Nie będzie referendum ws. odwołania Jacka Majchrowskiego
Inicjatorzy przeprowadzenia referendum postanowili, że zawieszają akcję. W Krakowie nie dojdzie do powtórki scenariusza warszawskiego, gdzie mieszkańcy decydowali o losie gospodarza miasta. Osoby koordynujące krakowską akcję informują, że zebrali prawie 26 tysięcy podpisów poparcia, jednak zabrało im drugie tyle do skutecznego dokończenia projektu.
Członkowie różnych organizacji społecznych pod szyldem „Kraków Razem” chcieli doprowadzić do odwołania prezydenta Jacka Majchrowskiego oraz wszystkich członków Rady Miasta Krakowa. Jednak po podliczeniu podpisów oraz klęsce referendalnej w Warszawie postanowili odwołać inicjatywę. – Musimy przerwać całą akcję referendalną. Dziś przerywamy zbieranie podpisów – mówi Antoni Łopata z komitetu „Kraków Razem”.
Oficjalnie: klęska referendum w Warszawie
Inicjatorzy przeprowadzenia krakowskiego referendum mówią, że podstawowym argumentem, który zadecydował, że akcja zbierania podpisów nie będzie kontynuowana, to nieodwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz w stolicy. – Po obserwacjach warszawskiego referendum wiemy, że zebrać podpisy nie jest trudno. Jednak zachęcić ludzi do pójścia głosować to nie lada zadanie – tłumaczy decyzję Łopata.
Mirosław Gilarski, niezależny radny Krakowa, który wcześniej był w Prawie i Sprawiedliwości, przekonuje, że akcja referendalna nie miała szansy powodzenia w naszym mieście. – W Warszawie na kampanie wydano prawie milion złotych. Zrzuciły się trzy organizacje: PiS, Twój Ruch oraz Warszawska Wspólnota Samorządowa. My natomiast na wszystkie sprawy związane z organizacją wydaliśmy z własnej kieszeni 1,5 tysiąca złotych – informuje Gilarski.
Nieoficjalnie: mała liczba podpisów
Przez półtora miesiąca trwania akcji, organizatorom udało się zebrać niecałe 26 tysięcy podpisów. To jednak za mało, aby komisarz wyborczy mógł zdecydować o rozpisaniu referendum na terenie Krakowa. Zgodnie z polskim prawem, inicjatorzy muszą dostarczyć 50 tysięcy podpisów w przeciągu 60 dni od chwili decyzji PKW. Aby doprowadzić do głosowania, organizatorzy w 13 dni musieliby dostarczy 25 tysięcy podpisów. – Chcieliśmy zintensyfikować naszą akcje w ostatnich dniach – mówi Antoni Łopata.
Oficjalnie inicjatorzy odwołania Jacka Majchrowskiego twierdzą, że mieszkańcy bardzo chcieli podpisywać listy, ale obawiali się represji ze strony Urzędu Miasta Krakowa. – Często słyszeliśmy, że nie podpiszą wniosku, bo boją się utraty pracy. Mieszkańcy czuli się zastraszeni, że urzędnicy zobaczą ich dane osobowe – wyjaśnia Barbara Łopacińska z „Kraków Razem”. Przypomnijmy, że weryfikacją podpisów nie zajmują się podwładni prezydenta miasta, a urzędnicy Państwowej Komisji Wyborczej.