Wjechali koparką na teren obozu Płaszów. Wykopali kości [ZDJĘCIA]

Po raz kolejny w ostatnim czasie na terenie Obozu Płaszów wykopane zostały ludzkie kości. Gmina żydowska, która zarządza tym terenem, o niczym nie wiedziała. Tymczasem na teren obozu – i to w miejscu dawnego cmentarza – wjechał ciężki sprzęt. Okazuje się, że chodziło o naprawę awarii starej instalacji gazowej.

Na wykopy prowadzone na terenie obozu zwrócili uwagę okoliczni mieszkańcy. Teren zabezpieczyła policja, na miejsce przyjechał też prokurator. – Otrzymaliśmy zgłoszenie, że na miejscu zostały znalezione kości. Zostały one przekazane do Zakładu Medycyny Sądowej, będą badane pod kątem tego, czy są to kości ludzkie – mówi Anna Zbroja z biura prasowego małopolskiej policji.

Jak gdyby nigdy nic

Początkowo pojawiały się informacje, że prace były samowolą budowlaną i że chodziło o przyłączenie sieci gazowej do nowych bloków w tym rejonie. Informacje te dementuje jednak Joanna Pilch z Polskiej Spółki Gazownictwa. Jak mówi, na terenie obozu usuwana była awaria instalacji gazowej, zbudowanej w latach 60. Przedstawiciele urzędu miasta odcinają się od tej sprawy – przyznają, że spółka ustalała z urzędem przeprowadzenie prac modernizacyjnych na terenie obozu, ale nie tych, które przyniosły teraz tyle szkód. – Tego typu prace nie są uzgadniane, to jest kwestia awarii. Żadna z jednostek czy komórek miejskich nie była o tym wcześniej informowana – mówi Jan Machowski z biura prasowego Urzędu Miasta Krakowa.

Sprawa będzie przedmiotem śledztwa. Policja na razie podaje tylko tyle, że wątek celowej dewastacji miejsca pochówku i zbeszczeszczenia zwłok został wykluczony ze sprawy.

Koparką na cmentarzu

Gmina Wyznaniowa Żydowska jest oburzona tym, co się stało. Cały teren obozu jest objęty opieką konserwatorską i w praktyce jest wielkim cmentarzyskiem. Ciągle jednak słabo funkcjonuje w świadomości mieszkańców, którzy traktują go jak każdy inny park.

– To jest miejsce, które dla każdego Żyda jest miejscem świętym – mówi prezes Gminy Wyznaniowej Żydowskiej Tadeusz Jakubowicz. – Przecież ktoś, szczególnie konserwator, powinien zostać powiadomiony, ponieważ cały teren jest wpisany do rejestru zabytków. Konserwator na pewno by na to nie wyraził zgody. Ci ludzie nawet za życia nie zaznali spokoju, więc pozwólmy im, żeby choć teraz nikt im go nie zakłócał – podsumowuje Jakubowicz.