Niekończąca się historia. Trwa spór o Szpital Narutowicza. „Jego ratowanie nie jest moją prywatą”

– Bardzo bym nie chciał, żeby brak statutu stał się argumentem, usprawiedliwiającym brak sukcesów w procesie sanacji Szpitala Narutowicza – przekonywał radnych zastępca prezydenta Krakowa Stanisław Kracik.

Szpital im. Narutowicza ma poważne problemy finansowe. Pisaliśmy o tym na naszych łamach wielokrotnie. Jednocześnie od bardzo długiego czasu radni debatują nad nowym statutem miejskiej lecznicy. Dla niektórych może to być czarna magia, jednak wbrew pozorom sprawa jest prosta do wyjaśnienia. Statut to po prostu dokument, który określa m.in. cele szpitala, jego strukturę organizacyjną, jak również gospodarkę finansową. Obecne władze placówki chciałyby, żeby nowy statut został przegłosowany przez radę miasta. Dlaczego? Ano dlatego, że obecna struktura organizacyjna ma być nadmiernie rozbudowana, co generuje duże koszty. By ją zmienić, potrzebny jest właśnie nowy statut.

W sprawę Szpitala Narutowicza bardzo angażuje się radna Edyta Nowak. Na koniec dyskusji postanowiła raz jeszcze wyjść na mównicę, żeby rozwiać pewne wątpliwości. – Usłyszałam przez ostatnie dni od wielu radnych, że moje zaangażowanie w problem szpitala wynika z tego, że po pierwsze zwolniona dyrektor ds. pielęgniarstwa jest moją koleżanką. To nie jest prawda. Dementuję. Panią dyrektor poznałam dlatego, że związki Szpitala Narutowicza poprosiły mnie o współpracę w tym temacie – mówiła Nowak. I dodawała: – Wczoraj dowiedziałam się, że moje zaangażowanie w problem szpitala wynika z moich osobistych, negatywnych emocji do pani dyrektor Marchewki. Widziałam panią dyrektor Marchewkę kilka razy w życiu. Jako osoba jest mi obojętna. Ale nie jest mi obojętny problem, związany z jej osobą, który dotyczy szpitala. Jeżeli jeszcze raz ktokolwiek mi zarzuci, że moje zaangażowanie w ratowanie Narutowicza jest moją prywatą, to będę z tego wyciągała konsekwencje.