Nocny patrol ze strażnikami miejskimi. „Wszystko zaczyna się od alkoholu. Na umór piją też nieletni”
W ostatnich dniach doszło do bulwersujących scen w ścisłym centrum miasta. Interweniowali strażnicy miejscy.
Jak wyglądają Rynek Główny i jego okolice z ich perspektywy? Opowiedzieli o tym w poniższym materiale, który pierwotnie ukazał się 29 września 2025 roku.
Ekran
Rynek Główny 29. To tam, na posterunku policji, mamy spotkać się z bohaterami naszego materiału. W pomieszczeniu jest ciemno, z zewnątrz wydaje się, że w lokalu nikogo nie ma.
Dopiero po wejściu do środka z półmroku wyłaniają się siedzący za pulpitem policjant oraz operatorka monitoringu straży miejskiej, których twarze rozświetla jedynie blask bijący od monitorów. Na ekranie widać wypełnioną ludźmi płytę Rynku Głównego oraz sąsiednie ulice.
Pod jedną z kamer rozsiadło się czworo młodych ludzi. Kilkoma kliknięciami myszy kobieta tak przybliża obraz, że można dokładnie zobaczyć niemal każdy szczegół. W oczy rzuca się zielona puszka, którą chłopak trzyma w dłoni. Chwycił ją od góry, więc akurat w tym przypadku trudno rozpoznać: to piwo, a może 7 Up?
Gdy wychodzimy na patrol, Marek Anioł, rzecznik prasowy Straży Miejskiej Miasta Krakowa pokazuje nam dwa pudełka przykryte wieczkami, które stoją na parapecie.
Alkohol
Faktem jest, że spektrum działalności straży miejskiej jest bardzo szerokie. A granica między tym, co strażnik może, a kiedy musi zareagować policjant, cienka.
Przykładowo sprzedaż alkoholu osobie nietrzeźwej to już przestępstwo, a nie wykroczenie. I wówczas konieczne jest, by na miejsce przyjechała policja. Z takim przypadkiem też mieliśmy do czynienia podczas piątkowego patrolu.
Strażnicy zauważyli, jak w rejonie dworca autobusowego pijany mężczyzna wychodzi ze sklepu z alkoholem. Przyłapany przez mundurowych przysiada na murku i czeka na dalszy rozwój sytuacji.
– Ten pan jest tylko świadkiem. Problemy będzie miała osoba, która sprzedała mu alkohol, a sklep może nawet utracić koncesję – wyjaśnia w rozmowie z nami Wojciech Szymański, kierownik referatu patrolowo-interwencyjnego straży miejskiej.
Nie ma wątpliwości: uchwała miejskich radnych, która ograniczyła sprzedaż trunków w godzinach nocnych, przynosi efekty. Niemniej to wciąż właśnie alkohol, a konkretniej jego nadużywanie, jest głównym źródłem interwencji, jakie w centrum Krakowa podejmują strażnicy.
16-latek trafił do izby wytrzeźwień. Strażnicy skontaktowali się z jego ojcem.
– Zachodził w głowę, jak to się stało, że jego syn wyszedł na imprezę w jednej z małopolskich miejscowości, a ostatecznie znalazł się w Krakowie na bulwarach – dodaje rzecznik.
Na osobę pod wpływem alkoholu nie musieliśmy długo czekać. Starszy pan wracał z imprezy, był dosłownie kilka kroków od domu, ale najprawdopodobniej potknął się o płotek, otaczający zielony skwer, przewrócił się i utknął.
Wstać pomagała mu żona, ale bez skutku. Strażnicy zatrzymują samochód i dopiero we dwójkę udaje się dźwignąć mężczyznę, który ledwo trzyma się na nogach.
– Ja jestem trzeźwa – zapewnia żona i twierdzi, że sama zaprowadzi męża do mieszkania. Strażnicy mają wątpliwości i pomagają seniorowi dostać się do domu. Gdy wracają, mówią: – Na pewno by sobie nie poradziła. We dwóch nie było łatwo.
Przy placu Szczepańskim znów trzeba się zatrzymać, bo kobieta leży na chodniku, w pozycji bocznej ustalonej, a nad nią gromadzą się jakieś osoby. Nie jest pijana.
W pewnym momencie po prostu przewróciła się. Strażnicy chcą pomóc. Ale szybko pojawia się karetka, więc ratownicy medyczni przejmują pacjentkę. Ta odzyskała już przytomność i ze wsparciem kilku osób wstała.
Jedziemy dalej, a w drodze wraca temat nadużywania alkoholu.
– Wszystko zaczyna się właśnie od tego. Jak jest alkohol, to pojawia się agresja, hałas, nieobyczajne zachowania – mówi Anioł.
– Niestety, na umór piją nawet nieletni. Kiedyś mieliśmy przypadek 14-latki, która piła wódkę z gwinta, co zarejestrował miejski monitoring. Trafiła do szpitala, bo wystąpiło zatrucie alkoholowe – wspomina Wojciech Szymański.
Procenty
Kolejną interwencję strażnicy podejmują na Kazimierzu, w rejonie ulicy Szerokiej.
Dwóch mężczyzn podpiera ścianę nieopodal ogródka gastronomicznego. Sączą piwo, owocowe, ale jednak z procentami. To turyści z Finlandii. Mandaty, po 100 zł na głowę, przyjmują z uśmiechami na twarzach. Chcą zapłacić od razu, więc po chwili podjeżdża patrol z terminalem. Panowie nie buntują się, rozmawiają ze strażnikami miejskimi, żartują.
Z nieco większym oporem upomnienie przyjmuje taksówkarz, który wysadza swoich klientów w rejonie ulicy Wiślnej.
Samochód zaparkował tak, że jego koledzy po fachu już nie przejadą: na samym środku, w poprzek. Interwencje wobec kierowców to chleb powszedni.
– Trzeba ściągnąć blokadę, który patrol może podjechać? – słyszymy przez stację.
Powszechne są też incydenty z udziałem hulajnóg elektrycznych. – Są bardzo popularne, a więc i sporo jest niebezpiecznych sytuacji z ich udziałem. Jedno, co zmieniło się na przestrzeni ostatnich lat, to że nie są już tak często porzucane, gdzie popadnie – mówią strażnicy.
Kiedy przejeżdżamy wzdłuż Rynku Głównego, strażnik zatrzymuje na moment auto, opuszcza szybę, w której pojawia się nocny burmistrz Jacek Jordan. Zgłasza, że w jednym z lokali jest za głośno, hałas wylewa się na ulicę.
W takiej sytuacji strażnicy mogą zareagować na podstawie tzw. uchwały antyhałasowej, którą radni przyjęli 26 lutego, a jej zapisy zaczęły obowiązywać pod koniec maja.
Dokument wprowadził ograniczenia w działaniu instalacji i urządzeń emitujących hałas w godzinach od 22 do 6 rano. Dotyczy to m.in. pubów, klubów i restauracji, z wyjątkiem lokali odpowiednio wygłuszonych, w których dźwięki nie przedostają się na zewnątrz.
Podjeżdżamy pod wskazany przez burmistrza lokal. Jest tam już patrol straży miejskiej.
Skończyło się mandatem: 200 zł. Faktycznie, jest już po godz. 22, a więc cisza nocna rozpoczęła się, tymczasem przez otwarte na oścież drzwi lokalu słychać mężczyznę, który śpiewa do mikrofonu. Dużo głośniejsza impreza miała miejsce przy Placu Nowym na Kazimierzu, ale tam byliśmy przed godz. 22, a więc przepisy uchwały nie były łamane.
Funkcjonariusze zapewniają, że Kazimierz przyciąga innego rodzaju klientelę niż Rynek Główny.
– Przedział wiekowy? 30-50 lat. Na Kazimierz przychodzą ludzie, którzy cenią sobie klimat tutejszych uliczek, knajpek. Jest spokojniej niż w rejonie Rynku Głównego. Pewnie również dlatego, że nie ma tylu klubów tanecznych i muzycznych – są przekonani strażnicy.
Problemem bywają nadmiernie rozrastające się ogródki gastronomiczne.
– Ostatnio, w rejonie ul. Szerokiej, jedna z restauracji weszła ze stolikami na miejsca parkingowe. W taki sposób, że ogródek gastronomiczny wchłonął nawet parkometr – dodają. W piątkową noc strażnicy nie mają co do niego zastrzeżeń.
Gitara
W pewnym momencie otrzymują zgłoszenie, że większa grupa młodych osób pije alkohol w parku Szymborskiej. Ale na widok strażników szybko rozeszli się.
Podczas piątkowego patrolu skontrolują jeszcze muzyka z gitarą, ale ten zgłosił w urzędzie zgromadzenie publiczne: do godz. 23.30, a więc, jak tłumaczą strażnicy miejscy, w tym przypadku uchwała antyhałasowa nie pomoże.
Gitarzysta nie generuje jednak uciążliwego hałasu. Choć to pojęcie względne.
– Z pewnością przedsiębiorcy, muzycy, nauczyli się już tego, że taka uchwała obowiązuje. Część osób się do niej stosuje, część nie. Natomiast czasami trudno ocenić, czy dany przypadek kwalifikuje się do nałożenia mandatu. Gdy nocą duża grupa osób idzie przez rynek, to wiadomo, że ich głośne rozmowy mogą być dla kogoś uciążliwe. Ale czy to już podstawa, żeby nałożyć karę? – zastanawiają się w rozmowie z nami strażnicy.
Wysiadamy pod komisariatem przy Rynku Głównym. Strażnicy jadą dalej. Dla nich to jeszcze nie koniec nocnej pracy.
Następnego dnia opublikują podsumowanie swoich działań:
„Główne interwencje służb dotyczyły: zakłócania porządku i spoczynku nocnego, w tym naruszania przepisów tzw. „uchwały antyhałasowej”, spożywania alkoholu w miejscach objętych zakazem, zaśmiecania i zanieczyszczania miejsc publicznych oraz naruszania przepisów uchwały o parku kulturowym „Stare Miasto” i „Kazimierz ze Stradomiem”, ze szczególnym uwzględnieniem nielegalnego handlu, występów ulicznych bez zezwoleń, jak również reklamowania działalności i usług”.