Lechia w "ćwiartce", choć na awans nie zasłużył nikt [Zdjęcia]
Gol Pawła Buzały przesądził kwestię awansu do ćwierćfinału Pucharu Polski zespołu Lechii Gdańsk. O tym, co wydarzyło się dzisiejszego wieczoru na Stadionie im. Reymana, wszyscy naoczni świadkowie woleliby jednak jak najszybciej zapomnieć.
Wbrew oczekiwaniom Franciszek Smuda jednak pojawił się przy Reymonta 22. W roli pierwszego trenera wyręczył go Marcin Broniszewski, ale sam bacznie przyglądał się boiskowym wydarzeniom z ławki rezerwowych. Mamy nadzieję, że po końcowym gwizdku nie trafił ponownie w ręce specjalistów od opieki medycznej, ale tym razem tych zatrudnionych w szpitalu przy ul. Babińskiego.
Oglądanie zmagań Białej Gwiazdy z Lechią mogło bowiem przyprawić o swoistą mieszankę nerwicy, depresji, histerii i chronicznego znudzenia z elementami zespołu lęku ogólnego. Nieliczni fani, którzy zdecydowali się obejrzeć 1/8 finału Pucharu Polski na żywo, mają pełne prawo domagać się od klubu zadośćuczynienia.
Zwłaszcza, gdy dotrą do nich słowa Broniszewskiego, który na pomeczowej konferencji wyraźnie zasugerował, że krakowianie w pewnym stopniu Puchar Polski odpuścili. – Po fakcie każdy może powiedzieć, że można było wystawić optymalny skład. Przeanalizowaliśmy różne warianty. Doszliśmy do wniosku, że w Pucharze Polski równie dobrze można przegrać w finale. Nie byłoby dobrze zawalić ligę Pucharem – stwierdził asystent Smudy pytany o nieobecność Głowackiego, Garguły, Bunozy i przedwczesną zmianę Pawła Brożka.
Doceniamy szczerość. Nie dziwimy się podobnym kalkulacjom, bo sytuacja kadrowa drużyny nie pozwala dziś skutecznie walczyć na dwóch frontach. Nie możemy jednak zrozumieć aż tak biernej postawy zawodników, którzy zostali desygnowani do gry przeciwko drużynie Michała Probierza.
Aby ocena była sprawiedliwa trzeba dodać, że również rywale sprawiali wrażenie, jakby woleli rozstrzygnąć kwestię awansu do „ćwiartki” gdzieś w zaciszu szatni, przy kilku partyjkach pokera. Ostatecznie zadecydował o tym łut szczęścia i moment zupełnego zagapienia się wiślackiej defensywy, który wykorzystał Paweł Buzała. Ale gdyby kilka minut wcześniej piłka po uderzeniu Guerriera zamiast zatrzymać się na słupku wylądowała w siatce, do wiosennej części Pucharu Polski najpewniej szykowaliby się zawodnicy Smudy.
Podobnego zdania był zresztą Broniszewski: – Mogliśmy założyć wcześniej, że kto strzeli gola, ten dowiezie prowadzenie do końca. Teraz możemy skoncentrować się wyłącznie na meczach ligowych. Nic dodać, nic ująć.
Wisła Kraków – Lechia Gdańsk 0:1 (0:0)
Buzała 74’
Wisła: Miśkiewicz – Fryc, Jovanović, Burliga, Guerrier – Nalepa, Stjepanović (Stolarski 68’) – Sarki, Chrapek, Małecki – Brożek (Kamiński 78’)
Lechia: Bąk – Oualembo, Janicki, Kostrzewa, Pazio – Deleu, Zyska, Pietrowski, Grzelczak (Frankowski 68’), Tuszyński (Matsui 81’), Duda (Buzała 46’)
Sędziował: Bartosz Frankowski
Żółte kartki: Chrapek, Guerrier, Kamiński, Małecki - Zyska
fot. Jacek Smoter/lovekrakow.pl