Nie od razu legendę zbudowano

Mało jest rodzin w historii miasta Krakowa tak ściśle związanych z jego rozwojem jak ród Estreicherów. Do niekończącej się listy zasług, które królewski gród im zawdzięcza, możemy bez zastanowienia dodać pełną ciepła i barwnych postaci książkę „Nie od razu Kraków zbudowano” autorstwa Karola młodszego.

Fascynująca podróż do zapomnianego

Ród Estreicherów, który ściśle związał się z rozwojem miasta oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego na okres ponad dwustu lat, portretowany jest w biograficznej powieści młodszego Karola Estreichera jako typowa rodzina inteligencka z początków XX wieku. Ojciec Stanisław (aresztowany później w trakcie Sonderaktion Krakau i więziony w Sachsenhausen, gdzie zmarł) prowadził młodego chłopca przez świat wybitnych umysłów, śladami Wyspiańskiego, Mehoffera i Opieńskiego. Częściej obecna w domu matka (ze znanego rodu Longchamps de Berier) z dużą wyrozumiałością podchodziła do dziecięcych psot swojego jedynego syna.

Wpływ rodziców na Karola Estreichera opisany przez niego we wspomnieniach stanowi oś książki. Nie tylko z tego powodu, że rodzice są postaciami towarzyszącami większości przygód chłopca, ale głównie dlatego, że ich przynależność do elity ówczesnego miasta Krakowa ustawia optykę całej opowieści. „Nie od razu Kraków zbudowano” pisana jest z lekkim i pełnym ciepła tonem, bowiem dzieciństwo Karola, mimo porażek wieku młodzieńczego, było bardzo uprzywilejowane. Początek XX wieku nie był czasem spokojnym ani w historii Polski, ani Europy. W opowieściach Estreichera nie ma jednak echa wielkich wojen, sporo miejsc poświęconych jest sławnym postaciom, które miały niebagatelny wpływ na losy miasta. Karol Estreicher miał do nich dostęp od najmłodszych lat dzięki koneksjom rodziców, o czym mowa jest w niemal każdej opisywanej historii.

Mały chłopiec i ludzie na piedestale

Wszystkie psoty bohatera, zazwyczaj rozwiązywane przez zapobiegliwych rodziców, są w książce pretekstem do wprowadzenia nazwisk, które obecnie zdobią tabliczki krakowskich ulic. Oczami małego Karolka mamy więc okazję poznać ze strony prywatnej m.in. ówczesnego prezydenta miasta, twórcę tzw. Wielkiego Krakowa, Juliusza Leo, któremu zawdzięczamy wykupienie perły miasta – Wawelu – z rąk Austriaków. Na późniejsze zainteresowanie sztuką Karola Estreichera wpływ miały z pewnością przyjaźnie jego ojca z krakowskimi twórcami modernizmu z Wyspiańskim na czele. Na ulicach miasta chłopiec co rusz spotyka ludzi wspominających jego dziadka, babcię, ojca, matkę lub innych darzonych szacunkiem krewnych. Kraków młodego Karola Estreichera, jeszcze nie utytułowanego profesora, ale chłopca w krótkich spodenkach, jest przepiękny, ale też opisywany z dużej perspektywy czasowej. Nic więc dziwnego, że jest krainą mlekiem i miodem płynącą, najszczęśliwszą oazą dzieciństwa. Czy taki był na początku XX wieku? Z pewnością obraz ten nie był tak różowy, ale wizja Karola Estreichera jest o tyle wartościowa, że niesie bezcenną wiedzę na temat życia intelektualistów krakowskich sto lat temu.