Nie wyrzucaj jedzenia. Oddaj je w jadłodzielni [Rozmowa]

W Krakowie powstanie wkrótce pierwsza jadłodzielnia – miejsce, w którym każdy będzie mógł oddać jedzenie, którego nie jest w stanie wykorzystać. O tym, jak to dzielenie się żywnością ma wyglądać w praktyce, opowiada Weronika Wirtel, jedna z inicjatorek Foodsharing Kraków.

Jakub Drath, LoveKraków.pl: Przygotowujecie pierwsze w Krakowie jadłodzielnie. Jaka idea im przyświeca?

Weronika Wirtel, Foodsharing Kraków: Chodzi o to, by nauczyć mieszkańców Krakowa dzielenia się jedzeniem, którego nie mogą wykorzystać. By nie wyrzucali go do kosza, tylko przekazywali do punktu, w którym każdy może się takim jedzeniem poczęstować.

Jak ma to działać w praktyce?

Jadłodzielnie mają być ogólnodostępne i zlokalizowane w różnych punktach Krakowa. Pierwsza z nich będzie na pewno w ścisłym centrum, ale mamy nadzieję, że później będą to np. uczelnie, zamknięte osiedla czy miejsca związane z kulturą i że będą sięgać od centrum aż po obrzeża. Liczymy na to, że same będą się do nas zgłaszać osoby, z którymi będziemy wspólnie otwierać kolejne punkty. Każda jadłodzielnia będzie oznakowana, będzie wyposażona w lodówkę i w regały. W każdym z takich miejsc znajdzie się też lista produktów, których niestety nie będzie można tam przynosić, takich jak surowe mięso czy mleko. Takich, które są mniej bezpieczne i których data ważności jest krótka.

Czy w Polsce funkcjonują już takie punkty?

W Polsce najwięcej, bo już trzy jadłodzielnie, działa w Warszawie. I to tamtejsi organizatorzy są dla nas wsparciem merytorycznym: oni nas w to wprowadzili, wskazali możliwe problemy, z nimi się kontaktujemy, by o coś zapytać. Ale w innych miastach też stopniowo powstają podobne miejsca.

Dla kogo powstają takie jadłodzielnie? Czy mówimy tu o najbiedniejszych, czy niekoniecznie?

Produkty będą dostępne dla wszystkich, choć wiadomo, że z takich miejsc będą korzystać również osoby, które mają ograniczone fundusze. Każdy może coś przynieść. Jeśli np. zostanie niewykorzystany catering po imprezie, konferencji czy weselu, albo kiedy planujemy wakacje lub po prostu wyjazd na weekend, lepiej jest przynieść jedzenie do takiego punktu, niż pozwolić mu się zmarnować. Wtedy każdy będzie mógł się tym poczęstować, a my na pewno nie będziemy sprawdzać, kto z tego korzysta. Opiekun będzie natomiast sprawdzał przynoszone produkty, aby wszystko było bezpieczne.

Czy w każdym z tych punktów ktoś będzie pracował na stałe?

Na pewno każde miejsce będzie miało swojego opiekuna, natomiast to nie będzie stała praca. Osoba odpowiedzialna będzie czuwać nad porządkiem, czystością, nad sprawdzaniem przynoszonych produktów.

Jakie zgody musieliście uzyskać?

Tak naprawdę chodzi o ustalenie wszystkich warunków z właścicielami miejsc, w których znajdą się nasze lodówki i regały. Oni zobowiązują się przede wszystkim do tego, by zapewnić dostęp do prądu. Jeśli chodzi o sanepid, dzięki tym zasadom o których mówiłam wcześniej, np. dotyczącym mleka czy mięsa, ograniczamy zakres niebezpieczeństwa.

Kiedy projekt ruszy i gdzie pojawi się pierwszy punkt?

Na razie mogę zdradzić tylko tyle, że będzie to ulica Długa. Mam nadzieję, że naszą pierwszą jadłodzielnię otworzymy na przełomie września i października, m.in. ze względu na studentów, których będziemy tam zapraszać. Ciągle poszukujemy lodówki do tego miejsca, ponieważ tam akurat dysponujemy taką przestrzenią, że może to być lodówka większa, a na razie takiej nie mamy. Tylko tego nam brakuje, bo na szczęście spotkaliśmy się z dużym odzewem od wolontariuszy, więc pierwszych opiekunów do tego miejsca mamy zapewnionych.