Nie jesteśmy miastem depresji i braku energii
Szanowny Panie Grzegorzu. Z wielką uwagą przeczytałem Pański emocjonalny list dotyczący bezpieczeństwa w Krakowie. Nie bagatelizuję tego tematu, ale proszę nie oczekiwać, że nagle wyprę się używanych przeze mnie argumentów, które – jak czytam – doskonale Pan zna.
Uporządkujmy je jednak:
Statystyki policyjne nie są tajemnicą – Kraków nie jest ani bezpieczniejszy ani mniej bezpieczny od innych wielkich Polskich miast. W Krakowie jest pod tym względem podobnie jak we Wrocławiu, Łodzi czy Poznaniu, chociaż są to miasta z mniejszą liczbą mieszkańców niż nasz miasto.
Dbałość o bezpieczeństwo jest zadaniem administracji rządowej, a nie samorządu i to w budżecie państwa powinny być zarezerwowane odpowiednie pieniądze na walkę z przestępczością. Godzimy się jednak z tym, że jako samorząd z pieniędzy należących do mieszkańców dofinansowujemy policję, bo chcemy, żeby mieszkańcy czuli się bezpiecznie. Finansujemy dodatkowe patrole, współfinansujemy zakup radiowozów i potrzebnego sprzętu. Przygotowujemy projekt monitoringu wizyjnego i jako miasto weźmiemy na siebie jego instalację i utrzymanie – ok.8 mln zł rocznie.
Mogę Pana zapewnić, że jako Jacek Majchrowski mam w pełni przekonanie, że konieczna jest polityka „zero tolerancji dla kryminalistów”. Nieuczciwa byłaby jednak obietnica, że jako prezydent miasta będę ją wcielał w życie. Od ścigania kryminalistów nie są podlegli mi urzędnicy magistraccy, tylko policja, prokuratura i sądy. Póki co nie podlegają one samorządowi terytorialnemu.
I ostatnia kwestia. Pisze Pan o „ulicach spływających krwią krakowian” i zastanawia się : „Skoro ja nie czuję się bezpieczny w mojej „dobrej”, „prestiżowej” i „spokojnej” dzielnicy, to co dopiero mają powiedzieć mieszkańcy Kurdwanowa, Bieżanowa, Mistrzejowic, Wzgórz Krzesławickich, Prokocimia, Azorów i innych mordorów? ”
Otóż rok temu zapytaliśmy krakowian o to, czy czują się bezpiecznie w swojej dzielnicy. 63 proc. krakowian odpowiedziało na to pytanie „tak”. Zdecydowanie nie czuje się bezpiecznie w swoim otoczeniu niecałe 6 proc. ankietowanych.
Odczytuję Pana list jako wyraz troski o Kraków. Warto jednak czasem oceniać własne miasto bez aż tak wielkich emocji i warto je porównać z innymi. We wszystkich dziedzinach – nie tylko w kwestiach bezpieczeństwa, ale też komunikacji, edukacji, i wielu innych. Może okazałoby się wtedy, że jednak nie jesteśmy miastem depresji i braku energii?