„Nigdy nie przegrałem w ostatniej sekundzie”. Derby dla Cracovii
Ekstraklasa ma dwa oblicza. Zazwyczaj pokazuje to gorsze i tak było w tym spotkaniu. Mimo wszystko na koniec liczą się zdobyte bramki, a nie styl gry. Jedno złe zagranie, jedno dobre i Cracovia wygrywa Wielkie Derby Krakowa. Warto dodać, że tylko z nazwy. Niemieccy dziennikarze określili poziom meczu mianem tamtejszej ligi regionalnej.
Obie drużyny oddały pięć celnych strzałów – to chyba mówi wszystko o grze Cracovii i Wisły. Wisła próbowała ataku pozycyjnego, natomiast Cracovia skupiła się na kontratakach, z których nic nie wynikało. Nawet nie można uratować pierwszych 45. minut wytartym sloganem, że dominowała walka w środku boiska. Żaden zawodnik nie obejrzał nawet żółtej kartki. Dopiero w drugiej połowie zawodnicy zagrali nieco bardziej agresywnie, co skończyło się dwiema żółtymi kratkami.
Dlatego można powiedzieć, że druga cześć spotkania wyglądała tylko nieco lepiej. Mimo tego, że zawodnicy Wisły stwarzali więcej niebezpiecznych sytuacji, to Cracovii bardziej zależało na wygranej. I to im się udało. W ostatniej minucie skiksował Richard Guzmics i Pasy miały rzut rożny. Dekoncentrację obrońców Wisły wykorzystał Covilo (asystował krytykowany odkąd wszedł na murawę Mateusz Cetnarski) i stadion oszalał. Cracovia - Wisła Kraków 1:0.
Smutek Smudy
– Trudno przełknąć taką gorzką pigułę. Przegraliśmy po błędzie indywidualnym, ale też ten błąd mógł zostać naprawiony. Zasnęliśmy przy rzucie rożnym i straciliśmy bramkę. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz przegrałem w ostatniej sekundzie, ale trudno – trzeba to przeżyć – stwierdził rozgoryczony Franciszek Smuda, trener Wisły Kraków.
Na pytanie, czy Wisła nie zagrała zbyt defensywnie, odpowiedział: – Jak się wygra 4:0, to gra jest ofensywna, a jak się przegra 0:1 to defensywna? Chcieliśmy wygrać, ale nie strzeliliśmy gola, bo zawodnicy w ataku zawiedli. Do tego Cracovia dobrze grała w tyłach.
Trener Białej Gwiazdy musiał się też tłumaczyć z poziomu spotkania. Jeden z dziennikarzy stwierdził, że żurnaliści z Niemiec ocenili derby jako mecz tamtejszej lig regionalnej. – Chyba byli pijani! – odpalił Smuda. – Derby, ważne mecze charakteryzują się małą ilością bramek. Jest więcej walki niż eleganckiej gry. Moim zdaniem, piłkarze walczyli o każdy centymetr boiska – dodał Franciszek Smuda.
Uderzył głową w sufit z radości
W zupełnie odmiennym humorze był szkoleniowiec Cracovii, Robert Podoliński. Na początku zdołał wykrztusić jedynie podziękowania i dedykację tego zwycięstwa dla kibiców. – Było ich niewielu, ale sami sobie jesteśmy winni. Od tego meczy, mam nadzieję, będzie lepiej. Dostaliśmy potężny zastrzyk energii – powiedział Podoliński. – Duże firmy nas mobilizują. Teraz musimy popracować, żeby na każdą drużynę mobilizacja była równie wysoka – stwierdził.
Robert Podoliński zaskoczył wszystkich wprowadzeniem na boisko młodego Bartka Kapustę. – Swoją pracą zasłużył na występ. Pracować z nim to sama przyjemność. Jeśli dał radę w derbach, da radę wszędzie – ocenił grę zawodnika Podoliński i zdradził, dlaczego tak wcześnie murawę opuścił Marcin Budziński. – W Brzesku skręcił nogę, grał na lekach przeciwbólowych. Nie trenował też od czterech dni - stwierdził. Zapytany o to, dlaczego nie wybiegł z zawodnikami na murawę, stwierdził, że wyskoczył, ale do góry i uderzył głową w sufit.