, mają być dyskryminowane inwestycyjnie.
I przytacza konkretne liczby. Inwestycje w Tarnowie wyniosły w tym okresie około 680 mln złotych. Kędzierzyn poczynił tychże za sto milionów więcej. Blisko dwa i pół miliarda wpompowano w Puławy. A rekordzistami są Police, dokąd skierowano strumień gotówki szacowany na siedem miliardów nowych polskich złotych.
Takie traktowanie odbiło się także na zarobkach tarnowskich pracowników.
– Widać jak na dłoni, że ogon merda psem. Jako Tarnów jesteśmy na szarym końcu. Nasi ludzie zarabiają najsłabiej w całej grupie, choć pracują najwięcej. Ale to się nie stało wczoraj czy tydzień temu. To pokłosie zaniedbań czynionych od lat – mówi Jasiński.
Jest jednak jedna grupa, która nie powinna czuć się dyskryminowana płacowo. To menadżerowie i zarząd, który jednak siedzi na kadrowej karuzeli.
– To się w głowie nie mieści. W ciągu dziesięciu miesięcy mamy już czwartego prezesa. Kto za to zapłaci? Przecież to są koszty odpraw, koszty zakazu konkurencji. Mówi się o oglądaniu po trzy razy każdej wydanej złotówki. Gdzie tu logika – łapie się za głowę Jasiński.
Niepokojem napawają coraz głośniej powtarzane plotki niosące się po korytarzach tarnowskiej fabryki.
Napisali list. I co z tego wynika?
W rozdzielniku, do którego związkowcy wysłali korespondencję, widzimy parlamentarzystów Ziemi Tarnowskiej, marszałka i radnych sejmiku, prezydenta miasta a także lokalnych samorządowców.
Odzew adresatów był znikomy.
– Do tej pory nie ma konkretów. Odezwało się dwóch adresatów naszego listu. To europoseł Arkadiusz Mularczyk, który dobija się o spotkanie z prezesami Grupy, i poseł Wiesław Krajewski. Prezydent Tarnowa Jakub Kwaśny zapowiadał się, że odwiedzi ministra. A jakieś konkrety? Na razie nic – mówi szef związków.
Ma przy okazji żal do decydentów o milczenie w całej sprawie.
– Jak była sprawa SAFE, Wodociągów i kontekstu Azotów, to wszyscy biegali po telewizorach i organizowali konferencje prasowe. Ale gdy przychodzi do rozwiązywania realnych problemów, to mamy taktykę strusia, czyli chowanie głowy w piasek. Tak się na dłuższą metę nie da – mówi związkowiec.
Przedstawiciele Tarnowa od jakiegoś czasu zabiegają o spotkanie z władzami spółki. To jednak nie jest planowane w nominalnej siedzibie, ale na Chmielnej, gdzie potentat chemiczny wynajmuje pomieszczenia dla zarządu.
– Jako „strona społeczna” byliśmy zaproszeni na wtorek, 25 marca, na godzinę szesnastą. Spotkanie w ostatniej chwili zostało jednak przełożone. Otrzymaliśmy wiadomość, że prezes musiał pilnie lecieć w sprawach spółki za granicę i w piątek mamy poznać nowy termin spotkania. Bardzo na to liczę, że nie skończy się ono na jedynie wypiciu smacznej kawy – słyszymy od Artura Jasińskiego.
Może poszukać ratunku w sejmie?
Przy Wiejskiej 4/6/8 działa Parlamentarny Zespół do spraw Grupy Azoty S.A. Jego przewodniczącym jest poseł Ziemi Tarnowskiej Piotr Górnikiewicz (Polska 2050).
Zespół ukonstytuował się 12 lipca 2024 roku. Odbył jak do tej pory sześć posiedzeń. Po raz ostatni grupa zebrała się 21 maja 2025 roku. Opiniowała wówczas rządowy projekt ustawy dotyczący zapasów ropy naftowej, gazu oraz postępowania w sytuacji zagrożeń bezpieczeństwa państwa w sektorach energetycznym i paliwowym.
Pora może na dyskusję o Tarnowie?
– Zgadzam się z panem Arturem Jasińskim, że to wina wieloletnich zaniedbań. Wcale, mimo że jestem w opozycji, nie będę mówił, że wszystko to wina PiS-u. Oczywiście, że dobrze byłoby się pozbyć ze spółki Grupy Azoty Polyolefins, która okazała się studnią bez dna. Zeszlibyśmy wówczas znacznie z długu. Może przydałoby się jakieś dokapitalizowanie? Trzeba na spokojnie siąść i rozważyć każdy temat. Wkrótce spotkamy się w tej sprawie na niwie parlamentarnej – obiecuje Piotr Górnikiewicz.
Co do miejsca Mościc w strukturze całej grupy ma jasno sprecyzowaną opinię:
Czy prezes Grupy Azoty pracuje zdalnie?
Od poniedziałku, 2 marca, prezesem Grupy Azoty jest Marcin Celejewski. To 50-letni menedżer, który w swojej karierze działał w branży lotniczej – m.in. jako członek zarządu LOT-u. Poznała go też branża lotnicza w Katarze czy Kenii. Rządził w PKP Intercity, zasiadał też w zarządzie kolei ukraińskich, doradzał spółce Adamed Pfarma, był dyrektorem departamentu w Poczcie Polskiej.
W chemii pojawił się w grudniu 2025 roku jako prezes Zakładów Azotowych Puławy. Stamtąd, po trzech miesiącach, przeniósł się na fotel szefa całej grupy.
To absolwent Szkoły Głównej Handlowej, Uniwersytetu Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej oraz Cambridge Judge Business School.
W nawale obowiązków nowy prezes nie znalazł jeszcze czasu, by odwiedzić matecznik spółki.
– Czy ministerstwo zatrudniło pana na pracy zdalnej, bo w Tarnowie pan prezes nie pojawił się w swoim miejscu pracy. Czyżby Tarnów był jakimś niewygodnym miejscem do pracy? – zapytał publicznie tarnowski poseł Wiesław Krajewski (PiS).
To i kilka innych pytań usłyszał od parlamentarzysty szef Grupy Azoty w ubiegły czwartek, 26 marca podczas posiedzenia Sejmowej Komisji do spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych.
Rozpoczęło się ono w samo południe w Sali 111 budynku U sejmu.
Dokładnie o godzinie 13:24 prowadzący obrady Marek Suski udzielił głosu posłowi Wiesławowi Krajewskiemu.
Poseł z Powiśla najpierw odmalował sytuację w Grupie we wszystkich odcieniach czerni. Odniósł się do karuzeli personalnych na prezesowskich fotelach i do pomysłów restrukturyzacji, które wcześniej zaprezentował Marcin Celejewski.
Część z nich wprost odnosiła się do roli Tarnowa w układance chemicznego giganta.
– Chciałbym się odnieść do katastrofalnej sytuacji Grupy Azoty. Myślę, że rotacja na funkcjach zarządczych nie pomaga w zarządzaniu tak potężnym koncernem chemicznym, jakim są Azoty. Niepokoi mnie ta sytuacja – stwierdził.
Po czym zapytał wprost.
– Czy te restrukturyzacje, które są dosyć enigmatyczne w zaprezentowanej informacji i strategii powodują to, że w Tarnowie nie będzie Grupy Azoty, tylko, według tej enigmy, w jakimś innym miejscu? Co macie zamiar zrobić? Sytuacja jest katastrofalna! Proszę odpowiedzieć, jak chłopu na miedzy. O co chodzi? – grzmiał.
Już pierwsza riposta prezesa Celejewskiego była z gatunku ostrych:
– Co zamierzamy zrobić z Grupą Azoty? Chcemy tę grupę uratować. Bo gdy wszedłem do Grupy Azoty, zadawałem sobie pytanie, jak można tak rozwalić nierozwalany koncern?
Szef Azotów wspominał o przeszacowanych i pochłaniających wielkie pieniądze nie do końca trafionych inwestycjach.
– Azoty są rozwalone i tym zajmuje się prokuratura – skonstatował.
Prezes chyba nie lubi Mościc
Po chwili odniósł się do roli Tarnowa w strukturze firmy. Obecny matecznik Grupy Azoty nie jest, jak słyszymy, oczkiem w głowie obecnych decydentów.
– Czy pan wnosi o to, żeby wspierać tych, którzy nie wykonali żadnego ruchu, żeby wspomóc grupę jako rodzinę tylko dlatego, że pan jest z Tarnowa – pytał wprost.
By dodać za chwilę:
– Czemu mnie nie ma w Tarnowie? Grupa Azoty to pięćdziesiąt cztery spółki. Grupa Azoty ma siedzibę w Tarnowie tylko i wyłącznie ze względu na pewną strategiczną operację, która musiała być wykonana. Tarnowski zakład jest najmniejszym ze wszystkich zakładów. W ciągu całego okresu i w ciągu ostatnich dwóch lat występował bardzo złożony proces restrukturyzacyjny. Wiele z tych pięćdziesięciu czterech spółek wykonało gigantyczną pracę. Niektóre nie. Pytanie powstaje, dlaczego najsłabsze nie wykonały żadnej pracy i dzisiaj są kulą u nogi tych, którzy wykonali tę pracę – zakończył Marcin Celejewski.
Poseł Wiesław Krajewski skomentował to wystąpienie krótko.
– Butna wypowiedź – uciął.
Drugi tarnowski poseł zasiadający w Komisji do spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych – Robert Wardzała z Koalicji Obywatelskiej – głosu w sprawie Grupy Azoty nie zabrał. Był zajęty pisaniem na komputerze i w telefonie.
We wtorek, 31 marca 2026 roku, za akcję Azotów na warszawskiej giełdzie płacono 18,33 zł. A był kiedyś czas, że warta ona była aż 113 złotych. Ten rekord został ustanowiony 8 grudnia 2015 roku.