Wisła popsuła urodziny Probierza [ZDJĘCIA]

Szkoleniowiec Lechii Gdańsk Michał Probierz nie będzie miło wspominał swoich 41. urodzin. Jubileusz zepsuli zawodnicy Wisły, pokonując prowadzoną przez niego Lechię Gdańsk 3:0, po golach Michała Chrapka i Pawła Brożka.

Bądź na bieżąco z krakowskim sportem. Dołącz do nas na Facebooku >>

Tym samym wiślacy odebrali zaprzyjaźnionemu klubowi znad Bałtyku miano niepokonanych i pozostają jedyną drużyną w Ekstraklasie z zerem po stronie porażek. To spory wyczyn, biorąc pod uwagę brak trzech podstawowych zawodników oraz fakt, że Lechia pod wodzą Probierza nie jest już przeciętniakiem, lewitującym gdzieś w połowie ligowej stawki.

To także drugie kolejne domowe spotkanie Białej Gwiazdy wygrane 3:0. Taka sytuacja nie zdarzyła się przy Reymonta od bardzo dawna, więc kibice po poprzednich, fatalnych sezonach mają prawo czuć się dopieszczeni. Tyle tylko, że na tym wyliczanka pozytywów wtorkowego wieczoru właściwie się kończy.

Po godzinie gry trudno było spodziewać się, że spotkanie skończy się wynikiem innym niż bezbramkowy remis, w dodatku z gatunku tych najgorszych bezbramkowych remisów. A jeśli mielibyśmy wskazać stronę przeważającą, musielibyśmy wyróżnić zespół gości.

Wiślacy prezentowali się tak, jakby ktoś wymazał im z pamięci krakowski styl gry z poprzednich spotkań. Całkowicie przegrali środek pola, gdzie beznadziejnym zastępstwem dla Stjepanovica okazał się Michał Nalepa, który zresztą na drugą połowę już nie wyszedł. Donald Guerrier przekonał niedowiarków, że słowa Smudy o jego nieprzygotowaniu taktycznym nie były pustosłowiem.

Na szczęście dla gospodarzy, Lechia pozbawiona kontuzjowanego Daisuke Matsui zupełnie nie potrafiła wykorzystać ich kiepskiej dyspozycji. Nieprzekonujący byli Wiśniewski i Grzelczak, a Frankowski z Buzałą wymiennie odbijali się od Osmana Chaveza i Arka Głowackiego.

I gdy wszystko zmierzało do remisu, o uatrakcyjnienie spotkania postarał się sędzia Pskit. Za głupi, złośliwy, ale niegroźny faul niesłusznie wyrzucił z boiska Frankowskiego, co miało zasadniczy wpływ na obraz gry. Krakowianie nabrali większego animuszu, konstruowanie groźnych akcji przychodziło im dużo łatwiej, a sporo ożywienia wniósł na murawę Emanuel Sarki.

Gole Chrapka i Brożka w odstępie sześciu minut były tego najlepszym potwierdzeniem i de facto zakończyły spotkanie. Gdańszczanie niby próbowali ratować twarz i ruszyli do przodu, ale nadziewali się przez to na kontry. Kolejne trafienie „Brozia” w 91 minucie było dla nich najniższym wymiarem kary.

– Nie jesteśmy jeszcze tak stabilni, by rozgrywać każdy mecz na dobrym poziomie. Byliśmy kandydatem do spadku, a w tej chwili mamy 17 punktów i z tego trzeba się cieszyć. Sporo się namęczyliśmy, żeby osiągnąć ten wynik – skwitował przebieg spotkania Franciszek Smuda.


Wisła Kraków – Lechia Gdańsk 3:0 (0:0)

Chrapek 70’, Brożek 76’, 90+1’

Wisła: Miśkiewicz - Burliga, Głowacki, Chavez, Guerrier – Nalepa (Stolarski 45’) - Boguski, Garguła, Chrapek, Malecki (Sarki 61’) – Brożek

Lechia: Małkowski - Deleu, Bieniuk, Madera, Pazio – Grzelczak (Tuszyński 77’), Dawidowicz, Kostrzewa (Pietrowski 61’), Frankowski - Wiśniewski (Oualembo 64’) – Buzała


Sędziował: Paweł Pskit

Żółte kartki: Chrapek - Dawidowicz

Czerwona kartka: Frankowski 57’

Widzów: 11 189