Kat Legii nie zawiódł! Brożek zapewnia zwycięstwo w szlagierze! [Zdjęcia]

Aż 82 minuty przyszło czekać 32 458 kibicom na stadionie im. Henryka Reymana na gola w szlagierze Ekstraklasy. Za to symfonia dźwięków, jaka wydobyła się z ich gardeł sprawiła, że obiekt przy Reymonta 22 zatrząsł się w posadach. Wisła pokonała Legię 1:0, a królem Krakowa ponownie został Paweł Brożek!

Bądź na bieżąco z krakowskim sportem. Dołącz do nas na Facebooku >>

A przecież to, czy snajper Wisły w ogóle znajdzie się w meczowej osiemnastce, ważyło się do ostatnich godzin. – Na takim meczu, przy takiej publiczności nie mogło mnie zabraknąć – mówił uradowany. Okazało się jednak, że uraz mięśnia dwugłowego nie został do końca zaleczony. – Grałem na środkach przeciwbólowych i kontuzja odnowiła się. Nie będę trenował przez kilka dni, więc dobrze, że mamy teraz przerwę na reprezentację – zdradził Brożek.

11 gol w karierze zdobyty przeciwko warszawianom czyni z niego współlidera tej wiślackiej klasyfikacji wraz ze Zdzisławem Kapką. Siłą rzeczy to o Brożku będzie zatem mówiło się najwięcej, ale najlepszym zawodnikiem meczu w zgodniej opinii dziennikarzy i kibiców, uznany został Arkadiusz Głowacki.

To kolejne spotkanie, gdy opisując grę stopera Wisły trzeba sprawnie przechodzić od komplementu, do komplementu. Znów nie przegrał ani jednego pojedynku z napastnikami rywali, znów imponował spokojem i dyrygował całą defensywą, a nawet ofiarnie zablokował strzał Dwaliszwilego, który prawdopodobnie zakończyłby się golem. Forma Głowackiego sprawia, że jego zapowiedzi zawieszenia butów na kołku wraz z końcem sezonu zaczynają trącać niedorzecznością. – Mam nadzieję, że uda nam się przekonać go do zmiany decyzji – skwitował tę kwestię Brożek.

Samo spotkanie długo rozczarowywało fanów i wydawało się, że będziemy świadkami typowego polskiego „szlagieru”, który atrakcyjnie wygląda tylko w przedmeczowych zapowiedziach. Kilka groźniejszych stałych fragmentów gry, cudowne nożyce Brzyskiego z 17 metrów, zmarnowana sytuacja Brożka po strąceniu piłki przez Głowackiego, a poza tym znany i (nie)lubiany "typowy mecz walki".

Dopiero po godzinie, gdy zawodnicy zaczęli opadać z sił i w środkowej strefie otworzyły się ogromne połacie pustej przestrzeni, Skaba i Miśkiewicz musieli porządnie się napocić. Golkipera Wisły zaskoczyć próbowali zwłaszcza Dwaliszwili, Żyro i Broź, ale za każdym razem, przy większej lub mniejszej dozie szczęścia, udało mu się parować groźne strzały.

Skaba pracy miał znacznie mniej, ale za sprawą Brożka musiał wyjąć piłkę z siatki. Bliski pokonania go był także Donald Guerrier, a poprzeczkę jego bramki, po kolejnym stałym fragmencie gry, obił Rafał Boguski.

Za sprawą kompletu punktów Biała Gwiazda ponownie wdrapała się na podium tabeli. Jednak sami zawodnicy na pytania o walkę o europejskie puchary ciągle odmawiają komentarza, wymownie się uśmiechając. W podobne tony uderza zresztą także Franciszek Smuda. Teraz jest to inny zespół, który dopiero zaczyna realizować założenia. Uważam, że z meczu na mecz powinno być lepiej. Gramy dalej i będziemy starali się nie przegrać następnych spotkań, bo lepiej jest stąpać po ziemi, niż fruwać w powietrzu – deklaruje trener.


Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:0 (0:0)

Brożek 82’


Wisła: Miśkiewicz – Burliga, Głowacki, Chavez, Bunoza – Chrapek (Guerrier 59’), Stjepanović – Sarki (Małecki 59’), Garguła, Boguski – Brożek

Legia: Skaba – Broź, Rzeźniczak, Junior, Brzyski – Jodłowiec, Furman (Pinto 84’) – Ojaama (Kucharczyk 46’), Łukasik, Żyro (Wawrzyniak 84’) – Dwaliszwili

Sędziował: Szymon Marciniak

Żółte kartki: Burliga – Żyro, Broź

Widzów: 32 458