Nesta postraszyła Cracovię
Pasy wygrywały na lodzie z beniaminkiem z Torunia już 7:1, ale w końcówce hokeiści za bardzo się rozluźnili i stracili aż cztery gole. Trzy punkty pojechały jednak do Krakowa, a mistrzowie Polski myślami są już przy wtorkowym spotkaniu o Superpuchar.
Rozluźnienie w końcówce?
Na pierwszy rzut oka to miał być łatwy mecz. Cracovia – mistrz Polski i wicelider Polskiej Hokej Ligi, pojechała do Torunia na mecz z Nestą Mires – beniaminkiem, dziewiątą drużyną ekstraligi. Trener Rudolf Rohaczek przestrzegał jednak przed lekceważeniem przeciwnika, bo ten u siebie przeważnie wygrywał pierwsze tercje.
Podopieczni czeskiego szkoleniowca chyba nie posłuchali jego wskazówek, bo już w trzeciej minucie gospodarze objęli prowadzenie. Pasy odpowiedziały dość szybko i jeszcze w pierwszej tercji wyszły na prowadzenie 2:1. Kolejne cztery gole przyjezdnych w drugiej tercji i trafienie na początek trzeciej odsłony nie pozostawiały złudzeń - tylko cud mógł odebrać Pasom wygraną.
I choć cudu nie było, to końcówka meczu powinna martwić Rudolfa Rohaczka. Jego hokeiści w osiem minut stracili cztery bramki i z imponującego wyniku 1:7 zrobiło się 5:7.
Po pierwsze trofeum
Mecz w Toruniu to już jednak historia. We wtorek Comarch Cracovia może zdobyć pierwsze w tym sezonie trofeum. W Nowym Targu dokończy mecz o Superpuchar z Podhalem. Spotkanie rozpoczęło się 18 września i zostało przerwane w 34. minucie z powodu mgły. Do tego momentu gospodarze prowadzili 1:0 po trafieniu Jarosława Różańskiego. Początek zawodów o godzinie 18.30, transmisja w TVP Sport.
Nesta Mires Toruń - Comarch Cracovia 5:7 (1:2, 0:4, 4:1)
Bramki: Kukuszin (3., 59.), Podsiadło (52.), Kourach (54.), Dołęga (60.) - Wróbel (8.), Drzewiecki (14.), Dziubiński (24.), Sinagl (30.), Svitana (35.), Urbanowicz (35.), Dąbkowski (47.).