Nie chcą oddać 25 tys. podpisów. Zajmie się tym sąd?

Inicjatorzy przeprowadzenia referendum ws. odwołania Jacka Majchrowskiego przechowują 25 tysięcy szczegółowych danych osobowych. Sprawą postanowiła zająć się Teresa Rak, komisarz wyborcza, która po Nowym Roku poprosi o pomoc prawną Państwową Komisję Wyborczą oraz Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Pełnomocnik komitetu zbierającego podpisy w trakcie rozmowy z nami, nie chciał komentować sprawy, rzucił słuchawką, a wcześniej stwierdził, żebyśmy się zajęli czymś innym.

Udało nam się ustalić, że osoby chcące odwołania Jacka Majchrowskiego z funkcji Prezydenta Miasta Krakowa przechowują podpisy 25 tysięcy obywateli. Na listach, swoje bardzo szczegółowe dane osobowe zostawili krakowianie, którzy poparli pomysł zmiany gospodarza miasta. Pod wnioskiem trzeba było wpisać imiona i nazwisko, adres zamieszkania, numer PESEL oraz złożyć własnoręczny podpis.

25 tysięcy danych w rękach przypadkowych osób

13 września bieżącego roku do Urzędu Miasta Krakowa wpłynęło zawiadomienie o zamiarze przeprowadzenia referendum ws. odwołania Jacka Majchrowskiego przed upływem jego trzeciej kadencji. Wśród powodów, które organizatorzy wymieniali, znalazło się m.in. zadłużanie miasta, zła polityka mieszkaniowa czy podwyżki różnego rodzaju podatków.

Według oficjalnych przekazów medialnych, organizatorzy prawie co tydzień chwalili się coraz większą liczbą podpisów pod wnioskiem. Jednak nie udało im się zebrać 50 tysięcy podpisów, dzięki którym komisarz wyborczy musiałby rozpisać referendum. 30 października członkowie Stowarzyszenia „Kraków Razem” poinformowali, że przerywają akcję. Podali, że mają zaledwie połowę wymaganych podpisów, czyli ok. 25 tysięcy. – Jeśli inicjatorzy mówią o 15 tysiącach podpisów, to raczej mają ich połowę – skomentował na łamach „DP”, w połowie akcji referendalnej Jacek Majchrowski.

Pełnomocnik komitetu: „Niech się pan zajmie czymś innym!”

Postanowiliśmy zapytać jednego z organizatorów akcji, czy podpisy zostały zniszczone zgodnie z procedurami lub złożone u komisarza wyborczego. – Pełnomocnik komitetu ma te podpisy. Niech pan pyta Antoniego Łopatę – mówi radny Krakowa Mirosław Gilarski, który był liderem komitetu referendalnego, dążącego do odwołania Jacka Majchrowskiego.

Dlaczego Państwo nie zniszczyli tych podpisów i nadal je przechowujecie? – pytaliśmy dalej. – Skąd pan wie, że nie zniszczyliśmy? Niech pan rozmawia z pełnomocnikiem – uciął rozmowę samorządowiec. Pełnomocnik komitetu wyborczego nie chciał z nami rozmawiać na temat przechowywania podpisów. – Nie ma tematu tej rozmowy. To nie jest temat dla pana – stwierdził Antoni Łopata, emerytowany pracownik Akademii Górniczo-Hutniczej.

I dodał, że nie powinniśmy zajmować się tym zagadnieniem. – Takimi rzeczami się pan interesuje, a nie zajmuje się pan sprawami korupcyjnymi, budżetu czy innymi zagadnieniami – mówi w rozmowie z LoveKraków.pl zdenerwowany Łopata. – Odmawiam jakiejkolwiek odpowiedzi – stwierdził i rzucił słuchawką telefonu.

Komisarz wyborczy: „Nie reagują na moje pisma”

Komisarz Wyborczy w Krakowie już kilka razy interweniowała u pełnomocnika, aby zwrócił podpisy do delegatury Krajowego Biura Wyborczego. – Wzywałam, aby zdeponowali podpisy, ale niestety, nie było żadnej reakcji z ich strony – informuje LoveKraków.pl Teresa Rak, komisarz wyborczy. – Oprócz ponagleń telefonicznych, wysłałam oficjalne pismo – dodaje.

Sędzia Sądu Apelacyjnego w Krakowie zapowiada, że po Nowym Roku sprawa będzie rozpatrywana po raz kolejny. – Opracujemy plan działania, aby sprawę doprowadzić do końca – mówi komisarz Rak. W styczniu ma spotkać się nieformalny zespół, podczas którego zostanie sformułowana prośba o pomoc prawną do przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej oraz Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Po naszej interwencji sprawą zajął się szef Krajowego Biura Wyborczego minister Kazimierz Czaplicki. Jeden z pracowników Zespołu Prawnego i Organizacji Wyborów KBW zdradza, że: – Prawo w tej materii jest dość skomplikowane, ponieważ w ustawie nie jest napisane wprost, że trzeba oddać podpisy do komisarza wyborczego – informuje.

GIODO: „Zajmiemy się sprawą”

Teresa Rak zdradza, że sprawą nieoddanych list powinien zająć się również Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. – Będziemy chcieli wyjaśnić tę kwestię z organami odpowiedzialnymi za ochronę szczególnie wrażliwych danych, bo niewątpliwie do takich należy numer PESEL oraz adres zamieszkania – dodaje sędzia Rak.

Rzeczniczka prasowa GIODO wyjaśnia, że niestety przepisy o referendach lokalnych nie precyzują wprost, kiedy należy zwrócić listy do odpowiednich urzędów. – Rzecznik Praw Obywatelskich zwracał uwagę na problem przechowywania dokumentów z danymi – mówi Małgorzata Kałużyńska-Jasak.

W Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji trwają w tym momencie prace nad uszczegółowieniem zapisów ustawowych, aby w przyszłości nie dochodziło do podobnych problemów, jak w naszym mieście. – Karty z danymi osób powinny być zniszczone, jeśli nie zostaną wykorzystane. Z pewnością nie mogą one pozostawać w dyspozycji podmiotu, który je gromadzi na potrzeby referendum. W takiej sytuacji istnieje ryzyko wykorzystania ich niezgodnie z pierwotnym celem – komentuje w „Dzienniku Gazecie Prawnej” dr Ryszard Piotrowski.