Od utworzenia Parku Kulturowego Stare Miasto, centrum Krakowa uległo znacznym przemianom. Pół roku temu można było przeczytać o zmianach jakie zaszły w obrębie obszaru ujętego w Parku Kulturowym. Ze Starego Miasta zniknęły duże, kolorowe i rzucające się w oczy szyldy i reklamy. W szczegółowych punktach Rada Miasta Krakowa określiła wymagania, jakie muszą spełniać nośniki reklamowe, by móc pozostać w staromiejskim krajobrazie. Jest jedna rzecz, która psuje tę niemalże idyllę.
„Stacze”
Czyli ludzie, których praca polega na trzymaniu tabliczek informacyjnych. Można ich spotkać w każdą pogodę, od rana do wieczora. Nie przeszkadza im mróz, deszcz czy upał. Moją uwagę zwracali szczególnie w mroźnych dniach, gdy ciężko było gdziekolwiek dojść na piechotę, a co dopiero stać w miejscu średnio przez pięć-sześć godzin, zarabiając niewiele więcej, niż przy rozdawaniu ulotek. Pracodawcy dostarczają im ciepłe napoje, mają przerwy, w czasie których mogą wejść do miejsca, w którym są zatrudnieni i ogrzać się. Trudno się dziwić właścicielom, którzy chcą przyciągnąć turystów - radzą sobie, jak mogą. A jeśli nie mogą robić tego poprzez duże, wiszące szyldy, zatrudniają „staczy”. W myśl zasady: to, co nie jest zakazane, jest dozwolone. A i ktoś jeszcze może zarobić.
Co na to Uchwała?
Warto się jednak przyjrzeć jak wygląda to w świetle wspomnianej wcześniej uchwały. W artykule ósmym można przeczytać: „zakaz lokalizacji, obwożenia i obnoszenia nośników reklamowych w przestrzeni publicznej w obszarze Parku Kulturowego[…]”. Czy w świetle tego zapisu pracodawcy „staczy” łamią przepisy? Sprawa nie jest taka prosta, gdyż w artykule pierwszym dokonane zostało rozróżnienie na nośniki reklamowe i tzw. „nośniki informacji wizualnej”. I tak czytamy, że przez nośniki reklamowe „należy przez rozumieć urządzenia wraz z konstrukcją nośną, służące do prezentacji reklam oraz urządzenia wraz z konstrukcją nośną, służące informacji, takie jak: znaki, szyldy i tablice wolnostojące oraz umieszczone na obiektach budowlanych, ogrodzeniach itp. urządzeniach budowlanych.”
Większość tabliczek przymocowanych do drzewca (lub innego kija) trzymanych przez „staczy” zdecydowanie mieści się w kryteriach nośników informacji wizualnej. Tabliczki z napisem „Kanapki” i strzałką, lub „Koncert chopinowski”, informują przechodniów o lokalizacji danego obiektu. Co jednak powiedzieć o napisach zawierających oprócz nazwy miejsca i kierunku, w którym należy się udać, także informację o 70-procentowych zniżkach na książki? Takich chwytów reklamowych, wkradających się w treść nośników informacyjnych, jest więcej. – Ja oczywiście bardzo chciałabym, żeby Rynek wyglądał ładnie, ale myślę, że powinniśmy dojść do jakiegoś konsensusu. Rozmawialiśmy z władzami miasta przed Euro 2012, kiedy to kontrole szczególnie się nasiliły, i ustaliliśmy, że informacja o 70% obniżce jest częścią naszej nazwy. Sama nazwa sklepu nic nie mówi. Jesteśmy małą księgarnią, z niskimi cenami, nie jesteśmy nastawieni głównie na turystów. Bez tego typu reklamy, firma taka jak nasza, nie jest w stanie się utrzymać – mówi właścicielka jednej z księgarni.
Rozwiązanie
Po interwencji lovekrakow.pl, Główny Specjalista Koordynator Zespołu ds. Parku Kulturowego, Anna Włodarczyk, wystąpiła z prośbą o wydanie prawniczej ekspertyzy w sprawie tzw. staczy i zgodności tego typu działalności z uchwałą. W podsumowaniu tej opinii czytamy: „W konsekwencji należy stwierdzić, iż w ocenie Zespołu Radców Prawnych umieszczanie w obszarze parku przez tzw. staczy nośników reklamowych w postaci tablic na drążkach, mimo że nie ma charakteru trwałego, może być potraktowane jako objęte zakazami wprowadzonymi w § 8 ust. 1 pkt 1 uchwały i związku z tym ich umieszczenie może być sankcjonowane z art. 112 ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami”.
Zatem praktyka „staczy” została uznana za działalność reklamową, niezgodną z uchwałą. W tym przypadku procedura jest następująca: Wydział Kultury dokumentuje łamanie przepisów uchwały i przesyła je do organów pomocniczych, w tym Miejskiego Konserwatora Zabytków, a także do Straży Miejskiej. Straż Miejska natomiast, po zapoznaniu się z opiniami kolejnych organów, przystępuje do działania. Można się spodziewać, że „stacze” znikną w najbliższym czasie z ulic Krakowa. Możliwe jest też, że sprawa skończy się w sądzie.
Przekształcanie Starego Miasta to proces dynamiczny, który nie dobiegł jeszcze końca. Na horyzoncie zadań Zespołu ds. Parku Kulturowego pojawił się już kolejny problem, definicji „menu”. Czy zezwala ona na umieszczanie na menu logo poszczególnych firm? Będziemy monitorować tę sprawę!
W galerii poniżej prezentujemy zdjęcia "staczy" z okolic Rynku Głównego.
Michał Kucharczyk