Przyszłość placu św. Marii Magdaleny w rękach dzielnicy

Zarówno instytucje miasta, jak i konserwator zabytków zgadzają się co do tego, że plac św. Magdaleny nie wygląda tak, jak powinien. Ale do jakichkolwiek większych zmian jeszcze daleko.

Kwestia placu św. Marii Magdaleny w ścisłym centrum miasta wraca cyklicznie od co najmniej kilku lat. Problemów jest sporo – to z jednej strony zły stan nawierzchni placu, z drugiej brak zieleni i mizerny stan drzewka rosnącego w miejscu wyciętego wcześniej klonu, z trzeciej – wciąż żywe kontrowersje wokół pomnika ks. Piotra Skargi, który jednym się podoba, a inni woleliby go ukryć jak najgłębiej. W dyskusjach tych regularnie powraca zdjęcie z początku lat 80, na którym większość powierzchni placu pokryta jest zielenią, a rosnące tam drzewo nie jest ściśle otoczone kamiennymi płytami, jak ma to miejsce obecnie.

Najpierw badania

O działania miasta w sprawie placu pytał niedawno radny Łukasz Maślona. Odnosił się m.in. do zaleceń konserwatora z 2008 roku, w których sygnalizowano potrzebę powiększenia przestrzeni do życia dla jedynego rosnącego tam drzewa oraz do pisma z marca, w którym pada sugestia, by wprowadzić tam więcej zieleni i wody.

W odpowiedzi prezydent przypomniał, że o przywrócenie zieleni zwróciła się pod koniec ubiegłego roku rada dzielnicy. Zarząd Zieleni Miejskiej, sprawdzając czy i pod jakimi warunkami byłoby to możliwe, zebrał opinie od różnych instytucji, w tym wydziału kultury, wydziału planowania, zarządu dróg i urzędu konserwatorskiego.

Wytyczne konserwatorskie były takie, by w pierwszej kolejności przeprowadzić dokładne badania materiałów archiwalnych. To miałoby pomóc najpierw w prześledzeniu przemian tego miejsca, a następnie w przygotowaniu koncepcji jego zmian, z uwzględnieniem ciągów komunikacyjnych, zieleni czy oświetlenia.

Czy się uda?

Miasto jednak nie ma na ten cel zapisanych żadnych środków. Ciężar finansowy przygotowania takiej wstępnej dokumentacji weźmie na siebie dzielnica Stare Miasto. Ze swojego (skromnego) budżetu ma na ten cel wydać 20 tys. zł. Dopiero posiadając takie dokumenty miasto rozważy wprowadzenie realizacji do budżetu na lata 2022 i kolejne.

A co z pomnikiem? To kolejny znak zapytania. Lokalizacja na dziedzińcu Collegium Broscianum przy Grodzkiej 52 jest o tyle niepewna, że nie należy do miasta. Ewentualne przeniesienia tam pomnika wymagać będzie ustaleń z Uniwersytetem Jagiellońskim. No chyba, że znalazłaby się inna lokalizacja, ale takiej – jak dotąd – nikt głośno nie zaproponował.

Nie z BO

Jak informowała niedawno „Gazeta Wyborcza”, jedna z mieszkanek złożyła w tej edycji budżetu obywatelskiego projekt zakładający posadzenie dużego dębu w okienku, w którym do 2012 roku rósł klon. Co zaskakujące, spotkała się z odmową. Argumentem dla odrzucenia wniosku było ryzyko, że do przeprowadzenia tej operacji będzie wymagane rozebranie części placu oraz że duże drzewo mogłoby zasłonić oś widokową. Konserwator Monika Bogdanowska podkreśliła w rozmowie z „Wyborczą”, że plac potrzebuje całościowych, a nie punktowych zmian.

AKTUALIZACJA: Sprawa nie jest jeszcze zamknięta. W tym tygodniu ma być rozpatrywany protest złożony przez autorkę projektu Natalię Nazim. Istnieje szansa, że przy założeniu pewnych modyfikacji (np. zmiany gatunku, uwzględnienia w projekcie powiększenia i zabezpieczenia okienka oraz przesadzenia rosnącego tam obecnie drzewa) projekt zyska oficjalną zgodę. Konieczne jest do tego jeszcze wystąpienie przez ZZM o wytyczne konserwatorskie.