40-latek kradł zabytkowe hełmy swojego pracodawcy. Na komisariat przywiózł go sam poszkodowany.
Kilka tygodni temu mężczyzna prowadzący działalność gospodarczą w jednej z podkrakowskich miejscowości i szef Ochotniczej Straży Pożarnej zatrudnił w swojej firmie 40-latka. 20 maja zauważył brak kilku zabytkowych hełmów, z których każdy był wart 600 złotych. O kradzieże zaczął podejrzewać nowego pracownika, więc na własną rękę rozpoczął śledztwo.
– Codziennie kilka razy sprawdzał pomieszczenie, w którym były przechowywane hełmy. 27 maja okazało się, że brakuje kolejnego cennego przedmiotu. Pokrzywdzony wpadł na pomysł, jak udowodnić mężczyźnie kradzieże - swoim samochodem pojechał na przystanek autobusowy, gdzie zastał czekającego na transport 40-latka. Nie zdradzając swoich zamiarów zaproponował mu podwiezienie, po czym zawiózł go bezpośrednio do siedziby komisariatu ul. Strzelców – opisuje Anna Zbroja-Zagórska z małopolskiej policji.
Zaskoczony pracownik już na parkingu przed komisariatem przyznał się do kradzieży hełmów i potulnie poszedł z pracodawcą do policjantów. Tam przyznał, że przedawał skradzione hełmy, za które miał dostawać po 200 złotych. Twierdził, że do kradzieży zmusiła go sytuacja materialna.
Przy przeszukaniu funkcjonariusze znaleźli jeszcze dwa dowody osobiste i prawo jazdy nie należące do mężczyzny. Kilka dni później stróże prawa odzyskali trzy z sześciu skradzionych hełmów. Złodziejowi grozi do pięciu lat więzienia.