Niesmaczny zamach na 20 mln złotych?

Ministerstwo finansów co roku przygotowuje nowe pomysły utrudniające funkcjonowanie barów mlecznych. Z budżetu krajowego na ich dofinansowanie rocznie wydawanych jest około 20 mln złotych. Dotację otrzymują tylko te lokale, które nie narzucają marży większej niż 30% wartości zakupionego produktu spożywczego.

Bary mleczne są mylnie kojarzone z czasami Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Tymczasem ich historia sięga głębiej, bo do czasów rozbiorów naszego kraju. Pierwsze zaczęły się pojawiać pod koniec XIX wieku – gdy odzyskiwaliśmy niepodległość siecią objęty był cały kraj.

Od kilku lat działania rządu wyglądają tak, jakby bary mleczne mu ciążyły. W 2014 roku zaczęły obowiązywać przepisy, w myśl których właściciele musieli zacząć rozliczać się z dań, a nie z produktów. I tak z menu wypadły choćby kotlety mielone, ponieważ do ich zrobienia potrzebne są inne produkty – jajka, mąka i bułka tarta.

To jednak nie mogło dziwić, ponieważ ustawodawca za bar mleczny brał rodzaj działalności gospodarczej polegający na prowadzeniu samoobsługowego zakładu żywienia, sprzedającego posiłki mleczno-nabiałowo-jarskie.

Niesmaczne rozporządzenie

Natomiast rozporządzenie ministra finansów z grudnia 2014 roku pozbawiło dania serwowane w dotowanych jadłodajniach… smaku. Według dokumentu nie można używać już choćby papryki, kminku i oregano. O ziołach prowansalskich należy zapomnieć.

Została sól i pieprz surowy z rodzaju piper (co ciekawe, trudnodostępny na rynku Unii Europejskiej) znacznie droższy niż zwykły czarny. Jeśli kucharze użyliby jakiejkolwiek przyprawy, barowi zostałaby odebrana dotacja. Z tym wiąże się podwyższenie cen, ale również niebezpieczeństwo wypowiedzenia umowy, jeśli lokal należy do miasta. Gminy bowiem łaskawszym okiem patrzą na działalność dotowaną z budżetowych pieniędzy z racji tego, iż jest to związane z opieką społeczną.

Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że bary mleczne są skierowane do osób mniej zamożnych, które nie mogą sobie pozwolić na obiady w restauracjach, gdzie dania rozpoczynają się od 10-15 złotych. Wystarczy spojrzeć na ceny: porcja pierogów ruskich (300 g) w barze „Pod Temidą” – 2,76 zł, zupa – 88 gr, naleśniki nieco ponad 3 zł.

Dlatego właściciele zostali podstawieni pod ścianą. Z siłowania się z ministerstwem zrezygnowało kierownictwo barów mlecznych Jubilat. – Funkcjonujemy 2 lata bez dotacji. Da się przeżyć, ale nasi klienci stracili, bo muszą płacić o posiłki o około 40% więcej – przyznaje Anna Fugiel, kierownik działu marketingu.

Figa z makiem od społeczeństwa

– Ministerstwo przegrało. Ale każdy może się pomylić. Polecam, aby minister się wycofał, a my będziemy udawać, że nic się nie stało – mówi Waldemar Domański, który już drugi raz jest zmuszony bronić interesów barów mlecznych. Choć chce się dopisać: bronić zdrowego rozsądku.

– Pierwsza akcja ministerstwa zamieniła kucharki w czarodziejki z racji tego, że z kilku skwarek w zupie robią w danie mięsne. To był pierwszy atak polegający na zastawieniu sideł na tych, którzy z powodów humanitarnych nie chcieli psuć polskich smaków. Bo wiadomo, że jak są pierogi, to do farszu trzeba coś dodać – mówi.

– Chodzi o to, by prowadzący bary mleczne się poddali. Dlaczego? Bo gdyby minister powiedział, że potrzebuje 20 mln i je zabiera, to byłby nieludzki. A kiedy właściciele sami rezygnują, to ma alibi. Figiel się nie udał. Wykryliśmy tę kombinację – stwierdza Domański, który rozpętał pospolite ruszenie. – Postanowiliśmy zaprotestować i wyśmiać ministerstwo – dodaje. Zorganizował wraz z innymi happening pod tytułem „Chcemy pieprzyć w barach mlecznych”.

A do Warszawy pojechały przedstawicielki branży. Jakie są wyniki eskapady do stolicy? – Ja już się cieszę, a panu nie powiem… – mówi tajemniczo Waldemar Domański.

Ogólnopolska petycja

– Jako mieszkańcy i mieszkanki polskich miast uważamy bary mleczne za niezwykle istotny element tkanki miejskiej. Pełnią one wiele bardzo istotnych funkcji społecznych. Nie tylko dostarczają pełnowartościowego jedzenia osobom o niskich dochodach, ale - jako lokale niekiedy „kultowe” i odwiedzane przez rozmaite grupy społeczne - są również jedynymi jadłodajniami, w których spotykają się osoby o różnym statusie materialnym – czytamy w petycji autorstwa Jana Mencwela ze Stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, pod którą podpisało się blisko 3 tysiące osób.

Ministerstwo finansów na początku marca napisało: „dofinansowanie posiłków w barach mlecznych jest skierowane do ludzi o niewielkich zasobach finansowych, których należy objąć socjalną ochroną, poprzez zapewnienie im dostępu do tanich, ciepłych posiłków”. Niech minister Szczurko odpowie sobie na pytanie, czy takim ludziom należy odbierać również smak potraw?

Z informacji uzyskanych z ministerstwa finansów wynika, że trwające od stycznia rozmowy z przedstawicielami barów mlecznych mają zakończyć obopólną korzyścią. Urzędnicy analizują obecnie propozycje z branży. – Po konsultacji z przedstawicielami barów mlecznych w Ministerstwie Finansów powstał projekt nowego rozporządzenia, który uwzględnia problemy zgłaszane przez właścicieli barów. Chcemy, aby nowe przepisy zaczęły obowiązywać już w kwietniu – mówi Wiesława Dróżdż, rzecznik prasowy MF.