Nieładni, niewygodni, wybitni. Historia zapomnianej piątki z Młodej Polski
Młodopolska Grupa Pięciu. Zapomniani buntownicy
Młoda Polska wydaje się jednym z najlepiej opisanych zjawisk w historii sztuki. A jednak – jak pokazuje nowa wystawa – jej obraz był niepełny. Ekspozycja „Młodopolska Grupa Pięciu. Zapomniani buntownicy” w Muzeum Narodowy w Krakowie przywraca pamięć o artystach, którzy na początku XX wieku wystąpili przeciwko estetycznemu komfortowi epoki i szybko zostali zepchnięci na margines historii.
Całkowicie zapomnianą dzisiaj formację tworzyli: Leopold Gottlieb, Witold Wojtkiewicz, Wlastimil Hofman, Mieczysław Jakimowicz i Jan Rembowski.
– To jest i Grupa Pięciu, i nowe odczytanie fenomenu Młodej Polski – podkreśla dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie. Jak zaznacza, twórczość tej piątki zamyka klasyczne rozumienie młodopolskiego neoromantyzmu, a jednocześnie otwiera drogę ku sztuce XX wieku: bardziej ekspresyjnej, zdeformowanej, niepokojącej.
Bunt przeciwko estetyce
Grupa Pięciu debiutowała w Krakowie jako formacja jawnie buntownicza. Co istotne, nie przeciwko akademizmowi, lecz przeciwko dominującej wówczas sztuce dekoracyjnej, estetyzującej, pogardliwie nazywanej „secesyjną” czy „podimpresjonistyczną”.
– Uważali, że jest zbyt ładna i zbyt gładka, że nie mówi o napięciach epoki – wyjaśnia dyrektor. Ich wystąpienie w Pałacu Sztuki było sprzeciwem wobec krakowskiego establishmentu artystycznego skupionego w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych.
Paradoks polega na tym, że buntownicy szybko zostali zapomniani.
– Zostali zmarginalizowani zarówno przez historię sztuki, jak i przez ewolucję własnej twórczości, która poprowadziła ich w różne strony – słyszymy.
Najbardziej ucierpiał właśnie ten przedwojenny etap ich działalności, dziś rekonstruowany niemal od podstaw.
Groteska zamiast piękna
Wspólnym mianownikiem twórczości artystów Grupy Pięciu było odejście od klasycznego pojęcia piękna. – To wyraźny krok w stronę ekspresji opartej na deformacji i grotesce – mówi dyrektor.
Sztuka ta bywa drażniąca, posługuje się ironią, pastiszem, a czasem kpiną, ale nie jest powierzchowna. Dotyka problemów osobowości, ludzkich lęków i przemian świata widzianych z perspektywy jednostki.
Ten kierunek prowadził także ku duchowości i mistycyzmowi, widocznym w licznych pracach o charakterze religijnym oraz w idei odrodzenia. To właśnie z niej wyrasta późniejsze zaangażowanie niektórych artystów – od twórczości legionowej po udział w walce o niepodległość podczas I wojny światowej.
Detektywistyczna praca kuratorska
Na wystawie prezentowanych jest dokładnie 204 obiekty, z czego kilkadziesiąt pokazywanych jest po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat. – Szereg tych dzieł to nowe odkrycia – podkreśla kuratorka Irena Buchenfeld. Czteroletnie przygotowania wymagały żmudnych badań i korygowania błędów funkcjonujących w literaturze. – Trzeba było przebudować stan badań, bo wiadomości o Grupie Pięciu są bardzo skąpe.
Jeszcze trudniejsze okazało się odnalezienie samych dzieł.
Identyfikacja prac, przywracanie autorskich tytułów i pozyskiwanie dzieł – często z kolekcji prywatnych – stały się prawdziwie tytanicznym zadaniem.
Wojtkiewicz i pozostali
Choć dziś pamiętamy przede wszystkim Witolda Wojtkiewicza i Leopolda Gottlieba, wystawa przywraca także rangę takim artystom jak Mieczysław Jakimowicz czy Jan Rembowski. Wojtkiewicz – nieformalny lider grupy – otrzymał na ekspozycji osobne „intermezzo”.
– To zabieg, który pokazuje, jak bardzo był indywidualnością – tłumaczy Buchenfeld. Jako jedyny z grupy odniósł międzynarodowy sukces jeszcze za życia, zwieńczony indywidualną wystawą w Paryżu w 1907 roku.
Ekspozycja prowadzi widza krok po kroku: od portretów i autoportretów pięciu artystów, przez monograficzny fragment poświęcony Wojtkiewiczowi, aż po szeroki kontekst ideowy i duchowy ich twórczości. Motywem przewodnim są „oczy zamknięte” – symbol introspekcji i skupienia na świecie wewnętrznym.
– To sugestia, by patrzeć nie oczami cielesnymi, ale przez pryzmat myśli, przeżyć i emocji – podkreśla kuratorka.
Dziesiąta, po ponad stu latach, wystawa Grupy Pięciu nie tylko porządkuje wiedzę, lecz także stawia pytanie o to, jak wiele jeszcze białych plam kryje historia Młodej Polski. I jak bardzo potrafią one zmienić nasz sposób patrzenia na dobrze znaną epokę.
Wystawa upamiętnia 120. rocznicę zawiązania ugrupowania, nazywanego także Grupą „Norwid”.