Nieuczciwych taksówkarzy eliminują urzędnicy

Dziewięć razy w poprzednim roku urzędnicy Wydziału Ewidencji Pojazdów i Kierowców sprawdzali, czy taksówkarze nie łamią przepisów. Chodziło m.in. o to, czy wydają paragony, wiozą najkrótszą trasą i w ogóle posiadają licencję. Wyniki nie przerażają, ale to nie oznacza, że nie należy być czujnym, korzystając z „taryfy”.

Kontrolujący 140 razy jeździli jako pasażerowie i skrzętnie notowali to, co robią kierowcy taksówek. 14 razy urzędnicy złapali ich na zawyżeniu należności za usługę. Urząd miasta skierował sprawy do sądu. – Dziewięciu przewoźnikom udzielono pisemnych ostrzeżeń (tzw. „żółte kartki"). Kolejnym pięciu cofnięto licencje z uwagi na kolejne zawyżenie należności (za poprzednie otrzymali już tzw. żółte kartki) – mówi Filip Szatanik z Urzędu Miasta Krakowa. Sześciu przewoźnikom udowodniono brak licencji.

Podczas 43 kursów taksówkarze nie wydali paragonu bądź klient dostał wadliwe. – Wszystkie przypadki zostały zgłoszone do właściwych urzędów skarbowych, które nakładają mandaty karne – mówi przedstawiciel miasta.

Jak nie dać się oszukać

Po mieście może poruszać się blisko 4 tysiące taksówkarzy. Jak widać z powyższych danych, niektórzy są nieuczciwi. Miasto jednak podaje nam swego rodzaju instrukcję obsługi taksówek. – Taksówkarze mają obowiązek umieścić w widocznym miejscu w taksówce cennik opłat za przejazd na zewnątrz, na szybie tylnych drzwi samochodu. Powinien być umieszczony także wewnątrz pojazdu – informuje Filip Szatanik.

Dodatkowo opłata za przejazd jest ustalana na podstawie tego, co wskaże taksometr. – Zanim wysiądziemy z taksówki zabierzmy od taksówkarza paragon fiskalny. Powinien on zawierać informację o długości trasy, zastosowanych opłatach taryfowych i cenie, jaką zapłaciliśmy. Na podstawie paragonu będziemy mogli dochodzić swoich racji, jeżeli uznamy, że kurs był zbyt drogi – przypomina Szatanik.