Nina Simone i Abbey Lincoln w klubie Studio

Późnym wtorkowym wieczorem Grodem Kraka zawładnął jazz na światowym poziomie. Swoim występem w Klubie Studio Aga Zaryan po raz kolejny udowodniła, iż nie bez powodu uznawana jest za jeden z naszych najlepszych muzycznych towarów eksportowych.

Publika w Studio to zazwyczaj przekrój krakowskiej braci studenckiej, ochoczo popijającej zakupione w klubowym barze piwo. Na koncercie Agi Zaryan od samego początku dało się jednak wyczuć nieco inną, bardziej podniosłą atmosferę. Spragnieni muzycznych wrażeń słuchacze grzecznie zajmowali miejsca, a plastikowe kubki wypełnione złotym trunkiem pojawiały się jedynie sporadycznie. Trudno się jednak dziwić – do muzyki, którą prezentuje urodzona w Warszawie wokalistka, znacznie lepiej pasuje szklanka wybornej whisky z najlepszego rocznika.

Kto choćby trochę interesuje się jazzem, na pewno słyszał o Adze Zaryan. Począwszy od wydanej ponad dziesięć lat temu debiutanckiej płyty, artystka niezmiennie trzyma poziom i nie daje o sobie zapomnieć, regularnie powracając z nowym, często zaskakującym materiałem. Jej niebywałe zdolności, niezwykle piękny i głęboki głos oraz rzadko spotykaną wrażliwość doceniają fachowcy oraz słuchacze na całym świecie. W swojej twórczości wokalistka niejednokrotnie sięgała do repertuaru gwiazd światowego jazzu. Koncert w Klubie Studio promował najnowsze „dziecko” Zaryan, album „Remembering Nina & Abbey”, będący hołdem złożonym legendom tego gatunku – Ninie Simone i Abbey Lincoln.

Repertuar ikon jazzu do najłatwiejszych nie należy. Zwłaszcza Lincoln ma w swoim dorobku utwory wymagające nienagannego słuchu oraz doskonałego wyczucia. Nie sztuką jest jednak pójść na skróty i skopiować to, co już raz przypadło publice do gustu. Aga Zaryan poszła zatem o krok dalej i wyczarowała nowe aranżacje, które ukazują znane i lubiane piosenki w zupełnie innym – niejednokrotnie lepszym - świetle. Zresztą nieszczególne to zaskoczenie dla fanów talentu Zaryan. Polska wokalistka kocha to, co robi, o czym świadczyć może jej żywiołowe zachowanie podczas krakowskiego występu na scenie Klubu Studio. Piosenkarka poruszała się energicznie w rytm muzyki, klaskała i uśmiechała od ucha od ucha. Zupełnie, jakby zetknęła się z jazzem po raz pierwszy w życiu i dopiero odkrywała jego piękno.

Na wielkie uznanie zasługuje także kapitalny zespół artystki. Wokalistce podczas koncertu towarzyszyło czterech znakomitych muzyków, w tym światowej sławy gitarzysta Larry Koonse. Solowe partie na fortepian i perkusję wręcz wbijały w fotel, zbierając absolutnie zasłużone brawa. Chwilami odnieść można było wrażenie, iż zupełnie niepotrzebnie zmuszono widownię do siedzenia w jednym miejscu. Płynąca ze sceny muzyka zachęcała do tańca, niczym w zadymionych klubach rodem ze złotej ery jazzu. Wrażenie to dodatkowo pogłębiało oszczędne oświetlenie oraz brak jakichkolwiek efektów wizualnych. Muzyka Agi Zaryan jest bowiem niczym piękna, wieczorowa kreacja, która nie potrzebuje błyszczących dodatków, aby olśnić publiczność.

Jazz bywa muzyką trudną w odbiorze - niektórzy go uwielbiają i słuchają z wypiekami na twarzy, inni wręcz przeciwnie, na każdy takt reagują irytacją lub co najwyżej znudzeniem. Sztuką jest dotrzeć z jazzem do szerszego odbiorcy, a sądząc po reakcji krakowskiej publiczności, Aga Zaryan odrobiła zadanie na piątkę z plusem. Wokalistka bisowała aż dwa razy, co nie zdarza się często, zwłaszcza artystom tego formatu, co warszawianka. Nina i Abbey byłyby dumne.

Ewa Eustachiewicz

fot. facebook Aga Zaryan/facebook.com/AGAZARYANOFFICIAL