Niepokojąca podróż przez odcienie sztuki [Rozmowa]

W Galerii Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki można zobaczyć wystawę „Rondo znaczy koło”. Według zapowiedzi, to niepokojąca podróż przez różne wątki twórczości Anny Zaradny. Na ten temat rozmawialiśmy z Anną Lebensztejn, kuratorką wystawy.

Natalia Grygny, LoveKraków.pl: Skąd tytuł Rondo znaczy koło?

Anna Lebensztejn, Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki: Nazwa związana jest z twórczością Anny Zaradny, będącej równocześnie artystką dźwiękową i wizualną, kompozytorką i instrumentalistką. Słowami „Rondo znaczy koło” rozpoczyna się jedna ze słownikowych definicji formy muzycznej, jaką jest rondo. Tytuł przywołuje również inny kontekst, związany z ruchem po okręgu, cyklicznością i zapętleniem, co odzwierciedlone jest w konstrukcji ekspozycji. Sama wystawa obraca się zaś pomiędzy kompozycją dźwiękową a strukturami wizualnymi, wśród których szczególną rolę odgrywa motyw koła.

Na wystawie zobaczymy między innymi nawiązania do Hildegardy z Bingen i Krystyny Tołłoczko-Różyskiej…

Postaci pojawiające się w treści wystawy to kompozytorzy, artyści, silne osobowości, z którymi w swojej twórczości zetknęła się Anna Zaradny, a wywodzące się ze sfery zarówno muzycznej, jak i architektonicznej. Anna dogłębnie studiowała ich biografie i sposób działania, traktując je jako ważne źródła inspiracji. Efektem jej refleksji są prace odnoszące się w różny sposób do danego twórcy, niektóre przetwarzające jego wizerunek, inne zaś wykorzystujące jego metody pracy czy trawestujące jego koncepcje artystyczne.

Co możemy nazwać kulminacyjnym punktem wystawy?

Mamy nadzieję, że kulminacyjnym punktem wystawy będzie swoista inicjacja w specyficzny, odarty z mistycyzmu rytuał, zderzający geometrię form z cielesnością materii. Wędrując zaproponowaną przez nas ścieżką, przejdziemy od sfery zmysłowej, gdzie większą rolę odgrywają emocje i sensualne odczucia, do przestrzeni intelektu i analizy, by w drodze powrotnej ponownie zagłębić się w bardziej tajemniczą, naznaczoną destrukcją część wystawy. Myślę, że efektem końcowym może być abstrakcyjne, wewnętrzne przeżycie, w którym z fizycznego umęczenia i zniszczenia rodzi się poczucie ukojenia i harmonii.

Z perspektywy kuratorki – na co warto zwrócić uwagę podczas zwiedzania?

Myślę, że wielkim atutem wystawy jest jej wielowątkowość. Rozwija się ona nie tylko jako pewna wizualno-przestrzenna struktura w budynku Galerii, ale również jako ścieżka narracyjna dotykająca szeregu fascynujących postaci, takich jak wspomniane Hildegarda z Bingen i Krystyna Tołłoczko-Różyska czy Karlheinz Stockhausen i Witold Lutosławski. Istotny jest również wątek związany z kołem jako figurą geometryczną oraz jego pochodnymi – mandalą i spiralą, a także motyw warsztatu pracy artysty, różnych metod i środków działania: kontrolowanego przypadku, wizji czy eksperymentu. Dla każdego z widzów to ogromny zasób tropów na bardzo różnych płaszczyznach, które można eksplorować, skupiając się choćby na tych subiektywnie najciekawszych.