Nocny burmistrz recenzuje sam siebie. Radny: były baron turystyczny powołał na stanowisko innego przedsiębiorcę
Historyk kultury, pedagog, przedsiębiorca i przewodnik turystyczny z 18-letnim stażem. Tak władze miasta przedstawiały Jacka Jordana, gdy w połowie ubiegłego roku został wybrany pierwszym w historii Krakowa nocnym burmistrzem. Utworzenie takiego stanowiska to jedna z obietnic wyborczych prezydenta Aleksandra Miszalskiego. „Nie będzie batmanem, ale organem pilnującym spokoju” – mówił w kampanii polityk Platformy Obywatelskiej.
– Mówi się o tym, że Kraków będzie miał szeryfa. Od „szeryfowania” jest policja i straż miejska. Natomiast moim zadaniem, jako burmistrza nocnego, będzie rozmowa i negocjacje z trzema grupami interesariuszy: mieszkańcami, podmiotami gospodarczymi i turystami – zapewniał sam Jordan.
Radny dodał, że mieszkańcy wystawiają burmistrzowi nocnemu żółtą kartkę. – Wiem, jaka jest uciążliwość Starego Miasta. Sytuacja wcale się nie polepsza. To nie pana wina, że jest gorzej. Ale po to powołaliśmy stanowisko, by poszukiwanie rozwiązań problemów było skuteczne – mówił przedstawiciel KdM. I apelował, by nie wybijać zębów tzw. uchwale hałasowej.
Agnieszka Łętocha z Platformy Obywatelskiej podkreślała, że już za czasów Juliusza Cezara dostrzegano nocne problemy mieszkańców aglomeracji miejskich. Dlatego zakazano wówczas wozom konnym jazdę właśnie w nocy. Dziwi ją pomysł, by wydłużyć zakaz sprzedaży alkoholu do godz. 8. Optowałaby bardziej, aby wprowadzić zapis, by zaczynał się on wcześniej: nie od północy, a od godz. 23. Z kolei Rafał Zawiślak z Krakowa dla Mieszkańców apelował, żeby aktywować działalność tzw. city helpersów nie tylko w ścisłym centrum, ale również poza jego obszarem.
Głos zabrały też osoby spoza rady miasta. – Od lat walczymy o to, by żyć spokojnie. Dotychczasowe zmiany są kosmetyczne. Potrzebujemy radykalnych rozwiązań. Powołanie burmistrza miało być krokiem w dobrą stronę. Dotychczasowe prace nie wskazują, by komfort życia mieszkańców był traktowany priorytetowo. Problemów nie rozwiąże podnoszenie grzywien. Rozwiązania muszą być systemowe. Apeluję do burmistrza, by podjął na poważnie kluczowy temat, czyli najmu krótkoterminowego, który zmienił miasto w hotel bez recepcji, wyssał z dzielnic życie, a pozostawił dudniącą imprezownię – mówiła Ewa Sładek, kandydatka Partii Razem w wyborach uzupełniających do Senatu.
Wypowiedzieli się też radni dzielnicy Stare Miasto. Wojciech Jakubowski wskazywał: „Były baron turystyczny Aleksander Miszalski powołał na stanowisko nocnego burmistrza innego przedsiębiorcę turystycznego”. I stwierdził, że to, co dziś mamy w mieście, to lobbing na rzecz osób, działających w turystyce.
Prezydenta bronił radny Tomasz Daros z Koalicji Obywatelskiej. Stwierdził, że Aleksander Miszalski nie był w komisji, która wybierała nocnego burmistrza. – Poza tym Jacek Jordan był najlepszy spośród kandydatów, dlatego został wybrany na to stanowisko. Szkoda, że uczestniczymy dziś w szopce wyborczej – dodał.
– Zaręczam, że pana prezydenta poznałem dopiero 15 lipca podczas briefingu prasowego. Od tego czasu rozmawiałem z Aleksandrem Miszalskim może pięć razy. Nie należę do żadnej opcji politycznej. Jestem człowiekiem „wziętym z ulicy”, który wygrał konkurs, być może dlatego, że miałem największe doświadczenie – odpowiadał Jacek Jordan. Burmistrz nocny podkreślił, że nigdy nie był przedsiębiorcą turystycznym. Po chwili jednak dodał, że prowadził działalność gospodarczą, świadczącą usługi przewodnickie.