„Nie możemy opierać gospodarki Krakowa tylko na korporacjach” [ROZMOWA]
Patryk Salamon, LoveKraków.pl: W jakim miejscu jest dziś gospodarka Krakowa? Złym, bardzo złym, a może nadzwyczaj dobrym?
Prof. Stanisław Mazur, zastępca prezydenta Krakowa: Gospodarka Krakowa ma się dobrze. Nie ulega jednak wątpliwości, że wchodzi w fazę widocznej korekty, wynikającej z konieczności dopasowania się do zmian technologicznych i uwarunkowań płacowych. Z jednej strony to rosnące koszty pracy, z drugiej – wpływ sztucznej inteligencji oraz wysokie koszty życia w Krakowie. To wszystko powoduje, że nawet w sektorach, dynamicznie do tej pory się rozwijających, zaczynamy dostrzegać konsekwencje tych zmian.
Pojawiają się zapowiedzi zwolnień grupowych. Do połowy maja to około 2,8 tys. osób, a więc jest to większa skala niż w ubiegłym roku. Równocześnie firmy, które to zapowiadają, zatrudniają nowych pracowników. Warto dodać, że osoby, które tracą pracę w tym sektorze, relatywnie szybko znajdują zatrudnienie w innych firmach tego sektora. Co istotne, w Krakowie wciąż powstaje więcej miejsc pracy niż ich ubywa.
Wraz ze zmianami w gospodarce globalnej – z którą jesteśmy silnie zintegrowani – firmy muszą przestawić się na inny tryb działania. Ważnym jego elementem jest poszukiwanie pracowników o wyższych lub innych kompetencjach.
Przedstawiciele firm, które sygnalizują zamiar zwolnień, zgodnie mówią: „My chcemy tu zostać, ale potrzebujemy pracowników o wyższych lub innych kompetencjach.” Często słyszę: „Jeżeli wspólnie zbudujemy zdolność generowania w Krakowie kompetencji wyższego rzędu, zwiększymy zatrudnienie.” Krótkookresowo może to być postrzegane jako problem. Strategicznie – to szansa, aby krakowska gospodarka przeobrażała się od gospodarki obsługi procesów biznesowych w kierunku gospodarki wysokich technologii i centrów badawczych. To dobry kierunek zmian, który trzeba zdynamizować. Mamy potencjał, aby to zrobić. Spotkania, które wspólnie odbywamy z tymi środowiskami z prezydentem Miszalskim, jasno na to wskazują.
Miasto w jakiś sposób próbuje w tym uczestniczyć?
Aby być gotowymi na zmiany gospodarcze, które rysują się na horyzoncie, pracujemy nad rozwiązaniem, które określamy jako system wczesnego reagowania. Jest on pomyślany jako zestaw działań, które mają ułatwić gospodarce Krakowa adaptację do nowych uwarunkowań wynikających z turbulencji ekonomicznych oraz budować jej konkurencyjność. Mowa o rozwiązaniach służących między innymi uruchamianiu programów kształcenia i podnoszenia kompetencji czy też inicjowaniu prac aplikacyjnych, podnoszących konkurencyjność krakowskiej gospodarki. Szerzej będzie o tym mówić, kiedy zakończymy pracę nad tym systemem. To nieodległy termin.
Nie obawia się Pan, że Kraków stanie się wyłącznie centrum korporacyjnym, a rynek pracy będzie wyjałowiony?
Zróżnicowanie gospodarki miejskiej jest potrzebne. Potrzebujemy silnego sektora firm globalnych. Obecnie zatrudnia on około 110 tysięcy osób. W interesie miasta jest, aby ten sektor był obecny i się rozwijał. To jednak za mało. Potrzebujemy także bardzo silnego sektora startupów. Musimy także budować przemysł cechujący się wysokim zaawansowaniem technologicznym. Dlatego konsekwentnie poszerzamy przestrzenie inwestycyjne – głównie w Nowej Hucie, właśnie z myślą o takich firmach. Bardzo aktywnie działa w tym zakresie spółka Nowa Huta Przyszłości. Rozmawiamy ze środowiskiem krakowskich startupów na temat stworzenia przestrzeni do pracy i badań dla tego sektora. W tym środowisku są wielkie pokłady innowacyjności i kreatywności. A to przecież one na końcu przesądzają o sile gospodarki, jakości miejsc pracy i wynagrodzeniach. Zwracam uwagę, że Kraków ma wciąż słabo wykorzystany potencjał badawczy dotyczący sektora obronnego i technologii podwójnego zastosowania.
Pan Prezydent mówi o nowych strefach przemysłowych. Czy nie będzie protestów mieszkańców, które zablokują te inwestycje, a przez nie osłabi się zapał lokalnych polityków?
Mam wrażenie, że przez lata zapomnieliśmy w Krakowie – budując komunalną infrastrukturę miasta, podnosząc jakość usług publicznych, za czym mocno się opowiadam – że gospodarka ma znaczenie i że musimy budować trwałe podstawy wzrostu gospodarczego miasta. Miasto musi być zdolne do generowania przychodów, które pozwolą realizować nie tylko bieżące działania, ale skutecznie prowadzić projekty rozwojowe – właśnie te, które tworzyć będą stabilne podstawy wzrostu gospodarczego. Już wiemy – bo zaczynamy tego doświadczać – że nie możemy przyszłości gospodarczej Krakowa opierać tylko na globalnych korporacjach.
Aby konsekwentnie poprawiać jakość życia w Krakowie, musimy poszerzać bazę podatkową miasta. Bez nowych inwestycji, nowych miejsc pracy – tego nie zrobimy. Potrzebujemy do tego nowych przestrzeni. Prężnie w tym zakresie działa miejska spółka Nowa Huta Przyszłości. Pozyskuje ona tereny, także od ArcelorMittal. Kolejną kwestią jest skomunikowanie tej części miasta – mamy linię kolejową, drogę ekspresową S7, a pierwsza linia metra zapewne będzie prowadzić w kierunku Nowej Huty.
Porozumienie z największą firmą magazynową w Polsce, 7R, jest dopięte?
Tak, porozumienie z firmą 7R zostało dopięte – i nie ukrywam, że to jeden z projektów, z których jestem szczególnie dumny. Od początku wiedzieliśmy, że potencjał terenów „Ruszczy” w Nowej Hucie jest ogromny, ale żeby go w pełni wykorzystać, potrzebny był silny partner i klarowna wizja. Przez ostatnie miesiące byłem bezpośrednio zaangażowany w rozmowy z inwestorem – zależało mi, by nie była to tylko kolejna inwestycja magazynowa, ale coś znacznie bardziej ambitnego.
Efektem tej współpracy jest budowa nowoczesnego hubu technologiczno-produkcyjnego, którego łączna powierzchnia przekroczy 230 tysięcy metrów kwadratowych. Co ważne, inwestycja powstaje w standardzie 7R Green Saver – to znaczy, że spełnia nie tylko wymogi środowiskowe, ale aktywnie ogranicza emisje CO₂ i zużycie energii. Dodatkowo w projekcie przewidziano przestrzenie dla mniejszych firm i lokalnych przedsiębiorców – tak, by ten rozwój mógł być wspólny i zrównoważony.
Da się obiektywnie ocenić, jaki to będzie zysk dla miasta?
Tak i nie, bo będzie on wielowymiarowy – od nowych miejsc pracy i pobudzenia lokalnej gospodarki, po konkretne wpływy do budżetu. Tylko z podatku od nieruchomości mówimy o około 12 milionach złotych rocznie – nie licząc PIT-ów i CIT-ów. Ale dla mnie najważniejsze jest to, że przywracamy do życia teren, który przez lata był symbolem zapomnienia. Ruszcza ma szansę stać się jednym z motorów rozwoju Nowej Huty – i cieszę się, że miałem swój udział w rozpoczęciu tego projektu.
Wracając jeszcze do tematu przemysłu: wystarczy zapału?
Kraków musi dać inwestorom sygnał – oprócz silnego sektora usług budujemy też drugą, przemysłową nogę gospodarki. Jest to szczególnie ważne w czasach niepewności – pandemii, konfliktów, zmian geopolitycznych. Musimy skracać łańcuchy dostaw, lokować produkcję bliżej i być gotowi na turbulencje. Jeśli np. USA wprowadzą cła na usługi – a niemal 40 procent wartości wytwarzanej przez krakowskie korporacje trafia właśnie tam – to może to zagrozić naszej gospodarce.
Czyli Trump może zabić gospodarkę Krakowa?
Jeśli wprowadzi cła na usługi, to rentowność firm eksportujących usługi do USA drastycznie spadnie. To dotknęłoby około 20 procent firm działających w Krakowie w sektorze korporacji. Sposobem reagowania na to będzie podnoszenie kompetencji i tworzenie centrów badawczo-rozwojowych. Firmy zaawansowane technologicznie, posiadające pracowników o wyższych kompetencjach, lepiej sobie z tym poradzą.
Mówi Pan o korporacjach i przemyśle, ale ani razu nie padło słowo „turystyka”. Czy ta gałąź rzeczywiście jest tak ważna dla Krakowa, czy to może mit?
Turystyka jest ważna z kilku powodów. Po pierwsze – buduje rozpoznawalność Krakowa. To jego błogosławieństwo, choć dla części mieszkańców bywa uciążliwością. Po drugie – to ważny segment krakowskiej gospodarki, dający około 50 tysięcy miejsc pracy. Po trzecie – turystyka dywersyfikuje gospodarkę, a im bardziej zróżnicowana gospodarka, tym lepiej znosi kryzysy.
Turystyka podkreśla wyjątkowość Krakowa – tradycje, dziedzictwo, historię. To również przyciąga ludzi, którzy chcą tu żyć i pracować. W ubiegłym roku Kraków odwiedziło ponad 14,5 miliona osób.
Tylko że to głównie turyści krajowi. Kraków ma jeszcze coś do zaoferowania turystom zagranicznym?
Niestety, liczba turystów zagranicznych spada. To niepokojące. Musimy przemodelować ofertę i postawić na bardziej zasobnego turystę. Ale taki turysta będzie oczekiwał nieco innej oferty. Bez jej przygotowania pozostaniemy w pułapce taniej rozrywki. Musimy zbudować spójną, wielowymiarową strategię rozwoju turystyki. Jej elementem powinno być także rozwiązanie problemu wynajmu krótkookresowego i opłaty turystycznej, o co Kraków od lat zabiega. Mocno się w to angażuje prezydent Miszalski. Czytałem w zeszłym tygodniu o Barcelonie – tam też walczą z nadmiarem turystów i regulują najem krótkoterminowy.
Tak, cała Hiszpania tak robi.
Gdybyśmy uregulowali najem krótkoterminowy, być może zmieniłby się też profil turysty. Pokutuje nadal także brak opłaty turystycznej, mimo wielu obietnic składanych przez polityków. A to pieniądze pochodzące z tej opłaty mogłyby wspierać transformację naszej turystyki.
Jak Kraków chce przyciągnąć inwestorów? Stoisko miasta na targach w Cannes nie jest jakoś tłumnie odwiedzane. Kraków, wzorem innych polskich miast jak np. Warszawy, Łodzi czy Poznania, nie może na takie wydarzenia doprosić inwestorów, w tym przypadku – akurat deweloperów?
Gdy rozpocząłem pracę w urzędzie, dowiedziałem się, że nikt z biznesu nie jedzie z miastem na targi w Cannes. Usłyszałem, że udział biznesu może być „niebezpieczny” i wywoływać niekorzystne komentarze. To dla mnie niezrozumiałe. Rozmawiałem z prawnikami, ale niewiele wtedy wskórałem. Po powrocie z tych targów, gdzie zobaczyłem, że niemal wszystkim polskim miastom towarzyszyli przedstawiciele biznesu, zadałem sobie pytanie, dlaczego nie mamy jako miasto wykorzystać tej formuły. Pracujemy obecnie nad zasadami udziału Krakowa w targach oraz kryteriami wyboru firm, które byłyby zainteresowane promowaniem się na targach. Jeżeli te propozycje spotkają się z akceptacją prawników i aprobatą władz miasta, droga będzie otwarta. Kraków, podobnie jak inne miasta, będzie mógł pokazywać swój potencjał gospodarczy oraz promować firmy, które w mieście działają.
Ale co jeśli prezydent Miszalski – bo pojawi się argument, że zaraz politycznie zaatakuje go radny Łukasz Gibała – nie zgodzi się na taką otwartą współpracę z deweloperami?
Będę przekonywał prezydenta, bo to nie moje „widzimisię”, tylko konieczność. Albo będziemy nowoczesnym miastem, które umie rozmawiać z inwestorami, albo będziemy archipelagiem pomysłów oderwanych od rzeczywistości. Musimy działać transparentnie – jasne zasady, konkursy, wybór partnerów. I taką ścieżkę chcemy zbudować.
Dlaczego temat bezpieczeństwa energetycznego w Krakowie w ogóle nie wybrzmiewa? Przecież wiemy, że Skawina czy Łęg są mocno przestarzałe. Co dalej?
W tej sprawie naprawdę sporo się dzieje, chociaż nie wszystko trafia do przestrzeni publicznej. I na tym etapie to lepiej. Toczą się rozmowy, których szczegółów nie mogę jeszcze ujawniać, ale wszystko wskazuje na to, że niedługo zapadnie decyzja bardzo istotna – pozytywna, namacalna, pokazująca, że miasto myśli o dywersyfikacji źródeł energii i uniezależnianiu się od starych rozwiązań.
Chcemy podjąć realne działania, które pozwolą zadbać o bezpieczeństwo energetyczne w perspektywie kilkunastu lat. To nie jest temat na hasła czy kampanie, tylko konkretna, techniczna praca. Jeśli uda nam się dopiąć to, o czym rozmawiamy, będzie to milowy krok. I będziemy o tym otwarcie mówić w pierwszym możliwym momencie.