„Nie da się sobie kupić Krakowa”. Miszalski ostro po rejestracji komitetu referendalnego
Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski zabrał głos w dniu, w którym Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała komitet referendalny w sprawie jego odwołania. Podczas briefingu podkreślał, że nie zgadza się z samą ideą referendum w tej sytuacji i odrzuca argumenty jego inicjatorów.
– Po pierwsze, wiem, że niektóre środowiska tak to traktują, ale instytucja referendum nie jest instytucją dogrywki, nie jest instytucją odwołania się od wyroku wyborców – mówił prezydent Krakowa. – Jeżeli jakieś środowiska przegrały, to powinny poczekać do kolejnych normalnych wyborów – dodał.
Referendum to nie „kupmy sobie Kraków”
Miszalski przekonywał, że referendum nie może być sposobem na podważanie wyniku wyborów samorządowych. – Rozumiem że niektórzy są bardzo niecierpliwi, nie mogą doczekać się ponownego werdyktu, no ale powiedzmy sobie szczerze, nie da się sobie kupić Krakowa – stwierdził.
Prezydent wprost kwestionował oddolny charakter inicjatywy referendalnej. – Jeżeli jak słyszymy, jest to inicjatywa oddolna mieszkańców, to skąd ci biedni obywatele mają setki tysięcy złotych, a może miliony złotych na kampanię hejtu i nienawiści, którą obserwujemy przez ostatnie miesiące w Krakowie? – pytał.
Pytania o finansowanie i „gazetki w skrzynkach”
W kolejnych wypowiedziach prezydent powracał do kwestii pieniędzy stojących za inicjatywą. – Kto to finansuje? Czy ktoś z Państwa zadał sobie to pytanie? Skąd biorą się te naprawdę setki tysięcy, a może i miliony złotych? – mówił. – Jest przynajmniej pięć tytułów różnego rodzaju gazetek, które niezbyt obiektywnie przedstawiają rzeczywistość, ale są w prawie każdej skrzynce – dodał.
Miszalski pytał również, czy osoby występujące jako twarze inicjatywy rzeczywiście dysponują takimi środkami. – Czy to naprawdę ci panowie, którzy tam na dole zaraz będą mówić o tej inicjatywie, mają na to środki? To jest chyba pytanie, które warto sobie postawić – mówił.
Środowiska skrajne i polityczne nazwiska
Prezydent zwracał uwagę na polityczne zaplecze inicjatywy referendalnej. – Kraków nigdy nie był skrajny. Kraków jest zawsze miastem o poglądach trochę centrowych, a trochę po prostu wyważonych – podkreślał. – Już widzimy, że środowiskami, które za tym referendum będą stały, są środowiska skrajne – dodał.
W tym kontekście wymieniał konkretne osoby. – Mamy pana Hareńczyka, czyli przyjaciela Brauna, z drugiej strony pana Jakubowskiego, Hoffmana, polityków często o skrajnych poglądach – mówił. – Myślę, że nie jest to inicjatywa realnie oddolna mieszkańców, tylko z jednej strony potężnego kapitału, który z tym stoi, a z drugiej strony środowisk skrajnych – dodał.
„Krakowianie są mądrzy”
Miszalski deklarował jednocześnie szacunek dla procedur przewidzianych w prawie.
– Szanuję to, że jest taka możliwość, każdy ma prawo te podpisy zbierać, więc będziemy się tej inicjatywie przyglądać – dodał.
Podkreślał też, że prace miasta toczą się niezależnie od sytuacji politycznej. – Urząd pracuje niezmiennie – mówił. – A w czwartek zapraszam na konferencję prasową o godzinie 10.00, na której będę przedstawiać plany na ten najbliższy rok – zapowiedział.