Niebieski taran zdobył twierdzę przy Reymonta
Wisła Kraków doznała pierwszej w tym sezonie porażki przed własną publicznością. Pogromcą Białej Gwiazdy okazał się Ruch. Komplet punktów zapewnił Niebieskim złoty strzał Grzegorza Kuświka.
Konia z rzędem temu, kto przed startem sezonu 2013/14 wytypowałby, że na dowolnym jego etapie starcie Wisły z Ruchem określane będzie mianem spotkania na szczycie. Pogrążonym w kryzysie finansowym krakowianom wróżono raczej walkę o utrzymanie w Ekstraklasie. Chorzowianie zaś na najwyższym poziomie rozgrywek występują tylko dzięki wycofaniu się Polonii Warszawa. Na koniec poprzednich rozgrywek zajęli bowiem 15., „nagradzane” spadkiem miejsce.
Tymczasem po 24 seriach spotkań Niebiescy przyjechali pod Wawel jako trzeci zespół w tabeli, z imponującą serią pięciu kolejnych zwycięstw. Zaś wyjeżdżają z mianem wicelidera i pierwszej ekipy, która zdobyła twierdzę przy Reymonta 22.
– Ruch był dobrze zorganizowany, grał z kontry, czyli tak, jak się powinno grać na wyjazdach. Szkoda tego wyniku. Nie wykorzystaliśmy naszych dogodnych sytuacji. Zawsze stwarzaliśmy ich dużo, a dziś było ich jak na lekarstwo – narzekał Franciszek Smuda. Precyzując jego słowa, naliczyliśmy dwie, być może trzy. Wiślakom ani raz nie udało się zaplanować i przeprowadzić składnej akcji zakończonej celnym strzałem. Nawet w tych nielicznych momentach, gdy pod bramką Buchalika robiło się gorąco, większą rolę odgrywał przypadek niż piłkarskie umiejętności.
Niebieska precyzja
Najlepsze sytuacje zmarnowali Łukasz Garguła i Semir Stilić. Ten pierwszy przeniósł piłkę ponad bramką strzałem głową z kilku metrów. Bośniak był bliższy szczęścia – jego uderzenie z linii bramkowej wybił wychowanek Wisły, Piotr Stawarczyk. – Ta piłka była trochę za wysoko. Z tego powodu trudniej było mi ją mocno uderzyć – przyznał Stilić. Wypada w tym miejscu nadmienić, że rozegrał on zdecydowanie najsłabsze zawody w koszulce z biała gwiazdą, co było jedną z przyczyn kiepskiej postawy całego zespołu.
Wprawdzie i Niebiescy jakością swojej gry nikogo na kolana nie rzucili. W jednej sytuacji wykazali się jednak zabójczą precyzją na wagę kompletu punktów. Doskonałe dośrodkowanie Dziwniela głową skontrował Kuświk, nie pozostawiając Miśkiewiczowi żadnych szans na skuteczną interwencję. Godne odnotowania było jeszcze tylko uderzenie tego samego zawodnika w słupek.
Smuda zapewnia, że pierwsza domowa porażka nie jest przejawem zadyszki, a jedynie wypadkiem przy pracy. – Nie można powiedzieć, że drużyna jest w słabszej formie. Zdarzało nam się wygrywać w gorszym stylu – deklaruje. Zapewnia także, że za tydzień w stolicy Wisła zamierza walczyć o pełną pulę: – Każdy z moich piłkarzy jest zły. Nie są przyzwyczajeni do porażek przed własną publicznością. Na pewno z całych sił będą walczyć Warszawie.
Wisła Kraków – Ruch Chorzów 0:1
Kuświk 52’
Wisła: Miśkiewicz – Dudka, Nalepa, Bunoza, Piotr Brożek – Chrapek, Stjepanović (55’ Sarki) – Garguła, Stilić, Guerrier (81’ Szewczyk) – Paweł Brożek
Ruch: Buchalik – Szyndrowski, Malinowski, Stawarczyk, Dziwniel – Surma, Starzyński – Kowalski, Jankowski, Zieńczuk (90’ Smektała) – Kuświk
Sędziował: Paweł Raczkowski
Żółte kartki: Piotr Brożek, Bunoza – Stawarczyk, Malinowski
Widzów 10 288